Reklama

To historia z pozoru banalna. Dwie zaprzyjaźnione pary spotykają się, żeby „na chwilę” wyjaśnić jedną prostą sprawę: syn jednej z rodzin nie pojawi się na urodzinach drugiego chłopca. Powód wydaje się błahy, niemal techniczny. Ale wystarczy kilka zdań, żeby ta grzeczna, kontrolowana rozmowa zaczęła się sypać jak źle sklejona fasada.

Bo przecież nie chodzi o urodziny. I nawet nie o strzelnicę, na której ma się odbyć impreza. Chodzi o coś znacznie mniej wygodnego - o wartości, które deklarujemy, ale które w konfrontacji z rzeczywistością zaczynają się rozjeżdżać.

Elle newsletter
elle.pl

Grzeczność, która pęka w pół zdania

Pacyfiści
mat. prasowe

Modzelewski robi coś, co w teatrze działa zawsze najmocniej: bierze ludzi „normalnych”, dobrze wychowanych, kulturalnych - i zamyka ich w jednym pokoju. A potem sprawdza, jak długo wytrzymają ich własne przekonania. W „Pacyfistach” bardzo szybko okazuje się, że nikt tu nie mówi wprost tego, co naprawdę myśli. Każde zdanie jest filtrowane przez „żeby nie urazić”, „żeby nie zepsuć relacji”, „żeby nie przesadzić”. Tyle że pod tą warstwą uprzejmości wszystko i tak zaczyna wyciekać - frustracje, pogarda, lęk, potrzeba dominacji.

I nagle to nie jest już rozmowa o dzieciach. To jest rozmowa o nas.

„Pacyfiści” - spektakl, który choć bawi, to nie daje komfortu

Pacyfiści
mat. prasowe

Najciekawsze w tym przedstawieniu jest to, jak bardzo jest niewygodne, a zarazem wciągające. To teatr, który nie szuka sympatii dla bohaterów. Raczej zmusza do tego, żeby ich obserwować trochę z dystansu… i po chwili odkryć, że w ich reakcjach jest coś znajomego.

W tej precyzyjnie napisanej konstrukcji każda z postaci ma swoją logikę, swoje racje i swoje pęknięcia. Nikt nie jest jednoznaczny, nikt nie jest „dobry” albo „zły” w prosty sposób. I właśnie to sprawia, że napięcie rośnie nie od wydarzeń, tylko od słów.

Aktorstwo, które trzyma całość w ryzach

Pacyfiści
mat. prasowe

Na scenie w obsadzie, którą widziałam, pojawili się: Monika Krzywkowska, Agnieszka Suchora, Mariusz Jakus oraz Wojciech Malajkat. I to jest dokładnie ten typ spektaklu, w którym aktorstwo nie jest dodatkiem, tylko fundamentem. Każde z nich gra nie tyle emocje, co mechanizmy obronne. To ciągłe balansowanie między kontrolą a jej utratą.

Szczególnie interesujące jest to, jak bardzo te postaci „pękają” w trakcie - jak z ludzi uprzejmych i racjonalnych zaczynają wychodzić zupełnie inne warstwy. Czasem bardziej brutalne, czasem po prostu szczere w sposób, którego nie planowali.

Jesteśmy pacyfistami… dopóki nie trzeba się z kimś nie zgodzić

Pacyfiści
mat. prasowe

Najmocniej zostaje jednak coś innego. Nie sama fabuła, nie nawet dialogi, tylko refleksja, która przychodzi po wszystkim. O tym, jak często mówimy ludziom coś innego, niż naprawdę myślimy. Jak łatwo wybieramy pozorną zgodę zamiast szczerości. Jak bardzo boimy się konfliktu - nawet jeśli oznacza to rezygnację z własnych przekonań.

I jak często „pacyfizm” w codziennym życiu nie ma nic wspólnego z ideą, a dużo więcej z unikaniem niewygody.

Po spektaklu „Pacyfiści”

Pacyfiści
mat. prasowe

„Pacyfiści” zostawiają z cichym, niekomfortowym pytaniem: ile z naszych relacji opiera się na prawdzie, a ile na grze pozorów? Czy potrafimy powiedzieć swoim znajomym i przyjaciołom całą prawdę - czy może jednak - jeśli wiemy, że mają odmienne zdanie pomijamy wątek?

I chyba właśnie dlatego ten spektakl działa tak mocno. Bo nie kończy się wraz z ostatnią sceną.

Spektakl grany jest w Teatrze Współczesnym w Warszawie w koprodukcji z Teatrem STU w Krakowie. Premiera spektaklu „Pacyfiści” w reżyserii Jacka Braciaka odbyła się 3 maja 2026 roku w krakowskiej Scenie STU oraz 7 maja 2026 roku w Warszawie.

Najbliższe terminy:
22.05.2026, 23.05.2026, 24.05.2026, 26.05.2026, 02.06.2026, 03.06.2026 (godz. 19:00)

Rekomendowany od 16 lat.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...