fot. Fotolia


3. WYGRANA ZE SMAKIEM
Monika Stukonis,
redaktor naczelna ELLE

Pracuję w dużym tempie. Pięć, sześć spotkań dziennie, mnóstwo decyzji. Cały dzień muszę być na najwyższych obrotach. Jedzenie? W locie. Nie mam pojęcia, co jadłam na śniadanie, co było na obiad. Nie analizuję, przecież nie mam na to czasu. Ostatnią (czwartą, piątą kawę) piję koło 16. Do domu wracam z uczuciem ssania w żołądku. Kolacja? Często z laptopem na kolanach, przecież jeszcze stos e-maili czeka na odpowiedź. Każdy poranek rozpoczynam z poczuciem winy. W nic się nie mieszczę! Ratunku! Znajoma radzi mi przestać narzekać, tylko wprowadzić program „nowa ja”. Umawia mnie z dietetyczką i osobistym trenerem. Na pierwsze spotkanie pędzę z radością neofity. Z przekonaniem, że teraz moje życie odmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Waga jest bezlitosna. Do zrzucenia osiem kilogramów i co najmniej po kilka centymetrów w biodrach i talii. Kiedy z panią Moniką omawiamy listę grzechów i grzeszków, moja wydaje mi się „never ending story”. Od dziś jem pięć posiłków dziennie i dwa razy w tygodniu ćwiczę. Efekt? Przyjdzie, ale najwcześniej po pół roku. „Efektywne chudnięcie to kilogram tygodniowo” – tłumaczy mi pani Monika. A tymczasem czeka na mnie catering z pudełek, siłownia, pot i łzy. Mój trener wypytuje o wszystko: rozkład dnia, poziom stresu, formy wypoczynku. Łapię się na tym, że albo pracuję, albo... pracuję w domu. „Kiedy zrobiłaś coś dla siebie” – podpytuje mnie trener. Wstyd się przyznać... Nie pamiętam. „Na treningach nie myślisz o pracy, skupiasz się, by ćwiczenia wykonać jak najlepiej. Ja nie tylko chcę, byś schudła, ale byś wreszcie zaczęła inaczej myśleć o sobie” – przekonuje mnie Paweł. Dostaję wycisk. Ćwiczenia siłowe połączone z kardio. Czuję się niezgrabnie, gdy mam wymachiwać ciężarkami, stojąc przed lustrem albo leżąc na plecach. „Nie mogę” – mruczę co chwila pod nosem, a mój trener się śmieje. Jeszcze pięć, cztery, trzy, dwa i jeden. Zaliczone. Po siłowni czuję się, jakbym dostała nowe życie. Wszystko mnie boli, ale już nie mogę się doczekać, kiedy znów pojawię się na sali. Kiedy mój trener wyjeżdża na tygodniowy urlop, dostaję od niego plan ćwiczeń i drugi dzień świąt Bożego Narodzenia spędzam... na bieżni. Ja, dla której święta oznaczały jedzenie, hedonizm i lenistwo. Po dwóch miesiącach jestem o pięć kilogramów lżejsza i mam po pięć centymetrów mniej w biodrach, pasie i udach. Z rozmiaru 40 już jestem w 38. I tak ma być! Kiedy wyjeżdżam służbowo do Dubaju, mój kolega z pracy przeciera oczy ze zdziwienia oczy. Tuż przed konferencją pędzę do siłowni, a potem w restauracji biorę owsiankę i porcję soczystych owoców. Bez najmniejszych wyrzeczeń. Kiedy słyszę od swojego trenera pierwsze pochwały, wiem, że było warto. Mam mnóstwo energii, chce mi się żyć. Pudełeczka z jedzeniem odstawione po miesiącu. Nadal nie grzeszę. Nauczyłam się, jak jeść. Nie wrócę do żadnej diety! Nigdy. Uświadomiłam sobie, że w odchudzaniu potrzebuję pomocy. Bez niej jestem zestresowana, zagubiona i łatwo się poddaję. Od dwóch miesięcy wsłuchuję się w siebie, chudnę. Nowe życie naprawdę ma smak! To ja! Nowa ja!

WIĘCEJ INFORMACJI:
Wybierz, gdy... Po tygodniu rzucasz kolejną dietę, która miała być tą idealną. Jesteś zapracowana, nie masz czasu gotować ani biegać po sklepach ze zdrową żywnością. Jeśli potrzebujesz profesjonalnego dopingu w odchudzaniu. I kontroli. Dietetyczka, osobisty trener i zdrowy catering dostarczany na cały dzień pomogą ci szybciej schudnąć niż siedem diet pod rząd. Gdzie? Healthy Lifestyle. Dietetyczny catering, porady dietetyka i indywidualne treningi u Pawła Ancukiewicza, www.healthylifestyle. com.pl Cena: W zależności od opcji, jaką indywidualnie wybierzesz. Jeden trening to koszt około 150 zł.

untitled

4. DETOKS NA TELEFON
Marta Rudowicz,
szefowa działu urody ELLE

Schudłam skutecznie, dopiero gdy zaczęłam intuicyjnie jeść. Na początku wcale nie chodziło mi o wagę, tylko o samopoczucie. Nigdy nie byłam gruba, ale wystarczyło, że zjadłam cokolwiek i momentalnie zachodziłam w ciążę spożywczą. W głowie czułam się grubaską. Ograniczające uczucie. Nie ruszasz się, bo boli cię brzuch. Chodzisz w luźnych ciuchach, aby się zakryć przed światem. Nie chcę tak dłużej. Na początek odstawiłam kawę z mlekiem. Ulga natychmiastowa. Ryż, po którym puchłam. Gluten, bo się okazało, że mam skłonności do celiakii. Wyrzuciłam z kuchni wszystko, po czym czułam się źle, i okazało się, że chudnięcie jest prostą sprawą. W rok zgubiłam dziesięć kilogramów bez żadnej specjalnej diety. Od czasu do czasu mam gorszy dzień i pocieszam się tabliczką czekolady albo miską makaronu z sosem ze świeżych pomidorów. Jestem w końcu tylko kobietą. Burzą hormonów. Nauczyłam się jednak jeść świadomie. A raz w miesiącu robię sobie jednodniowy detoks z Essence Cleanse. Rano przyjeżdża do mnie pięć buteleczek w przenośnej lodóweczce. Tłoczone na zimno soki, które zachowują wszystkie wartości odżywcze, witaminy i enzymy. Każda buteleczka to jeden posiłek. Energetyzujący sok z pomarańczy z imbirem, moje ukochane mleko kokosowe z migdałami, sok z buraków, selera... Sycą tak, że czasem nie dopijam ostatniego „posiłku”. Taki dzień raz w miesiącu robię sobie w nagrodę za to, że trwam w swoich postanowieniach. Świetnie motywuje mnie, by dalej zwracać uwagę na to, co jem. Nie chcę odzyskać swoich dziesięciu kilo. Z nimi nie czuje się sobą.

WIĘCEJ INFORMACJI:
Wybierz, gdy... Potrzebujesz zastrzyku energii. Chcesz zrobić pełnowartościową głodówkę, odpocząć od gotowa- nia i dostarczyć organizmowi bombę witamin.
Gdzie? Essence Cleanse, www.essencecleanse.com Cena: Jednodniowy detoks 100 zł,
weekendowy 450 zł.

Tekst Marta Rudowicz