Lichota, Banasiuk i Żurawski w filmie o bitwie, która stała się symbolem. To najbardziej brutalna polska produkcja wojenna ostatnich lat
„Czerwone maki” nie pokazują wojny jako legendy, lecz brutalne piekło frontu. Polski film o Monte Cassino opowiada o młodych ludziach, którzy zamiast marzyć o przyszłości, próbowali po prostu przeżyć.

Są filmy wojenne, które budują legendę. I są takie, które próbują pokazać, jak naprawdę wyglądało piekło frontu. „Czerwone maki” należą do tej drugiej kategorii. Polski film o bitwie pod Monte Cassino nie zamienia historii w pomnikową opowieść o bohaterstwie. Zamiast tego pokazuje strach, chaos i młodych ludzi, którzy z wojny chcieli przede wszystkim wrócić żywi.

Polacy długo czekali na film o bitwie pod Monte Cassino

„Czerwone maki” od początku wzbudzały ogromne emocje. Nie tylko dlatego, że to pierwsza polska fabularna produkcja poświęcona jednej z najbardziej symbolicznych bitew II wojny światowej, ale też dlatego, że widzowie od lat czekali na film, który pokaże Monte Cassino z rozmachem porównywalnym do zagranicznych widowisk wojennych. I rzeczywiście - w scenach batalistycznych czuć skalę, kurz, huk wystrzałów i atmosferę nieustannego zagrożenia.
Jednocześnie film Krzysztofa Łukaszewicza (twórca filmów tj. „Karbala” „Belfer”, „Raport Pileckiego”), nie próbuje romantyzować wojny. Wręcz przeciwnie. W wielu opiniach po seansach powtarza się jedno słowo: „rzeź”. Jeden z widzów napisał wprost, że „żadne wzniosłe patriotyczne hasła nie zakryją, że to rzeź”. I trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza podczas finałowych scen walk o klasztor na Monte Cassino.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Monte Cassino. Bitwa, która stała się symbolem

Bitwa o Monte Cassino ( 17 styczeń 1944 – 18 maj 1944) do dziś pozostaje jednym z najważniejszych symboli udziału Polaków w II wojnie światowej. Walki trwały miesiącami, a alianckie wojska ponosiły ogromne straty, próbując zdobyć strategicznie położony klasztor we Włoszech. Decydujący szturm przypadł żołnierzom 2. Korpusu Polskiego dowodzonego przez generała Władysława Andersa.
To właśnie polska flaga zawisła później nad ruinami klasztoru. Zwycięstwo miało ogromne znaczenie symboliczne, ale okupione zostało dramatycznymi stratami. Wielu żołnierzy, którzy przeżyli bitwę, po wojnie nie miało już dokąd wracać. Ich rodzinne miasta znalazły się poza granicami Polski, a rzeczywistość, o którą walczyli, okazała się zupełnie inna od tej, którą sobie wyobrażali.
Film przypomina o tym bardzo wyraźnie. Za wielką historią stoją tu konkretni ludzie - zmęczeni, przestraszeni i często bardzo młodzi - za młodzi na historię, z którą przyszło się im zmierzyć.
„Czerwone maki” - o czym jest polski film wojenny?

Głównym bohaterem filmu jest Jędrek, grany przez Nicolasa Przygodę. To postać fikcyjna, ale skonstruowana w taki sposób, by przypominała tysiące młodych ludzi, którzy po przejściu przez sowieckie łagry trafili do armii Andersa. Jędrek nie jest pomnikowym bohaterem. Kombinuje, kradnie, próbuje przetrwać. Chce żyć normalnie, zakochuje się, marzy o przyszłości. Dzięki temu „Czerwone maki” działają na widzów emocjonalnie. Wojna nie jest tu abstrakcyjną historią z podręcznika, ale brutalnym doświadczeniem ludzi, którym odebrano młodość.
Momentami film przypomina bardziej wojenne coming-of-age story niż klasyczne patriotyczne kino. W tle wielkiej historii pojawia się romans, tęsknota za normalnością i poczucie, że życie bohaterów mogło potoczyć się zupełnie inaczej.
Leszek Lichota, Mateusz Banasiuk i Bartłomiej Topa tworzą najmocniejsze role filmu

Jednym z największych atutów filmu jest obsada. Leszek Lichota gra reportera wojennego inspirowanego postacią Melchiora Wańkowicza i wnosi do filmu spokój oraz melancholię. To właśnie jego bohater obserwuje dramat żołnierzy i próbuje zamknąć go w słowach. Duże wrażenie robi też Mateusz Banasiuk jako podporucznik Edmund Wilkosz. W jego roli nie ma przesadnego heroizmu - jest za to napięcie, zmęczenie i świadomość, że każda kolejna minuta może być ostatnią.
Na ekranie pojawiają się także Bartłomiej Topa, Michał Żurawski czy Łukasz Garlicki. Wiele osób w komentarzach zwraca uwagę na oszczędne, bardzo stonowane aktorstwo Żurawskiego w roli generała Andersa. Bez wielkich gestów i teatralnych przemówień.
Niedźwiedź Wojtek istniał naprawdę

Jednym z najbardziej poruszających i jednocześnie zaskakujących elementów filmu jest obecność niedźwiedzia Wojtka. I nie jest to scenariuszowa fantazja. Wojtek naprawdę przeszedł z 2. Korpusem Polskim cały szlak bojowy i został oficjalnie wpisany na listę żołnierzy. Niedźwiedź pomagał przenosić skrzynie z amunicją i stał się symbolem armii Andersa. Do dziś pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych historii związanych z polskimi żołnierzami podczas II wojny światowej.
Twórcy filmu dopisali sceny z Wojtkiem już po konsultacjach historycznych, bo eksperci uznali, że bez niego opowieść o Monte Cassino byłaby po prostu niepełna.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Czerwone maki” nie są łatwym seansem

Najmocniejsze sceny filmu trudno wyrzucić z głowy. Operacje bez znieczulenia, jęki rannych, żołnierze ginący kilka metrów od siebie - twórcy bardzo mocno stawiają na realizm. Dla części widzów film okazał się wręcz zbyt brutalny. Jednocześnie właśnie ta bezkompromisowość sprawia, że „Czerwone maki” wyróżniają się na tle wielu współczesnych polskich produkcji historycznych. Nie próbują wygładzać wojny ani zamieniać jej w efektowną przygodę. Nawet jeśli momentami film bywa widowiskowy, cały czas czuć nad nim ciężar tragedii.
I może właśnie dlatego ta historia działa najmocniej wtedy, gdy milkną patriotyczne hasła, a na ekranie zostają tylko ludzie próbujący przetrwać kolejny dzień.

