Osiem sekund na krawędzi życia. Fani „Yellowstone” powinni obejrzeć ten film
Śnieżyca, pustka Montany i człowiek, który nie ma już dokąd uciec. „W potrzasku” to western o przetrwaniu i rozliczeniu z własnym życiem - surowy, mroczny i hipnotyzujący. Idealny seans dla fanów „Yellowstone”.

Są takie filmy, które nie potrzebują wielkich strzelanin, pojedynków w samo południe ani klasycznego westernowego patosu. Wystarczy śnieg, pustka, cisza, człowiek na granicy wytrzymałości i poczucie, że zaraz wydarzy się coś, czego nie da się cofnąć. „W potrzasku” to właśnie taki western - współczesny, surowy i emocjonalnie wyczerpujący. I jeśli „Yellowstone” było dla was serialowym uzależnieniem, ten tytuł może okazać się idealnym seansowym strzałem.
Film jest dostępny na HBO Max i choć nie jest produkcją, o której mówi się wszędzie, ma w sobie coś, co trudno zignorować. To historia, która wciąga powoli, ale kiedy już złapie - nie puszcza.
O czym jest film „W potrzasku”?

Głównym bohaterem filmu jest True Brandywine (Wyatt Russell) - podupadający jeździec rodeo, który nie przypomina klasycznego westernowego twardziela. Jego życie to nieustanna walka o utrzymanie się na grzbiecie rozjuszonego konia przez zaledwie osiem sekund - tyle dzieli triumf od upadku. Jest zmęczony, poturbowany życiem i trochę jakby już pogodzony z tym, że najlepsze ma za sobą. Problem w tym, że życie nie daje mu chwili oddechu.
Kiedy nadciąga gwałtowna śnieżyca w Montanie, True zostaje uwięziony i musi walczyć o przetrwanie. Ale „W potrzasku” nie jest tylko filmem o walce z naturą. To również opowieść o mężczyźnie, który w ekstremalnych warunkach zaczyna rozliczać się z własnymi decyzjami, straconym czasem i tym, co doprowadziło go do miejsca, w którym już nie ma nikogo, kto mógłby go uratować.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Ryzyko, western i rodeo

Życie zawodnika rodeo to nieustanne ryzyko: kolejne upadki, kontuzje i przewlekły ból, którego True nie jest w stanie dłużej znieść. Aby przetrwać na arenie, bohater sięga po leki przeciwbólowe, uzależniając się od opioidów. Jego uzależnienie jest coraz bardziej widoczne, pogłębia się izolacja i destrukcja psychiczna. Ryzykuje zdrowie, a nawet życie, by jeszcze przez chwilę poczuć dreszcz adrenaliny. Bez ubezpieczenia zdrowotnego, z poczuciem beznadziei, True gotów jest wszystko postawić na jedną kartę, ignorując konsekwencje swoich decyzji.
Retrospekcje pokazują, jak True trafia do chaty mającej być jego azylem. To właśnie tam, w odosobnieniu, zmuszony jest skonfrontować się z dramatyczną diagnozą lekarzy: koniec z rodeo. Bohater przeżywa rozpad psychiczny, odtrąca jedyną bliską mu osobę - Ali, poznaną przypadkiem pielęgniarkę, która naprawdę o niego dbała. Nevada, która w wspomnieniach skąpana jest w słońcu, w teraźniejszości zmienia się w miejsce śmiertelnego zagrożenia, gdzie bohater walczy o każdy oddech, nie wiedząc, czy kolejny dzień będzie jego ostatnim.
Dlaczego fani „Yellowstone” będą zachwyceni?

„Yellowstone” kochamy za klimat: surowe krajobrazy, rodzinne konflikty, brutalną codzienność ludzi żyjących blisko natury i poczucie, że w tym świecie nie ma miejsca na słabość. „W potrzasku” działa podobnie, tylko bardziej intymnie - jakby kamera była bliżej, a emocje mniej podkręcone dramatem, a bardziej prawdziwe. To film o samotności i honorze, o męskości, która nie jest już romantyczną legendą, ale ciężarem. Jest w nim coś z westernowej melancholii, ale też sporo współczesnego realizmu. I właśnie to robi największe wrażenie.
Największym magnesem jest tu Wyatt Russell, który wypada bardzo wiarygodnie w roli człowieka zniszczonego fizycznie i psychicznie. W obsadzie pojawiają się także m.in. Dennis Quaid, Auden Thornton, Mary McDonnell oraz Tom Skerritt, co dodaje filmowi charakteru i klasy. To nie jest produkcja oparta na gwiazdorskich popisach, ale raczej na aktorstwie, które ma być „prawdziwe” - brudne, zmęczone, momentami wręcz niekomfortowe.
Western, który bardziej boli niż zachwyca

„W potrzasku” to film, który nie próbuje być ładny. Nie szuka efektownych scen tylko po to, żeby zrobić wrażenie. Zamiast tego serwuje historię, która jest chłodna jak śnieg, a emocjonalnie potrafi uderzyć mocniej, niż się spodziewacie. Bo największym wrogiem bohatera nie jest tu tylko pogoda. Jest nim też pamięć o własnych błędach i świadomość, że pewnych rzeczy nie da się już naprawić.
Film „W potrzasku” portretuje głęboki kryzys męskości - bohaterowie są zamknięci w pułapce własnych lęków i oczekiwań. Tylko introspekcja i zmiana perspektywy mogą dać szansę na wyjście z tego potrzasku. True nie potrafi wyobrazić sobie życia poza rodeo, a presja rodziny i społeczeństwa spycha go na skraj wytrzymałości.
Reżyser Carlyle Eubank, kreśląc świat zdominowany przez toksyczny maczyzm, bezlitośnie demaskuje cenę odwagi i desperacji. Obraz brutalnego sportu przeplata się z portretem emocjonalnych ran i nieodwracalnych strat.
Czy warto obejrzeć „W potrzasku”?

Jeśli macie ochotę na coś w klimacie „Yellowstone”, ale bardziej kameralnego, mniej serialowego i bardziej filmowego - zdecydowanie tak. To western, który wciąga swoją atmosferą i niepokojem. Idealny na wieczór, kiedy chcecie obejrzeć coś „mocnego”, ale bez tanich chwytów.
„W potrzasku” może nie stanie się viralowym hitem HBO Max, ale spokojnie zasługuje na miano ukrytej perełki. A po seansie zostaje to uczucie, które najlepsze filmy zostawiają zawsze: cisza, dreszcz i myśl, że człowiek czasem najbardziej przegrywa… sam ze sobą.

