Reklama

Kulinarne produkcje takie jak „Punkt wrzenia”, "Ugotowany" i „The Bear” pokazują, że jedzenie w kinie i serialach dawno przestało być tylko tłem. Z kolei, thriller „Menu” zamienia ekskluzywną kolację na odludnej wyspie w satyrę o prestiżu, władzy i przemocy ukrytej pod elegancką formą. Teraz ten wyrafinowany thriller można oglądać zarówno na Prime Video, jak i Disney+.

Na prywatną wyspę przypływa grupa starannie wyselekcjonowanych gości, dla których kolacja nie jest zwykłym posiłkiem, lecz rytuałem statusu. W restauracji Hawthorn czeka na nich Julian Słowik, grany przez Ralpha Fiennesa z chłodną elegancją i niemal ceremonialną kontrolą. Każde kolejne danie okazuje się tu elementem starannie skomponowanego spektaklu, w którym smak, władza i upokorzenie zaczynają splatać się w jedną, coraz bardziej niepokojącą całość.

Największą siłą filmu „Menu” jest jego styl i sposób budowania napięcia. To film, który najpierw zachwyca elegancją i estetyką, a potem pokazuje, że za tym pięknem kryje się coś znacznie bardziej niepokojącego. „Menu” jest też bardzo trafną satyrą na współczesny świat. Nie wyśmiewa jedynie luksusowej gastronomii, ale szerzej pokazuje snobizm, przywileje klasowe, przesadne uwielbienie dla „ekspertów” i pustkę celebryckiego świata.

„Menu” robi wrażenie jako film, który pod atrakcyjną oprawą i zmysłową estetyką ukrywa całkiem gorzką opowieść o klasach, snobizmie i relacji między twórcą a odbiorcą. Najciekawsze jest to, że gotowanie staje się tu nie tylko tematem, ale też metaforą opowiadania - precyzyjnego, kontrolowanego, chwilami okrutnego. Największą siłą filmu pozostaje obsada, która nadaje całości smaku i charakteru, choć sama Margot wypada nieco mniej wyraziście niż reszta. Mimo to „Menu” to film, który zostawia po sobie coś więcej niż tylko efektowną formę - to przewrotna, inteligentna i bardzo apetyczna satyra.

Gwiazdy w "Menu"

Ogromną rolę odgrywa obsada. Ralph Fiennes nadaje Julianowi Słowikowi magnetyzm, od którego trudno oderwać wzrok, Anya Taylor-Joy wnosi do tej historii wyraźną niejednoznaczność, a Nicholas Hoult znakomicie pokazuje, jak fascynacja może zamienić się w ślepą obsesję. "Menu" wciąga od początku do ostatniej minuty, a po napisach zostawia nie tylko dreszcz, lecz także wyjątkowo gorzki posmak.

Jeśli macie ochotę na film, który nie tylko trzyma tempo, ale od pierwszych scen buduje własny, gęsty klimat, „Menu” trafia w punkt. Teraz „Menu” czeka w streamingu na Prime Video i Disney+.

Reklama
Reklama
Reklama