Open'er 2019: Bitamina

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

@bitamina.vito.bambino backstage fot. @kaminski_tomek

Post udostępniony przez Open'er Festival (@opener_festival) Lip 6, 2019 o 5:16 PDT

Wydali już pięć albumów, a ostatni "Kwiaty i korzenie" wyniósł Bitaminę na szersze wody - popularności, ale i tematyki. Do tej pory Mateusz Dopieralski, Amar Ziembiński, Piotr Sibiński i ich muzycy obierali kierunek raczej do wewnątrz, a ich kameralne, intymne numery były w większości introwertyczne. Dziś tekstowo komentują rzeczywistość, nie tylko uczucia.

Bitamina była dobrych kilka lat niszą, ale nie muzyką poetów z akademika, tylko zawsze ambitną i lirycznie, i muzycznie alternatywą. Z tym, że alternatywą z hitami i współpracą z m.in. Dawidem Podsiadło na koncie. Trójka przyjaciół stworzyła coś niepowtarzalnego, płynącego nurtem jazzu, hip hopu i poezji śpiewanej na raz.

Na Open'erze chłopaki zagrali w deszczu, z tym że nikomu to nie przeszkadzało. Publiczność odśpiewała z nimi zarówno piosenki z tak bardzo bliskiej przynajmniej dwóm pokoleniom "Kawalerki", jak i nowe rzeczy ze swoistego manifestu, jakim trochę są "Kwiaty i korzenie". "Nie ufajcie garniturom, nie ufajcie sieci. Nie dajcie się, poznawajcie się" - z tym zostawiła nas Bitamina.

Open'er 2019: Jan-rapowanie

Tymczasem pod "tentem" wydarzyło się coś, co udowadnia, że zapanowała absolutna moda hip - hop, wspierana przez tzw. "fejm" młodych, charyzmatycznie rapujących (pozdrowienia dla Popkillers) i dobrze wyglądających chłopaków. Open'erowa scena pod namiotem tego dnia należała do Jana-rapowanie i jego hypemana Lilszymana.

Młodziutki raper z Krakowa i producent Nocny wydaną w 2019 roku płytą "Plansze" (SBM) wywołali tornado, które przeniosło się z tysiącami młodych fanów właśnie pod tent. Janek w wielu wywiadach, tekstach, a także na antenie Newonce radia, w którym współprowadzi poranki i Patościeżkę, wspominał, że marzył o koncercie na Open'erze. I Open'er spełnił mu te marzenia bardzo hojnie.

To, co działo się podczas wykonania numerów "Wybory", czy "Układanka" z Mateuszem Holakiem na scenie, trudno opisać, a jeszcze trudniej było nam filmować na instastories. Ziemia trzęsła się od podskoków, a zrobienie zdjęcia w ekstazie tego tłumu było naprawdę ekstremalnym "Millenium Sport".  Co z tym kapitałem zrobi Janek? Na "Nocnej zmJanie" rapował, że jest głosem tych chłopaków, których nie obchodzi Supreme. Ale wygląda na to, że "idzie prosperity", które wszystko zweryfikuje. Nie daj się Janek!

Rudimental i J Balvin

To był imprezowy pewniak Open'era. Mimo że Rudimental odwiedzili już Polskę wiele razy, a J Balvin wypływa z każdej radiostacji, to możliwości ich fanów są niewyczerpane. Wczoraj pod główną sceną festiwalu oba składy zorganizowały ponad dwugodzinną imprezę. Rudimental jak zwykle zaserwowali stylową, instrumentalną zabawę z ucztą wokalną a J Balvin taneczną energię latino i reggaeton. Tańcom nie było końca.

Lana Del Rey

Szacuje się, że ostatniego dnia na Open'erze było około 100 000 osób i mamy wrażenie, że wszyscy stanęli pod sceną, kiedy pojawiła się na niej Lana. Babie Doły w momencie zmieniły się w Kalifornię, za sprawą rozbudowanej akcesoriami i światłem scenografii i romantycznego wokalu. Wspieranego wprawdzie mocno autotunem i półplaybackiem, co jakoś w ogóle nam to nie przeszkadzało. Tak, dziewczyny płakały (my też). Głównie podczas hymnów nieszczęśliwej i trudnej miłości ("Born to Die", "Summertime Sadness") ale także w momentach interakcji artystki z publicznością. Totalnie wzruszające było zejście Lany do fanów, z którymi przez dobrych kilka minut gwiazda robiła sobie selfie i ściskała się jak z przyjaciółmi. Oprócz hitów Lana del Rey wykonała też kilka nowych utworów z opóźnionego albumu. 

Perry Farrel's Kind Heaven Orchestra

To było coś. Perry Farrel, frontman kultowego Jane's Addiction i współtwórca Lollapaloozy ma już 60 lat. Ma także wciąż urok bad boya, charyzmę i energię trzydziestolatka, żonę z Hongkongu i, jak deklaruje, łączność z kosmitami... Koncert na Open'erze, na którym gościł już jako Kind Heaven Orchestra był w 100% zamierzonym kiczem i genialną muzyczną ucztą, która nadrobiła wszystkie niedostatki tegorocznego line-up'u festiwalu. Także za sprawą gitarzystów, perkusji, tancerzy i całego bandu Farrella, który przeniósł openerową publikę w czasie (i prawie przestrzeni) do najlepszych lat amerykańskiej rockowej sceny. O dreszcze przyprawiło wykonanie "Machine Girl", "Snakes Have Many Hips" i tak bardzo oczekiwanego "Jane Says". Dodatkowe atrakcje? Wszystko to wydarzyło się na tle wizualizacji z pogranicza kampu i porno a pod sceną nawiązała się prawdziwie rockowa bójka facetów po 40. Tego nie dokonała nawet młodzież na trapowych koncertach. Hell yeah.

Open'era zamknęła na głównej scenie Swedish House Mafia. Trio dało publiczności house'owy odlot połączony z pirotechniką. Różowe światła i złote fajerwerki to coś, co zobaczycie dziś na wielu instagramowych kontach. Do zobaczenia za rok!