Reklama

Weekend daje luksus czasu. Można nadrobić polecane przez znajomych seriale, wrócić do zaległych premier, włączyć coś „na szybko”. Problem w tym, że im więcej tytułów w katalogach platform streamingowych, tym trudniej podjąć decyzję. Opisy często są lakoniczne, algorytmy podsuwają oczywistości, a prawdziwe perełki potrafią prześlizgnąć się niezauważone.

I właśnie dlatego tak łatwo przegapić film, który był dwukrotnie nominowany do Oscara, a dziś - niemal dekadę po premierze - wybrzmiewa mocniej niż kiedykolwiek. Spielberg stworzył dzieło, które może nie jest jego najbardziej widowiskowe, ale z pewnością należy do tych najważniejszych w jego karierze.

Film „Czwarta władza” dostępny na Prime Video. To historia, która wstrząsnęła Ameryką

Czwarta władza
mat. prasowe

Akcja filmu rozgrywa się w 1971 roku, w momencie gdy Daniel Ellsberg decyduje się ujawnić tajne dokumenty dotyczące zaangażowania USA w wojnę w Wietnamie. To, co Amerykanie znają jako „Pentagon Papers”, staje się punktem zapalnym dla jednego z najważniejszych starć między prasą a rządem w historii Stanów Zjednoczonych.

Spielberg opowiada tę historię z perspektywy redakcji „The Washington Post”, która w obliczu nacisków politycznych i realnego ryzyka prawnego musi podjąć decyzję: publikować czy milczeć. Stawka jest ogromna - nie chodzi wyłącznie o jeden artykuł, ale o fundament demokracji, jakim jest wolność słowa.

Reżyser unika moralizatorskiego tonu. Zamiast pomnikowej opowieści dostajemy precyzyjnie skonstruowany thriller, w którym napięcie budują rozmowy w redakcji, szybkie decyzje i świadomość, że każdy ruch może mieć konsekwencje prawne i polityczne.

Skąd wzięło się określenie „czwarta władza”?

Czwarta władza
mat. prasowe

Pojęcie „czwartej władzy” narodziło się w XVIII wieku i odnosiło się do roli prasy jako nieformalnego, ale niezwykle wpływowego filaru demokracji - obok władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Dziennikarze mieli patrzeć politykom na ręce, ujawniać nadużycia, kontrolować rządzących w imieniu społeczeństwa.

Film Spielberga przypomina, że ta misja nigdy nie była łatwa. Odpowiedzialność spoczywająca na ludziach mediów to nie tylko publikowanie informacji, ale także gotowość do ponoszenia konsekwencji. W czasach algorytmów, fake newsów i walki o kliki historia sprzed lat staje się zaskakująco aktualna. To opowieść o dziennikarstwie jako służbie publicznej - w kontrze do politycznych nacisków, towarzyskich powiązań i presji rynku.

Nie tylko Spielberg. Tu działa cały zespół mistrzów

Czwarta władza
mat. prasowe

Choć nazwisko Spielberga przyciąga uwagę, ten film jest efektem pracy zespołu twórców, którzy nadają mu wyjątkową jakość. Meryl Streep jako Katharine Graham buduje postać pełną wewnętrznych napięć - z jednej strony niepewnej siebie spadkobierczyni medialnego imperium, z drugiej liderki, która w kluczowym momencie potrafi podjąć odważną decyzję. To rola subtelna, oparta na spojrzeniach i zawahaniach, a jednocześnie niezwykle mocna.

Tom Hanks jako Ben Bradlee wnosi energię i reporterską bezkompromisowość. Dawno nie widzieliśmy go w tak dynamicznej, charyzmatycznej odsłonie. Ogromną rolę odgrywa też muzyka Johna Williamsa, która nie dominuje, lecz podkreśla dramaturgię i buduje napięcie w kluczowych momentach. Zdjęcia autorstwa Janusza Kamińskiego przywołują klimat klasycznego kina lat 70., a montaż nadaje całości rytm przypominający redakcyjną gorączkę przed zamknięciem numeru.

Ten film to kino w starym, dobrym stylu - dialogowe, skupione na twarzach, decyzjach, ciszy między słowami.

Dwie nominacje do Oscara. „Czwarta władza” to film, który nie traci aktualności

Czwarta władza
mat. prasowe

Produkcja otrzymała dwie nominacje do Nagrody Akademii - za najlepszy film oraz najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą. Choć nie wróciła z gali ze statuetką, trudno odmówić jej znaczenia. To nie jest najbardziej efektowne dzieło w filmografii Stevena Spielberga, ale z pewnością jedno z tych, które zostają z widzem na dłużej. Dziś, w świecie sporów o prawdę, medialnych manipulacji i politycznych napięć, brzmi nawet mocniej niż w momencie premiery.

Jeśli więc w ten weekend macie obejrzeć jeden film - wybierzcie właśnie ten. Bo to nie tylko historia sprzed lat. To opowieść o odwadze, odpowiedzialności i sile słowa, która wciąż ma znaczenie. Film dostępny jest na Prime Video i idealnie nadaje się na weekendowy seans.

Reklama
Reklama
Reklama