Reklama

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że miłość jest domeną młodych. Że randki, flirt, motyle w brzuchu należą do świata Tindera, dwudziestolatków i pierwszych rozczarowań. Tymczasem życie bywa bardziej przewrotne. Zakochać się można w każdym wieku - także wtedy, gdy ciało nosi już ślady czasu, a samotność stała się codziennym rytuałem.

„Moje ulubione ciasto” jest filmem właśnie o tym momencie. O jesieni życia, która nie musi oznaczać rezygnacji. O pragnieniu bliskości, które nie wygasa wraz z wiekiem, choć społeczeństwo często udaje, że go nie widzi. To opowieść cicha, skromna, a przez to niezwykle poruszająca.

O czym jest film „Moje ulubione ciasto”?

"Moje ulubione ciasto"
mat. prasowe

Akcja filmu rozgrywa się w Teheranie. Siedemdziesięcioletnia Mahin od trzydziestu lat jest wdową. Jej życie upływa według niezmiennego schematu: samotne dni, sporadyczne wizyty koleżanek, rozmowy z córką, która dawno wyemigrowała z Iranu. Dom stał się dla niej schronieniem - i jednocześnie klatką.

Wszystko zmienia się w dniu, gdy Mahin decyduje się zrobić coś wbrew przyzwyczajeniom. Spotyka Faramarza - rówieśnika, taksówkarza, weterana wojennego. Między dwojgiem starszych ludzi rodzi się delikatne, nieoczywiste uczucie. Jedna spontaniczna randka, jedna noc rozmów, śmiechu, wina i muzyki staje się luksusem wolności, na który w irańskich realiach niewielu może sobie pozwolić.

Choć „Moje ulubione ciasto” pełne jest ciepła i subtelnego humoru, nie jest klasycznym romansem. Twórcy celowo unikają bezpiecznego happy endu. Zamiast tego zostawiają widza z pytaniami: o cenę bliskości, o samotność, o to, jak niewiele trzeba, by stracić to, co najcenniejsze. To właśnie ta nieoczywistość sprawia, że film tak mocno działa na emocje. Wzrusza nie dlatego, że próbuje wycisnąć łzy - ale dlatego, że mówi prawdę o kruchości ludzkiego szczęścia.

Widmo śmierci jako cichy towarzysz codzienności wielu starszych ludzi

"Moje ulubione ciasto"
mat. prasowe

Śmierć w „Moim ulubionym cieście” jest obecna od samego początku - nienachalnie, niemal mimochodem. Pojawia się w rozmowach koleżanek Mahin przy stole, gdy z pozorną lekkością opowiadają o kolejnych badaniach, chorobach, diagnozach. Przewija się w komentarzach przypadkowych ludzi, którzy półżartem mówią, że w dzisiejszym Iranie wkrótce nie będzie nikogo stać nawet na własny pogrzeb. To nie dramatyczne sceny, lecz drobne, codzienne sygnały przypominające, że czas jest ograniczony.

Właśnie dlatego spontaniczna randka Mahin i Faramarza ma taką siłę. To gest sprzeciwu wobec nieuchronności, próba bycia bliżej życia niż śmierci, choćby na jedną noc. Film pokazuje, że osoby starsze żyją z ciągłą świadomością końca, ale nie oznacza to rezygnacji. Wręcz przeciwnie: ta świadomość sprawia, że każda chwila bliskości, śmiechu i dotyku staje się bezcenna.

Miłość pod presją irańskiego reżimu

"Moje ulubione ciasto"
mat. prasowe

To, co w Europie byłoby zwykłą romantyczną historią, w Iranie nabiera zupełnie innego ciężaru. „Moje ulubione ciasto” subtelnie, ale stanowczo pokazuje, jak bardzo prywatne życie podlega kontroli politycznej i obyczajowej.

Mahin w swoim domu zdejmuje hidżab, tańczy, śpiewa, pije wino - robi rzeczy zakazane, piętnowane, ryzykowne. Jej dom na jedną noc przestaje być fortecą, a staje się azylem. To właśnie w tej intymnej przestrzeni film mówi najwięcej o wolności: tej najmniejszej, osobistej, wywalczonej na chwilę, zanim znów trzeba będzie wrócić do ciszy i posłuszeństwa.

Reżyserzy Maryam Moghaddam i Behtash Sanaeeha nie moralizują. Pokazują, że życie w reżimie oznacza permanentne poczucie tymczasowości - nawet szczęście ma krótką datę ważności.

Numer 3 na HBO i idealny film na wieczór

"Moje ulubione ciasto"
mat. prasowe

„Moje ulubione ciasto” nieprzypadkowo znalazło się w TOP 3 najchętniej oglądanych filmów na HBO. To kino kameralne, ale niezwykle uniwersalne. Idealne na wieczór, kiedy nie szukamy widowiska, lecz historii, która zostaje w nas na długo.

To także ważny głos w kinie o dojrzałości i starości - przypomnienie, że osoby starsze nie są pozbawione namiętności, pragnień i potrzeby miłości. Wręcz przeciwnie: często czują je intensywniej, bo wiedzą, jak niewiele czasu może jeszcze zostać. „Moje ulubione ciasto” to film o tym, że miłość przychodzi wtedy, kiedy sama chce. I że czasem wystarczy jedna noc, by poczuć, że naprawdę się żyło.

Reklama
Reklama
Reklama