Ile czasu można nosić (z własnej woli) wełnianą czapkę latem? I bujną brodę? Na pewno niedługo, dlatego powoli żegnamy erę hipsterów. Tak jak zastanawiamy się, co przyjdzie po boomie na food trucki z burgerami, tak i zachodzimy w głowę, w co przemieni się moda na hipsterów. W końcu świat znalazł odpowiedź – styl normcore. To on opanowuje ulice.

Jak podaje Wikipedia „normocore” to „unisex fashion trend", a samo słowo jest połączeniem wyrazów: normal i hardcore. Za autora nawzy podaje się grupę prognozującą trendy, K-Hole. Według niej normcore to przywilej nieokreślania jak chce się być postrzeganym przez społeczeństwo. Niektórzy normcore nazywają nawet antystylem i manifestem autentyczności. Czyżby odwieczne pytanie mieć czy być? w tym sezonie stanowczo zostało przekierowane w kierunku „być”?! Normalsi, bo tak przyjęło się mówić na miłośników tego niewyszukanego stylu, wierni są prostej zasadzie, że niemodnie jest być modnym.

Normcore, ilustracja Agata Wojtczak

Po okresie zachwytu nad logotypami, czy włoskim przepychem na wybiegach, nawet projektanci postanowili odwrócić stery w kierunku normalności. Teraz ona jest w cenie. W czasach, kiedy kobiety przyzwyczaiły się do wysokich szpilek (odejmujących optycznie kilogramów), sukienek z dopasowaną talią (odejmujących optycznie centymetrów) i starannego makijażu (odejmującego optycznie lat) nie tak łatwo przestawić się w stronę normcore. Największym snobizmem jest teraz pozwolenie sobie na naturalność i luz.