Kiedy pierwszy raz pojechała do Nowego Jorku, miała 14 lat, i to wtedy postanowiła, że w przyszłości będzie związana z modą. W wielkim mieście Paulina Pyszkiewicz zakochała się w nietuzinkowej modzie ulicznej, wystawach sztuki nowoczesnej i butachManolo Blahnika. Kiedy wchodzę do jej garderoby, starannie wyciąga z opakowania każdą parę szpileki niczym Carrie Bradshaw pokazuje mi je po kolei. – To modele vintage. Są piękniejsze i o wiele tańsze od tych ze sklepowej półki. Uwielbiam kupować starą klasykę, sama też na bieżąco sprzedaję ubrania, których nie noszę. Nie lubię, gdy coś niepotrzebnie zajmuje miejsce w mojej szafie – odpowiada jak prawdziwa minimalistka. Paulina od czterech lat prowadzi autorską markę LeBrand. To mekka dla kobiet ceniących jakość, chcących zbudować uniwersalną, klasyczną garderobę. Niech cię nie zmyli jednak jej francusko brzmiąca nazwa – ubrania LeBrand charakteryzuje francuski szyk, ale w nowoczesnym, nowojorskim wydaniu, dokładnie takim jak szafa Pauliny. Przeglądając kolejne półki i wieszaki, widzę, że mam do czynienia z perfekcjonistką. Na półkach kolorystycznie ułożone dżinsy, na wieszakach wyeksponowane koszule z falbanami, marynarki i skórzane spodnie. Z jej autorskimi projektami konkurują jedynie ubrania vintage. – Dzięki swojej pracy zaczęłam bardziej szanować rzeczy, bo wiem, jak cenne są tkaniny – tłumaczy. Pośród klasyki znalazło się również miejsce na unikatowe akcesoria. Moją uwagę od razu zwracają kowbojki w panterkę, botki z ćwiekami Chloé i aksamitne wiązane mule N°21. – Kiedyś wolałam torebki, ale teraz lubię kupić parę fajnych butów – tłumaczy. Jej styl oraz styl LeBrand nieustannie ewoluują. – W tym sezonie non stop noszę satynowe zestawy w kropki, które przypominają klasyczną piżamę. Czuję się w nich wygodnie, gdy biegnę odprowadzić syna do przedszkola, a jednocześnie stylowo – opowiada Paulina. 

Tekst: Angelika Warlikowska