Miranda Hobbes to postać, która od lat zachwyca widzów swoją inteligencją, stanowczością i bezkompromisowością. W serialu „Seks w wielkim mieście”, oraz jego kontynuacji „I tak po prostu”, jawi się jako kobieta nie bojąca się wyrażać własnych opinii i stawiająca na swoim, jednocześnie pozostając wierną przyjaciółką. Jej życie to nieustanna równowaga między karierą, relacjami i osobistym rozwojem, a wszystko to ukazane z ogromną dozą autentyczności i humoru. Cynthia Nixon, aktorka wcielająca się w Mirandę, doskonale rozumie złożoność swojej bohaterki. W naszej rozmowie opowiada o tym, jak zmienia się jej bohaterka wraz z upływem czasu, o wyzwaniach, jakie niesie życie po pięćdziesiątce, oraz o tym, jak ważna jest szczerość i lojalność w przyjaźni - także tej poza planem.

WIDEO

player placeholder

Aleksandra Michalik ELLE.pl: Które aspekty życia Mirandy były dla ciebie jako Cynthi najbardziej inspirujące podczas pracy nad serialem „I tak po prostu”?

Cynthia Nixon: Miranda zawsze była dla mnie inspiracją. Przede wszystkim jej inteligencja, jej silne zasady i oddanie przyjaciołom, a zwłaszcza Carrie. Czasami między nimi dochodzi do kłótni, ale to dlatego, że Miranda nie boi się wyrażać swojego zdania, nawet jeśli to trudne. To właśnie cenię w przyjaźni – chęć mówienia prawdy, nawet jeśli nie zawsze jest to łatwe. Dla mnie osobiście to bardzo ważne, dlatego tak bardzo lubię tę cechę Mirandy.

Zobacz także:

Serial „I tak po prostu” wprowadził większą reprezentację kobiet, ich siły i seksualności niż widzieliśmy w „Seksie w wielkim mieście”. Co dla ciebie oznacza uczestnictwo w projekcie, który rozwija się zgodnie z duchem czasu, a ty sama jesteś częścią tej ewolucji przez swoją postać?

Kiedy na ekrany wchodził serial „Seks w wielkim mieście”, był wręcz rewolucyjny. Wszystkie miałyśmy wtedy około trzydziestki, ale pokazywał kobiety, które naprawdę cieszyły się życiem i nie siedziały przy telefonie, czekając na oświadczyny. Pokazywał, że możemy cieszyć się karierą, spotykać wielu mężczyzn, uprawiać seks i nie mieć życia podporządkowanego tylko małżeństwu i macierzyństwu. W obecnym sezonie skupiamy się na kobietach po pięćdziesiątce, dla których seks i relacje nadal są ważne — czy to randkowanie, długie małżeństwa czy związki na odległość. To nadal są wyzwania. Kiedy byłam młoda, myślałam, że po czterdziestce życie jest już „ustawione” i nudne. Teraz wiem, że nigdy nic nie jest ustalone — uczymy się, stajemy się mądrzejsi, ale życie ciągle rzuca nowe wyzwania, zarówno z zewnątrz, jak i z naszej własnej strony. I jeśli masz szczęście, ta nauka nigdy się nie kończy.

Twój powrót serialu wywołał wiele dyskusji wśród fanów i krytyków. Czy jakieś opinie szczególnie utkwiły ci w pamięci lub wpłynęły na twoje podejście do trzeciego sezonu?

Zawsze jest jakaś wymiana zdań, zwłaszcza w przypadku serialu, który trwa, ludzie reagują, a my tworzymy dalej. Jedną z rzeczy, które bardzo lubię, a które mogły zaskoczyć widzów, jest głęboka melancholia pierwszego sezonu, szczególnie po śmierci Biga — to był ogromny szok. Carrie była w centrum tego sezonu, dużo się działo, było wiele bólu i mroku. Pamiętam odcinek „Diwali”, który wyreżyserowałam — o święcie światła, balansie między blaskiem a ciemnością. Drugi sezon był już lżejszy, bardziej swawolny — reakcja na ciężar poprzedniego. Ten sezon zaczyna się radośnie i głośno, ale potem pojawiają się poważniejsze, trudniejsze momenty, które bardzo lubię, bo często takie rzeczy przychodzą nagle i nieoczekiwanie. Jako producentka wykonawcza mogę powiedzieć, że opinie widzów nie zmieniły mojej wizji, ale jestem pewna, że scenarzyści na nie reagują. Serial balansuje teraz między komedią a dramatem, a ja uwielbiam to, gdzie jesteśmy pod względem radości i wzruszeń.

I tak po prostu

Czy możesz podzielić się jakimś zabawnym, emocjonalnym lub niespodziewanym momentem z planu tego sezonu?

Jestem kiepska w przypominaniu sobie takich rzeczy, ale chyba powiem o scenie z imprezą urodzinową Charlotte, którą zorganizowały Carrie i Miranda. Była długa, bardzo dynamiczna i kręciliśmy ją sporo czasu. Pojawiły się w niej niemal wszystkie główne postacie, a także Julia Halston w roli Bitsy Von Muffling i Patti LuPone, która jest nową twarzą w kilku odcinkach. Był też pies Charlotte, Richard Burton. Cała scena była pełna energii, wielopokoleniowego ducha i przypomniała nam, jak bardzo rozrosła się nasza „rodzina”. Serial, który zaczynał się 28 lat temu od czterech kobiet i gejowskiego najlepszego przyjaciela, teraz jest naprawdę bogaty.

Miranda stała się prawdziwą ikoną, szczególnie w oczach młodszych widzów. Jak styl Mirandy w trzecim sezonie odzwierciedla jej osobisty rozwój, zarówno jako kobiety queer, jak i prezenterki, i jak ty osobiście czułaś się w tych strojach?

W pierwszym sezonie, gdy Miranda wróciła na studia po długim czasie spędzonym w korporacji, naprawdę zaczęła eksperymentować z modą i była najmniej rozpoznawalna w swojej nowej odsłonie. Jej styl był bardziej hippisowski, folkowy, co sprawiało, że wyglądała zupełnie inaczej. Dziś widać, że odnalazła siebie — jej garderoba to mieszanka męskich garniturów, ale też eleganckich spódnic i stylizacji z dodatkami, jak szaliki. Ciekawe jest to, jak ubrania z serialu stały się częścią mojego codziennego życia — te noszone przez nią nie tylko na randki z dziewczyną, ale także na spotkania z przyjaciółmi. Zmiana, która szczególnie mnie zaskoczyła, to moment, kiedy Miranda zaczęła występować na żywo, na przykład podczas transmisji z ONZ. Chciałam, aby nosiła garnitur, bo z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach ludzie traktują cię poważniej, gdy masz na sobie taki strój. Dlatego poprosiłam dział kostiumów, aby podkreślili ten męski akcent w jej stylu i zadziałało.

Dlaczego twoim zdaniem „Seks w wielkim mieście” zdobył tak ogromną popularność na całym świecie i do dziś pozostaje ikonicznym serialem?

Miało na to wpływ wiele czynników. Oryginalny scenariusz opierał się na kolumnie Candice Bushnell, która przedstawiała randki i relacje między płciami jako dość ponure, niemalże dżunglę. Serial mądrze postawił na przyjaźń czterech kobiet, która była centralnym punktem. Bo czytając kolumnę czy książkę, mężczyźni i kobiety wydawali się bardzo odizolowani. My mogliśmy pokazać smutne i trudne aspekty randkowania, ale w środku był ciepły, pełen miłości i wsparcia rdzeń, do którego zawsze można było wrócić. Sukces serialu to też piękne widoki, świetne stroje, wspaniałe miasto i aktorzy, ale przede wszystkim prawda. Każdy wątek bazował na prawdziwych doświadczeniach scenarzystów lub ich znajomych. Chcieliśmy, żeby nawet najbardziej szalone i dramatyczne historie były autentyczne.

Jaka była najważniejsza lekcja, jaką Miranda przekazała ci w tym sezonie? Czy wyciągnęłaś jakieś osobiste wnioski, które chciałabyś zastosować w życiu?

To trudne, bo dużo się wydarzyło, ale powiedziałabym, że to lekcja, która w moim życiu też jest ważna — że rzeczy się zdarzają, zwłaszcza te trudne. Miranda bardzo martwi się o swojego syna i obawia się, że popełnia błędy albo idzie złą drogą. To normalne. Nie jesteśmy idealni i nie zawsze idziemy właściwą ścieżką. Ludzie, których kochamy, również. Najważniejsze jest, żeby wierzyć, że dałaś z siebie wszystko, wychowałaś cudowne dzieci, i nawet jeśli zdarzą się poważne błędy, miej wiarę, że sobie poradzą.

3. sezon serialu „I tak po prostu” zadebiutuje na platformie Max już 30 maja 2025 roku. Czekamy z niecierpliwością na nową odsłonę Mirandy!