W stresującej sytuacji nie wywieraj presji

Jeśli należysz do gaduł, może ci trudno na co dzień być z osobą, która woli przeżywać wszystko w milczeniu. Różnica temperamentów z pewnością gra dużą rolę. Kiedy się poznaliście, może spodobały ci się dystans i małomówność partnera, ale często to, co początkowo nas pociąga, później staje się problemem. 

Otwieranie się to dobry sposób na stworzenie bliskości, ale nie jedyny. Psycholog Carol Tavris wspomina: "Kilka lat temu mój mąż musiał się poddać dość stresującym badaniom lekarskim. Na dzień przed pójściem do szpitala wybraliśmy się na kolację z jednym z jego przyjaciół, który przyjechał z Anglii. Z fascynacją patrzyłam, jak męski stoicyzm w połączeniu z angielską rezerwą wprowadził zdecydowanie niekobiecą atmosferę. Panowie śmiali się, opowiadali sobie anegdotki, sprzeczali się na temat filmów, wspominali wspólne przygody. Żaden z nich ani słowem nie zająknął się o szpitalu, zmartwieniach czy wzajemnym przywiązaniu. Nie mieli takiej potrzeby".

Postaraj się docenić fakt, że każdy z nas ma inne metody radzenia sobie ze stresem i uspokajania się. 

Zajmij partnera rozmową na neutralny temat, pamiętając, że porozumienie w związku może przybierać różne formy, a miłość da się wyrażać na wiele sposobów. Zamykanie się w sobie niekoniecznie musi być równoznaczne z ukrywaniem się – może tak właśnie twój partner próbuje radzić sobie w trudnych chwilach. Postaraj się to zaakceptować, zamiast marnować energię na zmienianie go na siłę.

Ślub w czasach zarazy. Czy odwołać ceremonię i wesele z powodu koronawirusa, a może lepiej je przełożyć?>>

Nie lekceważ drobiazgów

Duże problemy zaczynają się od drobnych problemików. Kiedy się na coś zgadzasz – choćby chodziło o drobiazg – dotrzymaj słowa. Jeśli obiecałeś żonie, że do niedzieli umyjesz lodówkę, zrób to. Jeżeli w niedzielę okaże się, że jednak jesteś zbyt zajęty, powiedz: "Bardzo przepraszam, ale dziś nie dam rady tego załatwić. Zajmę się tym jutro".

Wielu mężczyzn opowiada mi, że nie rozumieją, dlaczego ich żony aż tak bardzo się denerwują, że mąż znowu "zapomniał" zakręcić tubkę pasty do zębów. "Tyle robię dla żony” – powiedział jeden z nich. 'Właściwie wziąłem na siebie ponad połowę obowiązków domowych. Dlaczego robi z tego takie wielkie halo?'" Odpowiedź brzmi: bo to jest wielkie halo. 

Kiedy partnerka o coś cię szczerze prosi, powinna wiedzieć, że weźmiesz to sobie do serca. Nieważne, jaka jest skala tej prośby. Jeśli uważasz, że prośba jest nie fair, postaraj się negocjować warunki układu "kto co robi". ("Wiem, że zgodziłem się wynosić śmieci w środy wieczorem, ale akurat tego dnia mam najwięcej pracy, więc proszę, żebyś mnie w tym wyręczyła"). Nigdy nie zakładaj, że twój ogólny wkład w związek lub obowiązki domowe kompensują zajęcia, które miałeś wykonać, a które zawaliłeś. Jeśli zawiodłeś – przeproś i następnym razem bardziej się postaraj. Nie usprawiedliwiaj swojej nieodpowiedzialności, powołując się na ADHD (lub inną zdiagnozowaną przypadłość).

Jeżeli obiecujesz, że będziesz zakręcał pastę do zębów, a tego nie robisz, kwestia ta przestaje być drobiazgiem (wysychająca pasta do zębów), a staje się prawdziwym problemem (słowność i szacunek). Oczywiście mogą ci się zdarzać potknięcia, ale najważniejsze jest, by prawie zawsze (a najlepiej zawsze) dotrzymywać słowa.

Suknie ślubne Pronovias trafią do zaręczonych pracowników medycznych. Marka chce w ten sposób podziękować im za ciężką pracę w czasie pandemii>>

Ogranicz rady

Krytykantka? Ja?! Często nie uważamy się za krytykantów, bo staramy się być pomocni, próbujemy wyjaśniać, jak coś właściwie robić. Wiemy, że mamy rację – i być może to prawda – czy chodzi o drobiazgi (jak składać ręczniki), czy o poważne kwestie (ustalenie budżetu na przyszły rok).

Co jest więc złego w udzielaniu rad, zwłaszcza jeśli mamy rację? Nic, pod warunkiem że druga osoba prosi o radę. Nie ma w tym nic złego, jeżeli w związku istnieje równowaga między udzielaniem rad a korzystaniem z nich. Wiele osób chętnie daje partnerowi nieskończoną liczbę rad i nie ma problemu z docenieniem tych, które dostaje.

Ale udzielanie rad staje się problemem, jeśli w związku dochodzi przez to do zachwiania równowagi albo kiedy jeden z partnerów jest lepszy w szafowaniu radami niż w ich przyjmowaniu. Przeradza się w krytykanctwo, jeśli mamy dużo drobnych uwag albo używamy tonu "ja wiem najlepiej". A jeżeli partner nie stosuje się do naszych wskazówek, to najlepszy sygnał, że nie powinniśmy ich dawać.

Jeżeli masz młodsze rodzeństwo tej samej płci, możesz być szczególnie predysponowana do nakłaniania partnera, by robił wszystko tak, jak należy, czyli po twojej myśli. Gdy twój partner ceni taką pomoc, wtedy wszystko w porządku. Jeśli jej nie ceni, powinien jasno to wyrazić i poprosić, byś sobie odpuściła.

Sprawa się komplikuje, kiedy partner nie jest zbyt dobry w komunikacji. Może nawet sobie nie uświadamiać, że wasze relacje układałyby się lepiej, gdybyś mniej nim sterowała. Może go zaskoczyć to, że jeśli zdarzy ci się wyjechać na tydzień czy dwa, poczuje się bardziej rozluźniony i kompetentny. W związku nie o to chodzi, kto ma rację. Ważne, by obie strony przyczyniały się do swojego szczęścia. To oznacza również pozwalanie partnerowi na popełnianie pomyłek i uczenie się na próbach i błędach oraz udzielanie pomocy, kiedy on o to poprosi.