Kultowe teksty z tego polskiego filmu zna każdy niezależnie od wieku. To mój ulubiony film z kolekcji Stanisława Barei
„Poszukiwany, poszukiwana” wrócił na Netflix w ramach kolekcji z okazji 10-lecia platformy i znów przypomina, dlaczego polskie kino komediowe ma swój własny, niepodrabialny język. To film, który bawi od dekad - i wcale nie traci na aktualności.

Są takie filmy, które nie potrzebują rekomendacji. Wystarczy jedno zdanie, jedna scena, jeden cytat i już wiadomo, o co chodzi. Bareja stworzył właśnie taki świat - świat, który funkcjonuje równolegle do rzeczywistości, ale zawsze o krok przed nią w diagnozowaniu absurdu.
I tak, przyznam się od razu: to mój ulubiony film z jego kolekcji. Choć wybór nie jest prosty, bo przecież mówimy o reżyserze, który dał nam także „Miś”, „Alternatywy 4” i „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” - czyli absolutny kanon polskiego absurdu.

PRL, który nie udaje rzeczywistości - tylko ją przerysowuje

„Poszukiwany, poszukiwana” to jedna z najbardziej brawurowych komedii Barei, ale też film zaskakująco precyzyjny w portrecie epoki. Historia skromnego historyka sztuki, Stanisława Marii Rochowicza, zaczyna się od oskarżenia o kradzież obrazu. Szybko zamienia się jednak w coś zupełnie innego - ucieczkę przed konsekwencjami i wejście w rolę, która staje się jego nową rzeczywistością.
Przebrany za kobietę bohater podejmuje pracę jako pomoc domowa. I nagle trafia do świata, który jest miniaturą PRL-u: pełnego hierarchii, absurdów, dziwnych układów i niepisanych zasad. U jednego z pracodawców zajmuje się… produkcją bimbru z cukru. U innych doświadcza klasycznych mechanizmów „kombinowania”, a gdzie indziej mierzy się z zupełnie innym problemem: tym, jak długo da się utrzymać iluzję.
Bo w świecie Barei wszystko jest kwestią pozoru.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Poszukiwany, poszukiwana” czyli najbardziej kultowa „przebieranka” polskiego kina

To, co sprawia, że ten film przeszedł do historii, to oczywiście wątek mężczyzny w kobiecej roli - z genialną, pełną wyczucia kreacją Wojciecha Pokory. Ale Bareja nie robi z tego taniego żartu. To nie jest komedia kostiumowa dla samego przebrania. To opowieść o świecie, w którym zmiana tożsamości staje się sposobem na przetrwanie.
I choć dziś może wydawać się to lekko groteskowe, warto pamiętać, że motyw mężczyzny w kobiecym przebraniu ma bardzo długą historię w kulturze - od scenicznego teatru elżbietańskiego, przez Charliego Chaplina, aż po współczesne kino. Zawsze jednak pełnił jedną funkcję: obnażał społeczne role, które nosimy na co dzień.
Stanisław Bareja wykorzystuje ten motyw po swojemu - po polsku, w PRL-owskim chaosie, gdzie tożsamość jest równie płynna jak system, który ją otacza.
Świat, w którym wszyscy trochę udają

Jedną z najciekawszych warstw filmu jest to, jak bardzo wszyscy bohaterowie grają swoje role. Nie tylko główny bohater się „przebiera”. Każdy w tym świecie ma swoją maskę:
- ktoś udaje profesjonalizm
- ktoś udaje autorytet
- ktoś udaje, że wszystko działa
- a ktoś po prostu udaje, że rozumie zasady, które od dawna nie istnieją
I w tym sensie film jest dużo bardziej aktualny, niż mogłoby się wydawać.
Bareja, czyli kino, które się nie starzeje

Nie da się mówić o „Poszukiwany, poszukiwana” bez szerszego kontekstu. Bareja stworzył kino, które działa jak społeczny reflektor. Pokazywał rzeczywistość nie taką, jaką chciano widzieć, ale taką, jaka faktycznie była - pełną absurdów, sprzeczności i codziennego „radzenia sobie”.
Dlatego jego filmy żyją do dziś. Bo nie są o PRL-u. Są o mechanizmach, które PRL tylko uwydatnił.
Cytaty z „Poszukiwany, poszukiwana”, które zna każdy - nawet jeśli nigdy nie widział filmu

„Poszukiwany, poszukiwana” to jedna z tych komedii, które żyją własnym życiem - w dialogach, powiedzonkach i scenach, które Polacy cytują od dekad. A najlepsze jest to, że nawet jeśli ktoś filmu nie widział, i tak „wie, o co chodzi”. Bo Bareja pisał tak, jak mówiła rzeczywistość PRL-u - tylko trochę głośniej, szybciej i absurdalniej.
Najbardziej kultowe sceny i dialogi z filmu to:
Pasażer w tramwaju: Oj, paniusiu nie tak ostro, jak Boga kocham, jak pani chce usiąść, to niech pani poprosi, zmieścimy się tutaj, no już, o maaasz…
Marysia: Panie, niech pan się ode mnie odczepi i koniec!
Pasażer w tramwaju: I bądź tutaj uprzejmy! Jednej takiej ustąpiłem miejsce proszę pana, to mnie zwymyślała. A drugiej takiej proszę pana jak przed wojną ustąpiłem miejsce, to do dzisiaj muszę płacić alimenty…
„Czy Marysia wie, co Marysia narobiła?! Ja tu badam zawartość cukru w cukrze!”. „Ja pracuję nad doniosłym wynalazkiem! Chodzi o potwierdzenie procentu cukru w cukrze w zależności od podziemnego promieniowania na tym terenie. Bo na przykład w jednym sklepie na półkach po rocznym leżeniu cukier ma 80% cukru w cukrze, a w drugim sklepie ma 90% cukru w cukrze, a sacharyna to ma w ogóle 500% cukru w cukrze. A dzięki mojemu wynalazkowi dojdzie do tego, że w ogóle nie trzeba będzie sadzić buraków na cukier, tyle będzie cukru w cukrze.”
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Mój mąż jest z zawodu dyrektorem” - kultowe zdanie wypowiadane przez Barbarę Rylską.
„Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić” - kwestia w kontekście zatrudniania Marysi.
„Marysiu otwórz! Pan mówi!” - pada z ust wiecznego dyrektora.
Jeśli jeszcze nie widzieliście tego polskiego tytułu, albo macie ochotę przenieść się w czasie to „Poszukiwany, poszukiwana” znajdziecie teraz w kolekcji Netflixa udostępnionej z okazji 10-lecia istnienia platformy na polskim rynku.

