Jak podaje The Business of Fashion, chociaż resale - czyli ponowna sprzedaż dóbr, a w tym przypadku ubrań i dodatków - to wciąż niewielka część rynku odzieży, rośnie ona dwadzieścia jeden razy szybciej niż handel nową, dopiero co wyprodukowaną modą. Redakcja biznesowego serwisu przytacza statystyki firmy analitycznej GlobalData, które szacują, że "rynek z drugiej reki" w 2023 roku osiągnie wartość aż 50 miliardów dolarów. To imponujące i zaskakujące liczby, które mogą jednak niepokoić. Okazuje się, że sprzedaż rzeczy z drugiej ręki wcale nie jest taka zbawienna dla świata i nie niesie za sobą czystej ekologii. 

Personal vintage shopper: zabierze cię na zakupy z drugiej ręki i doradzi, w czym wyglądasz świetnie>> 

Sprzedaż z drugiej ręki w ogniu krytyki? Specjaliści, przywoływani przez BOF, wyjaśniają, jak rozumieć wzrosty i co często kryje się za ogromnym sukcesem odsprzedaży mody. Okazuje się, że nie wszystko motywowane jest dobrem planety: dla wielu osób sprzedawanie swoich ubrań to źródło szybkiego dochodu, który przeznaczają na zakup nowych ubrań, między innymi w sieciówkach z kategorii fast fashion. "Ludzie chętniej handlują teraz używanymi rzeczami, ale nie przeszkadza im to w kupowaniu nowych. Jeśli zaopatrujesz się z drugiej ręki, ale nie zmieniasz zbytnio swoich nawyków dotyczących kupowania nowych rzeczy, tracisz sens tego pierwszego" podkreśla Michael Sadowski, pracownik naukowy w World Resources Institute. Statystyki nie kłamią - według Boston Consulting Group około 30% motywów sprzedaży ubrań i dodatków z drugiej ręki to zakup nowych towarów. Krytycy podkreślają, że kupowanie z drugiej ręki jest dziś coraz częściej podobne do zaopatrywania się w outletach, które po prostu mają lepszą sławę. Jest to jakiś postęp, ale daleki od doskonałości.

Z drugiej strony pewną zgubność zauważa też prezes platformy zakupowej vintage Vestiaire, Max Bittner, według którego konsumenci "kupują więcej z powodu odsprzedaży. I robią to, ponieważ chcą po prostu więcej konsumować i ponieważ żyją w świecie Instagrama". Taki handel podsyca obecną kulturę masowych zakupów, a kupowanie z drugiej ręki wcale nie jest gotowym rozwiązaniem na problemy nadprodukcji. Bo jeśli nałogowe zakupy przerzucimy z sieciówek na second handy - w niektórych przypadkach może się okazać, że wcale nie jest tak idealnie.

5 rzeczy, które warto kupić w second-handach>>

Czy istnieje lepszy scenariusz, w którym również second handy nie szkodzą planecie? W końcu ślad węglowy pochodzących stamtąd ubrań jest nawet o 30% niższy, jeśli rzeczy są noszone przez dodatkowe dziewięć miesięcy, a do tego nie trafiają (przynajmniej tymczasowo) na wysypiska śmieci. Rozwiązaniem może być po prostu ograniczenie zakupów w ogóle - nie wymiana ich na mniejsze zło, które w natężeniu wcale nie musi być inne od tego dużego.