MAGDALENA URBAN, założycielka marki Urban Legend
Pracuj ciężko i bądź dobrą osobą. To rada mojej mamy, nigdy o niej nie zapominam. Jeśli jest jakiś sposób na prowadzenie biznesu, który pozwala zarobić dobre pieniądze, ale nie jest uczciwy, to nie zawracam sobie nim głowy. Jeśli przychodzi do mnie inwestor i okazuje się, że najważniejsze dla niego jest szybkie zdobycie pieniędzy, jak największy zysk kosztem produkowania w Ban-gladeszu w nieetycznych warunkach – nie wchodzę w to. Bo wiem, że oszczędzanie, oszukiwanie i dostarczanie słabej jakości, poza tym, że nie jest fair, zwyczajnie się nie opłaca. Wolę traktować swoje klientki jak przyjaciółki, nie chcę im wciskać czegoś, czego sama nigdy bym nie kupiła.

IRENA ERIS, założycielka przedsiębiorstwa Dr Irena Eris
Najważniejszą radę wpajała mi mama. Odkąd pamiętam, powtarzała, że kobieta musi być samowystarczalna w każdej sytuacji życiowej. Ma być wykształcona, samodzielna, sama musi potrafić się utrzymać. Tylko to da jej wolność. Dla moich rodziców to było oczywiste, bo przeżyli wojnę. Widzieli kobiety z zamożnych domów, które nie zawsze były przygotowane do życia zawodowego, więc po wojnie były w trudnej sytuacji. Myślę, że przez to mama postanowiła mnie zahartować, przekazać mądrość życiową, którą sama miała. Kochała swoją pracę, więc dla mnie od zawsze oczywiste było to, że muszę zdobyć wykształcenie. I że finansowo nie mogę nigdy polegać tylko na mężczyźnie. Już na studiach pracowałam. Zawsze byłam niezależna, a dziś śmiało można powiedzieć, że wyssałam to z mlekiem matki.

URSZULA PERYT-PATRZAŁA, prezes marki Thalgo

Kobiety często motywowały mnie do zmian i działania, miały ogromny wpływ na moje życie i rozwój kariery. Jako młoda dziewczyna spotkałam w Londynie Polkę zarządzającą dużym spa, która zainteresowała mnie kosmetyką i kosmetologią. Z Londynu wyjechałam do Australii i tam otworzyłam własny gabinet, mając już pewność, że to właśnie z tą dziedziną będzie związana moja przyszłość zawodowa. Ale kto by wtedy pomyślał, że będę wprowadzać do Polski jedną z największych na świecie marek spa i nią zarządzać? Do tej zmiany – także życiowej, bo związanej z powrotem po wielu latach do Polski, i to z całą rodziną – także zachęciła mnie kobieta, osoba zajmująca się dystrybucją Thalgo w Australii. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że dam radę i powinnam podjąć wyzwanie wprowadzenia na polski rynek nie tylko nowej marki kosmetyków, ale w ogóle nowej koncepcji kosmetyki profesjonalnej, która 25 lat temu praktycznie nie istniała w takiej formie, 
w jakiej znamy ją dzisiaj. Wierzę w siłę i mądrość kobiet, które stanowią 90 proc. zespołu naszej firmy. Staram się też motywować inne kobiety do działania i zmian w życiu – moja historia pokazuje, że warto podejmować wyzwania i sięgać po marzenia. Jeśli mamy konkretny cel i uparcie do niego dążymy, musi się udać!

BIANKA SIWIŃSKA, dyrektor Fundacji Edukacyjnej Perspektywy

Od 10 lat działam na rzecz kobiet w branży nowych technologii, wymyśliłam akcję „Dziewczyny na Politechniki!”, realizowałam mnóstwo mentoringów dla dziewczyn specjalizujących się w IT, start-upów. Ale długo miałam niedosyt, zastanawiałam się, co dalej. Wymyśliliśmy program IT for SHE dla utalentowanych informatyczek z Polski. I tak się złożyło, że wysłaliśmy zgłoszenie do konkursu na najlepsze działanie dla kobiet w branży IT organizowanego przez Komisję Europejską. I wygraliśmy, pokonując 250 innych zgłoszeń. Na gali finałowej w Brukseli komisarz UE ds. gospodarki cyfrowej Mariya Gabriel zapytała mnie o zawodowe marzenia. Wydukałam nieśmiało, że chciałabym zorganizować naprawdę duże wydarzenie dla kobiet z IT na skalę europejską. A ona na to: „Duże? Nie, Bianka. Największe! A ja ci w tym pomogę”. I rok później to zrobiłam. A Mariya Gabriel z zapałem je promowała, przyjechała i nas wspierała. Gdyby nie ona, nie odważyłabym się na tak ryzykowny krok. Nie byłoby największej dziś w Europie konferencji dla kobiet z branż IT i tech – Perspektywy Women in Tech Summit. To, co zrobiła, zobowiązuje mnie na całe życie. Wobec innych kobiet. 


MAŁGORZATA LUBELSKA, dyrektor marketingu, członek zarządu Grupy Żywiec (2011–2019), obecnie senior director international brands w globalnym zespole Heinekena

Indra Nooyi – moja szefowa sprzed wielu lat, wizjonerka, niezwykle charyzmatyczna kobieta – zawsze powtarzała, że wyniki finansowe firmy są ważne, ale muszą iść w parze z odpowiedzialnością społeczną firmy. Że trzeba dbać o ludzi, różnorodność zespołów. I faktycznie, przez te lata kiedy ona zarządzała firmą, a była CEO PepsiCo, bardzo zmieniły się spotkania międzynarodowe, w których uczestniczyłam. Piętnaście lat temu brali w nich udział głównie biali mężczyźni ze Stanów. Kilka lat później widziałam zarówno kobiety, jak i mężczyzn z różnych kontynentów. Dzięki niej wiem, że w różnorodności siła. Bo tam, gdzie różnorodność, tam większe bogactwo rozmaitych talentów.

BEATA PAWŁOWSKA, dyrektor regionu Europa Centralna Oriflame

Początek lat 90., jestem jedną z niewielu kobiet zatrudnionych w Procter & Gamble w Polsce. Rok wcześniej skończyłam studia, szybko awansowałam, zostałam junior managerem. Pracowałam w większości z mężczyznami, więc wydawało mi się, że jeśli chcę osiągnąć sukces, muszę być jak oni. Szaro-czarne mundurki, włosy spięte, subtelny makijaż. Czułam konieczność wejścia w męski świat – rozmowy o piłce nożnej, ekstremalnych sportach – naprawdę musiałam zrozumieć ten świat, być jego częścią. Jednak dość szybko przyszedł taki moment, który zmienił mój sposób myślenia i patrzenia na kobiecość. Pewnego wieczoru w biurze zostałyśmy tylko ja i Amerykanka z centrali firmy – niezależna, silna, charyzmatyczna. To ona mi uzmysłowiła, że nie muszę być męska, bo moją siłą jest kobiecość. I że kobiety są urodzonymi liderkami, świetnie zarządzają zespołem, do tego są empatyczne i niezwykle mądre. „Nie stawiaj sobie barier” – powiedziała. „Kobiety w punkcie wyjścia i tak mają ich za dużo! A ty jesteś wystarczająco mądra, silna i piękna, więc to wykorzystaj”. Zaczęłam to robić. Do dziś mam długie, kręcone włosy, czerwone paznokcie i makijaż, który uwielbiam. I jestem przekonana, że wiele moich sukcesów zawodowych wynika z tego, że jestem kobietą, i jestem z tego dumna! Dziś to ja jestem mentorem dla wielu kobiet i niosę im tę samą inspirację, która kiedyś pomogła mi stać się autentyczną, świadomą siebie liderką. 

KAROLINA KUKLIŃSKA-Kosowicz, właścicielka marki Yope

Sama mam dla siebie kluczową radę, która właściwie definiuje mnie w biznesie: mów to, co myślisz. Bądź szczera. Nie ma rzeczy, których wstydzę się powiedzieć, wszystko zależy od formy, w jakiej się to zrobi. Ostatnio prowadzę sporo rozmów kwalifikacyjnych, a ponieważ moja wcześniejsza praca zupełnie nie była związana z tym, co robię teraz – uczę się cały czas. I nie boję się pytać o podstawowe rzeczy – jeśli rozmawiam z kimś, kto od lat zajmuje się marketingiem, a ja nie mam o nim pojęcia, proszę, żeby wytłumaczył mi pewne rzeczy jak trzylatkowi. Uważam, że z takiej szczerości mogą wynikać wyłącznie dobre rzecz – ona buduje nie tylko moją wiedzę, lecz także więź, jakiś rodzaj zaufania z osobą, z którą rozmawiam. I daje mi siłę, bo więcej wiem. Ciągle się uczę.

ANITA MUSIOŁ, założycielka wydawnictwa Pauza

W całym moim życiu zawodowym miałam 11 szefów. I tylko dwie szefowe. Właśnie z ust tej pierwszej padła rada, którą bardzo sobie wzięłam do serca. Powiedziała mi kiedyś: „Trzeba mieć porządek w papierach”. I tyle. Szybko się okazało, że poza oczywistą korzyścią, którą z tego mamy, czyli spokojem, ważny jest też szacunek do umów, czyli tak naprawdę do ludzi. Niestety, u nas umowy nie są tak szanowane jak na Zachodzie, w Polsce często podpisuje się umowę nie do końca licząc się z tym, co z niej wynika, bo „jakoś to będzie”. Ja zawsze pamiętam, że umowy są podpisywane na złe czasy, a nie na dobre. Według mnie obie strony powinny się z umowy wywiązywać i właśnie takie podejście w dużym stopniu wpłynęło na mój dobór współpracowników w firmie, którą sama prowadzę. Szukam ludzi, którzy podchodzą do umów tak jak ja: np. szanują termin oddania tekstu, który jest w niej zapisany, a ja szanuję termin płatności. Myślę, że jej rada była bardziej złożona, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie tylko pragmatyczna, lecz także symboliczna.

Tekst: Marta Szarejko