Reklama

W chwili, gdy „Fałszerz” króluje w zestawieniach oglądalności, Netflix szykuje ruch, który niemal na pewno przetasuje obecny ranking. Mrok, przemoc i polityczne napięcie ustąpią miejsca jedwabiom, pastelom i spojrzeniom ukradzionym na parkiecie. W czwartek 29 stycznia na platformę wracają „Bridgertonowie” - serial, który od lat nie ma sobie równych, jeśli chodzi o popkulturowy rozmach i widzowskie emocje.

„Fałszerz” jeszcze chwilę nr. 1 na Netflix. Włoskie retro noir, które wciąga bez reszty

Fałszerz
mat. prasowe

„Fałszerz” to jeden z tych filmów, które pojawiają się na platformie Netflixa niemal po cichu, a potem przejmują rozmowy widzów. Osadzona w Rzymie lat 70. historia Antonio Chichiarellego - młodego artysty, który zamiast kariery malarza wybiera drogę fałszerstw jest opowieścią o ambicji, wolności i cenie talentu w czasach społecznego i politycznego chaosu.

To kino gęste, świadomie staromodne, zanurzone w estetyce epoki. Stroje, fryzury, wnętrza i sposób prowadzenia narracji przywołują klasykę gatunku i udowadniają, że sprawdzone schematy wciąż działają, jeśli są realizowane z wyczuciem. „Fałszerz” nie romantyzuje przestępczości, nie przyspiesza na skróty, cierpliwie buduje portret bohatera, który stopniowo traci kontrolę nad własnym marzeniem o wolności.

Kino starego stylu w nowym wydaniu

Fałszerz
mat. prasowe

Siłą filmu są nie tylko atmosfera i konsekwentnie prowadzona fabuła, ale też znakomite role drugoplanowe. Każda postać ma tu swoje miejsce i znaczenie, a kobiece bohaterki - rzadkość w kinie mafijnym - zostały napisane z dbałością o niuanse i emocjonalną głębię. „Fałszerz” gra na nostalgii widza, ale robi to świadomie: zamiast udawać rewolucję, celebruje rzemiosło.

To właśnie dlatego ogląda się go z taką przyjemnością. Bo najbardziej lubimy melodie, które już raz słyszeliśmy - pod warunkiem, że ktoś potrafi je zagrać na nowo. A to twórcom tego włoskiego dzieła się udało. I choć „Fałszerz” zasługuje, aby trochę dłużej pobyć na podium, niestety będzie musiał je oddać. „Bridgertonowie”- od 2020 roku, kiedy to miała miejsce premiera 1 sezonu - nieprzerwanie zagarniają całą uwagę widzów Netflixa.

„Bridgertonowie” sezon 4 już za chwilę na Netflix

Bridgertonowie sezon 4
mat. prasowe

Czwarty sezon kultowego hitu Netfliksa skupi się na Benedikcie Bridgertonie (Luke Thompson) i Sophie (Yerin Ha), a jego osią fabularną stanie się historia inspirowana „Kuszącą propozycją” Julii Quinn - wariacją na temat „Kopciuszka”, rozgrywającą się podczas balu maskowego. To właśnie tam Benedict spotyka tajemniczą Srebrną Damę, która wywraca jego dotychczasowy świat do góry nogami.

Choć tym razem nie Penelope i Colin będą w centrum opowieści, ulubieńcy widzów powrócą i to w momencie pełnym nowych wyzwań. Ujawnienie tożsamości Lady Whistledown nie pozostaje bez konsekwencji, a ich relacja zostanie wystawiona na kolejną próbę.

„Bridgertonowie” - premiera podzielona na dwa akty

Bridgertonowie sezon 4
mat. prasowe

Netflix pozostaje wierny sprawdzonej strategii. Czwarty sezon „Bridgertonów” zadebiutuje 29 stycznia, ale w dwóch częściach - po cztery odcinki każda. Finał historii zobaczymy 26 lutego. To format, który tylko podsyca emocje i przedłuża serialowe napięcie.

Nowe twarze w obsadzie, w tym Katie Leung jako bezwzględna lady Araminta Gun oraz zapowiedź kultowych scen z książkowego pierwowzoru sprawiają, że oczekiwania są wyjątkowo wysokie. „Czy jesteś gotowy, drogi czytelniku? Bo to, co zaraz się wydarzy, poruszy całe towarzystwo”.

Bridgertonowie sezon 4
mat. prasowe
Reklama
Reklama
Reklama