Reklama

Film „Minghun” zadebiutował w kinach w 2024 roku, a w streamingu pojawił się w czerwcu 2025. Jednak dopiero teraz zaczyna na nowo poruszać serca widzów Canal+. Może to efekt zbyt długiej, melancholijnej zimy, a może potrzeby czasu, by dojrzeć do tak trudnej tematyki, jaką jest śmierć.

Śmierć dziecka. Temat, który nigdy nie powinien się zdarzyć. Moja babcia mawiała: „Rodzice nie powinni chować własnych dzieci”. Niestety życie pisze scenariusze, których nie chcemy, na które nie jesteśmy gotowi, ale które uczą nas czegoś o nas samych i o świecie. „Minghun” to film, który dotyka, porusza i zostaje w sercu - historia dla każdego, kto kochał, kto stracił, kto potrzebuje przypomnienia, że więzi i miłość mają moc nawet w najtrudniejszych chwilach. Ja długo zbierałam się, aby go obejrzeć - i nie żałuję, że kliknęłam 'play'.

Najbardziej poruszający film o stracie - o czym jest polski film „Minghun”?

Minghun
mat. prasowe

W centrum opowieści „Minghun” znajduje się Jurek, grany przez Marcina Dorocińskiego, który po śmierci córki Masi musi zmierzyć się z niewyobrażalnym bólem. Marcin Dorociński prezentuje tu kreację, którą krytycy nazwali rolą życia - subtelną, głęboko autentyczną, szczerą do bólu. W jego oczach odbijają się gniew, bezsilność i smutek, z którymi mierzy się każdy rodzic po stracie dziecka.

Daxing Zhang wciela się w Bena, teścia Jerzego, który przylatuje do Polski specjalnie na ceremonię pogrzebową. Reżyserem filmu jest Jan P. Matuszyński, za scenariusz odpowiada Grzegorz Łoszewski, a w roli Masi, zmarłej córki głównego bohatera, zobaczymy Natalię Bui.

Minghun - czym jest rytuał, który zmienia wszystko na pogrzebie w Polsce?

Minghun
mat. prasowe

Fabuła filmu „Minghun” skupia się na żałobie po tragicznej śmierci córki i desperackim poszukiwaniu sensu po odejściu najbliższej osoby. Kulminacyjnym punktem jest propozycja Bena, by odprawić starochiński rytuał minghun, znany jako zaślubiny dusz. Ten niezwykły zwyczaj polega na łączeniu w parę zmarłych, aby nie byli samotni w zaświatach.

Zderzenie polskiej i chińskiej tradycji podczas pogrzebu tworzy napięcie, które wybrzmiewa przez cały film - żałoba w kulturze polskiej, skonfrontowana z symbolicznym obrzędem z Dalekiego Wschodu, daje niepowtarzalny efekt emocjonalny i stawia przed widzem fundamentalne pytania o sens pożegnania i duchowe ukojenie.

„Minghun” - takiego przedstawienia żałoby w polskim kinie nie było

Minghun
mat. prasowe

Twórcy „Minghun” nie dają gotowych recept na przeżywanie żałoby. Obserwujemy bezradność, bezsilność i nieuchronność rozstania - nie tylko w osobistym wymiarze głównego bohatera, ale także w refleksji nad całym społeczeństwem i oczekiwaniami wobec rytuałów pogrzebowych. Film dedykowany jest zmarłemu ojcu reżysera, co dodatkowo nadaje mu autentycznego, szczerego tonu. Kamera podąża za Jurkiem i Benem, pokazując zarówno absurd, jak i powagę sytuacji - próbę pogodzenia się z bólem po stracie w cieniu tradycji i kulturowych różnic.

To, co wyróżnia „Minghun”, to nie tylko dramatyczna tematyka żałoby i rozpaczy po stracie, ale też odwaga, z jaką twórcy podejmują temat tabu - nietypowych pogrzebowych rytuałów, zderzenia kultur, a przede wszystkim wewnętrznych zmagań bohaterów. Subtelność wizualna, muzyka, powściągliwość w środkach wyrazu - wszystko to sprawia, że emocje rosną z każdą minutą. Nie ma tu miejsca na klisze i sztywne konwencje - to kino przełamujące bariery, głęboko humanistyczne, zapraszające do refleksji każdego widza.

„Minghun” dostępny na Canal+

Minghun
mat. prasowe

Oficjalna premiera filmu „Minghun” w streamingu miała miejsce w 2025 roku. To produkcja, która już podczas festiwali - Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Nowych Horyzontów 2024 - zebrała wyjątkowo entuzjastyczne recenzje i została określona przez krytyków jako jeden z najpiękniejszych polskich filmów o odchodzeniu. Teraz ponownie podbija serca widzów.

Zarówno krytycy, jak i publiczność, podkreślają, że „Minghun” to film, który na długo pozostaje w pamięci - zmusza do myślenia, przełamywania własnych uprzedzeń i konfrontacji z tematem śmierci w zupełnie nowy, uniwersalny sposób. „Jeden z najpiękniejszych filmów o odchodzeniu w polskim kinie. I rola Dorocińskiego warta najwyższych laurów. Wielki to aktor. Udowodnił to po raz kolejny”, napisała w recenzji na ELLE szefowa działu kultura, Maja Chitro. I trudno mi się z nią nie zgodzić. Dlatego polecam. Znajdźcie czas i obejrzyjcie film, który zostanie z wami - na zawsze.

Reklama
Reklama
Reklama