Co robić dla skóry po trzydziestce? Porady dermatologa

Wygląda i czuje się jak nastolatka. Ale z okazji 30. urodzin dziennikarka ELLE Marta Krupińska odwiedza dermatologa, by sprawdzić, co warto zmienić w pielęgnacji. Jaką dostaje receptę?

Zobaczysz, po trzydziestce wszystko zmieni się na lepsze – przekonywały mnie koleżanki, które osiągnęły już ten magiczny wiek. I choć gdy obudziłam się z „trójką z przodu”, miałam wrażenie, że wszystko jest – nomen omen – po staremu, to jednak od pewnego czasu widzę zmiany. Na plus: przestałam się przejmować, co myślą o mnie inni, albo mierzyć swoją wartość tym, ile ważę czy ilu followersów polubiło mój ostatni post (niezmiennie zero, bo nie miałam Instagrama). Ale coraz bardziej dostrzegam też mroczne strony 30+. Po pierwsze: na myśl o imprezie od piątku do niedzieli robi mi się słabo. To znak, że mój organizm nie regeneruje się już jak kiedyś. Zarwane noce zostawiają coraz bardziej widoczne ślady na mojej twarzy. „Gotycki” makijaż – sińce pod oczami, opuchnięte powieki, ziemista cera – może i wygląda sexy, gdy ma się 18 lat, ale nie 30. O tym, że nie jestem już nastolatką ani nawet dwudziestokilkulatką, z uporem przypominają mi moja rodzina i znajomi, ale co gorsza – gdy patrzę w lustro – także moje ciało i twarz. I choć moim ideałem urody pozostaje prowadząca rockand-rollowy styl życia Kate Moss, postanawiam trochę wziąć się za siebie.

Złe nawyki po 30


Trzy razy w tygodniu wyginam kręgosłup w psie, z głową w dół, robię plié i chassé, wyciskam siódme poty na trampolinie. Dzień zaczynam od owsianki i czystka, choć wzdrygam się przy każdym łyku. Na noc smaruję się retinolem i nie wychodzę z domu bez kremu z filtrem. Nie umiem jednak (bardziej nie chcę) zrezygnować z ulubionych prosecco, kawy i papierosów. I choć dalej, gdy je kupuję, często proszą mnie o dowód (nic tak nie poprawia humoru), to jednak podświadomie boję się, że za kilkanaście lat bardziej niż jak ikona francuskiego szyku Caroline de Maigret będę wyglądać jak Brigitte Bardot, tyle że stroniąca od solarium. – Nie ma innej rady, trzeba rzucić palenie – bezlitośnie podsyca moje obawy dermatolog dr Ivana Stanković. – Prędzej czy później odbije się to na skórze, przyspieszy jej starzenie, pogorszy koloryt – dodaje. Poleca mi krem Idéalia Vichy, dobry dla osób, które zarywają noce. Aż tak widać?

Jak przeciwdziałać wolnym rodnikom?


– Nie ma co aż tak jednak demonizować trzydziestki – pociesza mnie po chwili dermatolog. Sama, zamiast wyłącznie patrzeć na PESEL pacjentek, pielęgnację i ewentualne leczenie dopasowuje do potrzeb ich skóry. Dopytuję, więc jak powinna wyglądać idealna pielęgnacja 30-latki?

– Rano oczyszczamy skórę i nakładamy antyoksydanty, które mają walczyć z wolnymi rodnikami, np. witaminę C, a od kwietnia do września obowiązkowo krem z filtrem SPF 50. Te nowoczesne preparaty chronią nie tylko przed UVA i UVB, lecz także przed podczerwienią i światłem widzialnym, które odpowiadają za przebarwienia – tłumaczy dr Stanković i dodaje, że mieszkając w Polsce, zimą śmiało mogę odpuścić sobie ekstremalnie wysokie filtry.

– Spokojnie wystarczą te zawarte w kremach i fluidach. Wieczorem warto za to sięgnąć po intensywniejszą pielęgnację, np. na bazie kwasów owocowych, peptydów czy ­anty-oksydantów o działaniu regenerującym, jak resweratrol. Choć i tak najlepszą substancją anti-aging pozostaje retinol. Nie mam pacjentki, która by nie mogła go stosować, należy tylko odpowiednio go dobrać – dodaje. Nie jest źle. Filtr i retinol stosuję już od miesiąca. O dziwo – regularnie. Uff!  

Jak dbać o skórę po trzydziestce? Mezoterapia i anti-aging po 30


Śmieszne. Kiedyś krytycznie pisałam o mezoterapii, teraz przyszedł moment, że się zastanawiam, czy sama jej nie zrobić. Zaczynam rozumieć, co to znaczy „suchość skóry”. Szczególnie kiedy krem nawilżający nie rozwiązuje problemu jak jeszcze parę lat temu. – Niestety, po trzydziestce procesy starzenia się skóry zaczynają się na dobre. Tracimy kwas hialuronowy, słabną jej mechanizmy obronne. Do tego, zwłaszcza w dużym mieście, nasza skóra jest narażona na szkodliwe działanie zanieczyszczeń i słońca. Dlatego niezbędna jest właściwie dobrana pielęgnacja, terapia anti-aging i w razie potrzeby – zabiegi w gabinecie dermatologii czy medycyny estetycznej – dodaje dermatolog.

Moje koleżanki, a także liczne polskie celebrytki chętnie z nich korzystają. Efekt: usta jak pontony, policzki chomika i nieruchome czoło mumii. Hasło „medycyna estetyczna” nie wzbudza jeszcze mojego zaufania na tyle, żebym ryzykowała, bo wypada zachować dobrą twarz. Ale dr Stanković uspakaja mnie i przekonuje, że trendy w dermatologii i medycynie estetycznej zdecydowanie idą w kierunku naturalności. Choć przyznaje, że oczekiwania pacjenta i lekarza często się rozmijają. – Kobieta często się upiera, żeby wypełnić jej jakąś pojedynczą zmarszczkę albo tylko kurze łapki. A na skórę trzeba patrzeć kompleksowo, zwrócić uwagę na jej wygląd, poprawę jej jakości, regenerację. W tym wieku zaczynają się uwidaczniać zmarszczki mimiczne, więc jeśli ktoś ma silne mięśnie mimiczne, jest to najlepszy moment, żeby zacząć z nimi walczyć i zrobić zabieg z toksyną botulinową. Używamy coraz mniejszych dawek, tzw. „baby botox”, po to by te mięśnie tylko lekko rozleniwić. Jeśli powtarzamy go regularnie, co 4-6 miesięcy, wtedy botoks jest zabiegiem profilaktycznym, który powoduje, że wyglądamy na bardziej zrelaksowane, i nie dopuszczamy do tego, by zmarszczki się utrwalały. A jeśli nie botoks, to co?

Czytaj też: Najlepsze podkłady rozświetlające >>

Jakie zabiegi są najlepsze po 30?


Rewitalizacja skóry! Najlepiej, jak myślałam, mezoterapią z osoczem czy kwasem hialuronowym. – Lubię połączenie kwasu i antyoksydantów, świetnie sprawdza się na całej twarzy, nawet w okolicach oczu, nawilża skórę, poprawia jej napięcie i elastyczność – mówi dr Ivana i namawia mnie na zabieg. Tylko przy mojej wrażliwej skórze i skłonności do siniaków będę przez tydzień wyglądała jak siekany befsztyk tatarski. – Siniaki to dobry znak, bo stymulujemy skórę do regeneracji, gojenia się. Wiele zależy też od ręki lekarza, igły, znajomości anatomii twarzy. 


„Trzydziestkom” doktor często poleca również zabiegi Skinbooster lub Hydrobalance ze stabilizowanym kwasem hialuronowym, który nie tylko wiąże wodę w naskórku, lecz także pozostaje w skórze i pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu. Dobrze sprawdzają się też Restylane Vital i Vital Light, o większym i mniejszym stężeniu kwasu hialuronowego. Różnią się od mezoterapii tym, że preparat podaje się głęboko, do skóry właściwej, gdzie są naczynia krwionośne (efekt uboczny to niestety siniaki). Wystarczy zrobić trzy zabiegi co miesiąc, a potem jeden co 4-6 miesięcy dla podtrzymania efektu. – Hitem jest też nowy zabieg Juvéderm Volite, polegający na podaniu stabilizowanego kwasu hialuronowego. Można stosować go wszędzie: na twarz, szyję, dekolt, dłonie. Zamiast całej serii wystarczy zrobić go raz na sześć miesięcy. Oprócz nawilżenia i poprawy napięcia daje tzw. efekt glow, czyli sprawia, że skóra jest promienna jak po powrocie z wakacji. – Polki najczęściej decydują się na twarz, choć ja namawiam, żeby robić wszystko, co eksponowane, a najbardziej widać właśnie dłonie – wyjaśnia dermatolog i czuję, jak prześwietla mnie wzrokiem niczym aparat rentgenowski. Nadeszła chwila prawdy. – U pani trzeba zrobić mały botoks na czoło i Dermapen (mikronakłuwanie skóry) w połączeniu z mezoterapią na twarz, szyję i dekolt. I koniecznie wizyta u ortodonty, żeby wyprostować zęby z przodu! Będzie pani miała inny kształt brody i ust. Medycyna estetyczna powinna zaczynać się od stomatologii i ortodoncji. I nic więcej nie potrzeba – dodaje z uśmiechem. Może więc faktycznie nie taka straszna ta trzydziestka.
 

Czytaj też: Pielęgnacja twarzy latem: filtry ochronne i mineralne >>