Przeczytałam niedawno o pracach nad awatarem ­dokładnie odzwierciedlającym sylwetkę człowieka. Miałby służyć do kupowania ubrań przez internet. Wysyłany przez właściciela lub właścicielkę, wirtualnie przymierzałby setki ­sukienek, garniturów czy butów, prezentowałby się w nich odbiorcy i pomagał podejmować decyzję o wyborze najodpowiedniejszego i najlepiej dopasowanego stroju. I to wszystko bez korków, kolejek, dusznych przymierzalni i zatłoczonych sklepów. Brzmi cudownie? Dla mnie tak, bo zakupów ubrań naprawdę nie znoszę, ale dla fanek i fanów takich „sportów ekstremalnych” ten awatar to raczej smutna futurystyczna wizja. Po początkowym entuzjazmie wobec przyszłości zakupów tekstylnych ­zadałam sobie pytanie o przyszłość jedzenia. Czy ktoś wymyśli też awatary, które zjedzą za nas kolację w restauracji i wirtualnie przekażą nam, jak było? My zaś w tym ­czasie w domowym zaciszu spokojnie zjemy zoptymalizowaną ­tabletkę dostarczającą nam zbalansowanych racji żywnościowych? To już brzmi, jakby awatar bawił się lepiej niż my. Na moje szczęście wygląda na to, że nad takim awatarem żaden technologiczny start-up jeszcze nie pracuje (i oby się nie okazało, że właśnie kogoś zainspirowałam). Jaka jednak będzie bliższa i dalsza przyszłość jedzenia?

Czym zastąpić mięso? Esencja mięsa, laboratoryjne hodowanie mięsa...

W sprawie mięsa przyszłość nie rysuje się zbyt optymistycznie. Badania wykazują, że już za 30 lat będzie potrzeba dwukrotnie więcej żywności niż dzisiaj, by zaspokoić potrzeby ludzi. Najtrudniej będzie z mięsem i rybami. A zatem co w zamian? O laboratoryjnym hodowaniu mięsa pisze się od jakiegoś czasu. Powstaje ono ze sztucznie rozwijanych komórek najpierw pobranych od żywych zwierząt, a następnie ­hodowanych w kontrolowanych laboratoryjnych warunkach. Mięso to ma być pozbawione wszystkich chorób, jego ­produkcja będzie też bardziej przyjazna środowisku. Przewidując przyszłość, trzeba więc wziąć pod uwagę, że takie mięso będzie prawdopodobnie łatwiej dostępne i tańsze niż mięso prawdziwe. Czy będzie równie smaczne? Tego jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, jak smakuje jedzenie tworzone równie laboratoryjną metodą „note by note”. Twórcą tej metody jest Hervé This, francuski chemik, ten sam, ­który wymyślił kuchnię molekularną. Pierwszą restauracją na świecie, gdzie można skosztować takich dań, jest… ­warszawskie Senses, wyróżnione zresztą gwiazdką Michelina. „Note by note” bazuje na rozłożeniu produktu na czynniki pierwsze i wyekstrahowaniu jego najbardziej charakterystycznych aromatów i smaków, a następnie zaaplikowaniu tychże do innego produktu. Można zatem sobie wyobrazić, że braki mięsa zastąpimy warzywem z esencją mięsa. 

Kuchnia wegańska: wegańskie sushi czy deser z ziemniaka?

Czy z esencją mięsa czy bez niej, trudno nie zauważyć, że warzywa są w trendzie. Warszawa jest w pierwszej trójce miejsc na świecie z największą liczbą wegańskich restauracji. Sushi bary Youmiko w Warszawie i Krakowie proponują już nawet wegańskie sushi, które – choć brzmi to nierealnie – w smaku jest naprawdę zbliżone do sushi rybnego. Warzywa przejmują panowanie. Na przykład ziemniaki, choć wydają nam się kompletnie pospolite, mogą zaskoczyć. Jeszcze 10 lat temu restauratorzy skarżyli się, że mają do wyboru dwa ich rodzaje – ziemniaki myte i niemyte. Dziś w Polsce jest ponoć aż 120 – catania, augusta, tajfun, nandina, bellarosa. Jakże to ciekawy świat i inny od powszechnie znanej ze sklepów (też bardzo smacznej) odmiany irga. Ziemniaki dzielą się na typy A, B i C. Twardsze pasują lepiej do sałatek, inne warto wybrać do dań mącznych, klusek czy placków, jeszcze inne świetnie się sprawdzą w zupach i daniach głównych. Joanna Jakubiuk, ambasadorka ziemniaczanej kuchni, wydała właśnie książkę „Ziemniak”, a w niej 60 ziemniaczanych przepisów. Moim osobistym faworytem są desery z ziemniaka. Pierwszy taki deser jadłam w jednej z najlepszych na świecie restauracji Mirazur na Lazurowym Wybrzeżu kilka lat temu, ale dziś można je już spotkać w Polsce. Przed ziemniakami świetlana przyszłość! 

Wegańskie sushi / fot. Adobe Stock