Dostał 9 nominacji do Oscara i zaraz trafi do streamingu. Najgłośniejszy film roku wreszcie będzie można obejrzeć w domu
Po rekordowym wyniku w box office’ie, 9 nominacjach do Oscara i miesiącach szumu wokół nazwiska Timothée Chalameta „Wielki Marty” wreszcie trafi do streamingu.

W przypadku filmów, które tak długo utrzymują się w centrum rozmów, droga do streamingu zwykle wydaje się dłuższa. Tym razem jest inaczej. Warner Bros. Discovery potwierdziło, że „Marty Supreme” trafi do HBO Max w USA już w piątek, 24 kwietnia, a dzień później zadebiutuje także na antenie HBO. Dla widzów, którzy nie zdążyli zobaczyć go w kinie, to najlepszy moment, by nadrobić jeden z najgłośniejszych tytułów ostatnich miesięcy.
To nie był zwykły kinowy tytuł. „Wielki Marty” pobił rekord A24
„Wielki Marty” nie zniknął z kin po kilku tygodniach i nie przeszedł przez sezon nagród po cichu. Już w lutym film stał się najbardziej dochodową produkcją w historii A24 na świecie, przekraczając 148,8 mln dolarów globalnych wpływów i wyprzedzając dotychczasowego rekordzistę, „Wszystko wszędzie naraz”. To właśnie ten wynik sprawił, że z autorskiego projektu Josha Safdiego wyrósł pełnoprawny popkulturowy fenomen.
O czym jest „Wielki Marty”?
Akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku, w rytmie nowojorskich ulic. Bohaterem jest Marty Mauser, który chce zostać legendą tenisa stołowego. Brzmi sportowo, ale stawka szybko rośnie: Marty nagina reguły, wchodzi w sojusze z ludźmi, od których powinien trzymać się z daleka, i jest gotów uwieść każdą kobietę, byle tylko zbliżyć się do marzenia o wielkości. Ten świat jest pełen rywalizacji, pokus i decyzji podejmowanych na granicy rozsądku.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Tytułową rolę gra Timothée Chalamet, a obok niego pojawiają się m.in. Odessa A’zion, Gwyneth Paltrow, Tyler Okonma, Kevin O’Leary, Abel Ferrara, Fran Drescher oraz Emory Cohen. Za kamerą stoi Josh Safdie, a scenariusz napisał wspólnie z Ronaldem Bronsteinem. To zestaw, który składa się na historię o ambicji, kontroli i ryzyku oraz o tym, jak łatwo wpaść w rozpęd, z którego trudno się zatrzymać.
Dziewięć nominacji do Oscara i ani jednej statuetki
Wokół „Wielkiego Marty’ego” zrobiło się jeszcze głośniej, gdy film wszedł do oscarowego wyścigu z dziewięcioma nominacjami. Ostatecznie nie przełożyły się one jednak na żadną statuetkę, co tylko podbiło dyskusję wokół produkcji i samego Chalameta. Paradoksalnie właśnie to mogło jeszcze mocniej rozgrzać zainteresowanie filmem przed jego streamingową premierą.

Po miesiącach medialnego szumu, rekordach kasowych i nagrodowej gorączce „Wielki Marty” wchodzi w etap, w którym może zyskać drugie życie - tym razem w streamingu. I bardzo możliwe, że właśnie tam trafi do jeszcze szerszej publiczności.

