Niezatapialny Sam, nazywany także Oscarem, to kot marynarzy pancernika Bismarck, zatopionego w 1941 roku, podczas II Wojny Światowej (2100 członków załogi zginęło, uratowało się 115 marynarzy). Kot przeżył, dryfując na desce, i tego samego dnia został wyłowiony przez marynarzy brytyjskiego niszczyciela Cossack. Ale i Cossack kilka miesięcy później został zbombardowany.

Oscar przeżył również ten atak, uratowany i przekazany na brytyjski lotniskowiec HMS Ark Royal. Miesiąc później i ta maszyna została storpedowana. Kot przeżył. Znaleziono go „wściekłego, ale bez obrażeń”, dryfującego na desce. Znowu. Jako że uznano go za wyjątkowo pechowe zwierzę, nie trafił więcej na żaden pokład, przygarnął go kapitanat portu w Gibraltarze. Żywota dokonał natomiast w Domu Marynarza w Belfaście, w 1955 roku. 

Słyszeliście o nim? A o zniszczonej dłoni technika elektroradiologa z Royal London Hospital z 1900 roku? Każdego ranka technicy kalibrowali rentgen na własnych dłoniach, a napromieniowanie powodowało straszliwe obrażenia. Nikt wcześniej nie zdawał sobie sprawy, do czego mogą prowadzić częste naświetlania, bo promieniowanie rtg zostało wynalezione zaledwie 5 lat wcześniej. O możliwych konsekwencjach dopiero się dowiadywano. Na własnej skórze.

To tylko dwie z setek opowieści, które na profilu History Cool Kids opublikował Dain Lee, jego pomysłodawca. Dain nie pokazuje twarzy. „Chcę pozostać anonimowy”, wyjaśnia podczas naszej rozmowy. Gdy zaczynam pytać o historię powszechną, natychmiast się ożywia. To jego pasja, którą zaraził już milionową społeczność na swoim Instagramie. Jeśli jeszcze nie śledzicie History Cool Kids, czas najwyższy! Dlaczego warto? Przeczytajcie. 


Maja Chitro: Czy dobrze zgaduję, że twoim ulubionym przedmiotem w szkole była historia?

Dain Lee: Zgadza się! Od zawsze.

A co jest w niej aż tak fascynującego?

Niezależnie od tego, jak straszne wydarzenia miały miejsce w przeszłości, zawsze pojawiali się jacyś ludzie, którzy się wyróżniali, stawali się bohaterami, poświęcali siebie, żeby pomóc innym. Fred Rogers powiedział kiedyś: „Gdy byłem chłopcem i oglądałem przerażające sceny w tele-wizji, moja mama powtarzała »zwracaj uwagę na tych, którzy niosą pomoc. W największym złu zawsze znajdziesz dobrych ludzi«”. Łatwo jest być miłym i życzliwym dla innych, gdy życie toczy się normalnym rytmem, wszystko dobrze się układa. Ale prawdziwych bohaterów wyróżnia bycie dobrymi w najtrudniejszych czasach. Jeśli uczysz się historii, możesz odkryć wiele takich postaci. To pokrzepiające. 

Dlatego wpadłeś na pomysł założenia instagramowego profilu History Cool Kids?

Od zawsze kochałem historię, ale niestety żaden z moich przyjaciół tej miłości nie podzielał. A że uwielbiam snuć opowieści, nie chcąc zamęczać znajomych, postanowiłem, że zacznę to robić na Instagramie. Tak naprawdę miało być to osobiste archiwum. Nie oczekiwałem, że śledzić mnie będzie więcej niż kilkaset osób… 

Teraz jest ich milion… Ale zanim o nich, wyjaśnij skąd wzięła się nazwa – History Cool Kids. Wiesz, że zazwyczaj ludzi zanurzonych w historii uważa się za nerdów? Ty to odczarowujesz. 

Koniecznie chciałem, żeby w nazwie pojawiło się słowo „cool” – miało mnie wyróżniać. Poza tym zdaję sobie sprawę, że wiele osób postrzega historię jako totalną nudę, ale moją misją, albo mniej doniośle – celem – jest zmienić ich zdanie.

Niby niemożliwe, a jednak ciekawe zdjęcia i ich historie okazały się kluczem do sukcesu. W jaki sposób szukasz tych najciekawszych?

Bardzo dużo czytam: newsów, artykułów, książek, które odkrywają przede mną kolejne, nieznane dotąd obszary. Innym razem moi przyjaciele, albo ludzie w Internecie podsuwają jakieś tematy, postaci, wydarzenia, na które powinienem zwrócić uwagę, zbadać je i opisać. 

No właśnie, bo na History Cool Kids przedstawiasz nie tylko wydarzenia, ale również ludzi, kulturę, czasami rzeczy piękne, innym razem przerażające. Jest coś o czym nigdy byś nie napisał?

Staram się skupiać na jasnych stronach historii i robię wszystko, aby pokazać ludzi interesujących, dziwnych, odważnych, albo inspirujących. Jednak nie lubię się ograniczać, więc chyba nie ma takiej rzeczy. 

Wracając do liczb – stuknął ci milion obserwatorów. Kontaktują się z tobą?

Dostaję mnóstwo wiadomości i staram się jak tylko mogę, żeby przeczytać je wszystkie. Ciągle pojawiają się w nich jakieś inspiracje. 

Jak długo zajmuje ci przygotowanie posta? Od znalezienia, zapoznania się z faktami i opisania całości?

Nie ma reguły. Czasami wystarczy pół godziny. Nad innymi siedzę godzinami. Zdarza się też, że całymi dniami. 

Pierwszym postem na History Cool Kids było zdjęcie ogolonego Abrahama Lincolna, którego historia zapamiętała raczej jako brodacza. Był luty 2016. Od samego początku wiedziałeś, jak ma wyglądać to konto?

Nie spodziewałem się, że Instagram stanie się tak potężnym narzędziem. Sam za to się nie zmieniłem, jestem konsekwentny, opowiadam ciekawe historie, mówię o ciekawych ludziach, o których czasami sama historia zapomniała. Zwracam uwagę na to, żeby zdjęcia były wieloznaczne, dziwiły, fascynowały, sprawiały, że natychmiast chcesz wiedzieć o nich więcej i więcej. Uwielbiam budować w odpowiedni sposób kontekst, żeby ludzie po przeczytaniu tekstu mogli ponownie spojrzeć na fotografię i nagle ujrzeć ją w całkiem innym, nowym świetle. 

Jedno z moich ulubionych, poruszających zdjęć na History Cool Kids przedstawia grupkę studentów z antynazistowskiej grupy „Biała Róża”. Choć w szkołach, z wiadomych powodów, wiele uwagi poświęca się wydarzeniom z okresu II Wojny Światowej, o takich jej elementach mówi się bardzo mało. Twoje posty często skłaniają do szukania kolejnych informacji na ich temat. Pokazujesz też, że historia nie jest czarno-biała. Wprost przeciwnie do tego, co często serwują szkolne podręczniki.

Jako dziecko byłem przekonany, że świat jest czarno-biały. Nie mogłem doczekać się dnia, kiedy będę starszy i mądrzejszy, a świat nabierze większego sensu. Jednakże dzisiaj, gdy już jestem dorosły, świat zdaje mi się absolutnie zagmatwany. Twoja percepcja, zdanie, które wcześniej sobie wyrobiłeś, najczęściej zmienia się z upływem lat. W moim przypadku dotyczyło to większości „oczywistości”, których uczyłem się w szkole. Z biegiem czasu zrozumiałem, że ukazywały tylko jedno z wielu oblicz historii. Dzisiaj staram się, jak mogę, być pełnym pokory i akceptować fakt, że nigdy dokładnie nie zrozumiem i nie poznam historii w całej jej świetności. Nauka to podróż trwająca całe życie, nigdy się nie kończy.

A zdarzyło się, że zainteresowało cię wybitnie jakieś zdjęcie, ale za nic nie mogłeś dopasować do niego historii, dotrzeć do prawdziwych źródeł? W Internecie krąży mnóstwo fake newsów, na które trzeba być szczególnie wyczulonym.

Mnóstwo jest takich zdjęć. Pamiętam jedno bardzo stare zdjęcie kobiety, której twarz wycięta była w kształcie serca. Ktoś musiał chcieć trzymać ją w sekretniku. Bardzo chciałbym się dowiedzieć kim była i kto kochał ją aż tak, żeby wycinać jej zdjęcie w tak romantyczny sposób. Z drugiej strony to też jest piękne, że pewnych tajemnic nigdy się nie rozwikłamy. Zostaje nam tylko zdjęcie. I wyobraźnia. 

A jak radzisz sobie z fake newsami? Często te informacje są tak atrakcyjne, że aż korci, by przekazać je dalej.

Bardzo dużo czasu poświęcam researchowi, docieram do źródeł – nie tylko samych zdjęć, ale potem też ich historii. Zazwyczaj potwierdzam informacje w kilku niezależnych źródłach o nieposzlakowanej opinii. Wielokrotnie natknąłem się na zdjęcia lub obrazy błędnie opisane. Myślenie krytyczne i powstrzymywanie się od wydawania szybkich sądów pomogło mi w życiu wielokrotnie. Nie tylko na Instagramie.

Pamiętasz moment, kiedy trafiłeś na zdjęcie lub opowieść, które całkowicie rozłożyły cię na łopatki?

Chyba było ich zbyt wiele! (śmiech) Ale uwielbiam zdjęcia, które pokazują, że jako ludzie nie zmieniliśmy się właściwie od stuleci. Uspokaja mnie świadomość, że gdybym wsiadł do wehikułu czasu i udał się w przeszłość, mógłbym właściwie żartować z ówczesnymi mieszkańcami z tych samych rzeczy, z których żartuję dzisiaj i wszyscy byśmy się dobrze zrozumieli.

Media społecznościowe stały się medium, w którym porozumiewamy się obrazem. Dwa uderzenia w zdjęcie, w komentarzu serce. Nic więcej. Przewijamy dalej. Ale na History Cool Kids ludzie czytają wszystko dokładnie, a potem pod postami zaczynają się dyskusje. Bierzesz w nich udział? Czytasz wszystkie komentarze? 

Staram się czytać jak najwięcej, zostawiam swoje serduszko pod każdym komentarzem, który uznam za zabawny, albo wyjątkowo trafny. Ci, którzy śledzą mnie od dłuższego czasu wiedzą, że staram się wrzucać zawsze dodatkowy komentarz, który poszerza główny wpis pod zdjęciem. No i wtedy najczęściej zaczynają się burzliwe dyskusje…

Gdybyś dostał propozycję bycia ministrem kultury i moc decydowania o tym, w jaki sposób uczy się historii w szkołach, co byś zmienił w systemie nauczania?

Historia jest przedmiotem, który można nauczać na wiele bardziej ekscytujących i interesujących sposobów niż dzieje się to dzisiaj. Wiem z własnego doświadczenia, bo sam miałem fatalnych nauczycieli historii, choć zdarzali się też wybitni. Najchętniej uczyłbym historii w formie storytellingu – nigdy wkuwania. Zasada zakuć, zdać, zapomnieć to najgorsza rzecz na świecie. I straszna krzywda dla historii, jak i dla nas samych. Jeśli prowadzilibyśmy lekcje opowiadając, nadając wydarzeniom ciekawy, zajmujący kontekst, wygralibyśmy tę walkę. (śmiech)

Lubiłam historię w szkole. Ale wielu moich znajomych nie. Dla nich ograniczała się właśnie do tej słynnej metody 3Z – zakuć, zdać, zapomnieć. A to błąd. Jeśli nie znamy historii, dzieją się złe rzeczy, czego doświadczamy dzisiaj, gdy odradza się wiele niebezpiecznie skrajnych ruchów mających wpływ choćby na politykę czy życie społeczne. Filozof i pisarz George Santayana powiedział takie ważne zdanie, że „ci, którzy nie pamiętają o przeszłości, są skazani na jej powtarzanie”.  

Ja myślę, że historia raczej ma tendencję do rymowania, niekoniecznie powtórzenia. Co mam na myśli: są wzory, które pojawiają się w historii, wypływają co jakiś czas, są kierowane i dyk-towane ludzką naturą. Uwierz mi, ludzie naprawdę nie zmienili się wiele przez ostatnich kilka tysięcy lat…

Dlaczego więc nie uczymy się na błędach?

Ciągle się uczymy, a potem musimy znów uczyć się tego samego – tak już jako rodzaj ludzki mamy. Wiele rzeczy gubi się nam po drodze. Zapominamy. Myślę też, że generalnie nie ma zbyt dużego zainteresowania wśród uczniów i studentów, żeby sumiennie, z zaangażowaniem uczyć się historii, bo najczęściej postrzega się ją jako temat, który nie nauczy cię praktycznych umiejętności i nie zapewni świetnie płatnej pracy po studiach. Jak bardzo się mylą.