Najlepsi specjaliści od wizerunku twierdzą, że najszybszym źródłem pewności siebie jest właściwa postawa. Wyprostowane plecy, opuszczone barki, wciągnięty brzuch, lekko uniesiona głowa. Spróbuj tak stanąć, gwarantuję ci, że od razu poczujesz się wyższa, smuklejsza, mocniejsza. Pytanie tylko, jak długo wytrzymasz w pozycji godnej tancerki? Twoje ciało, przyzwyczajone do siedzenia przed komputerem i wpatrywania się w ekran smartfona, zbuntuje się szybciej, niż myślisz. Możesz to zmienić. Nauczyć się chodzić śmielszym krokiem niczym modelki po wybiegach. Im taką postawę daje m.in.pilates, na który wysyłają je coraz częściej agenci w ramach przygotowań do światowych tygodni mody. I nie na taki, o jakim myślisz – na macie, z gumową piłką, oparty głównie na głębokim wdechu i wydechu, taki, w którym ciało praktycznie zamiera w bezruchu. Ale ten najbardziej klasyczny. Na reformerach i cadillacach. Sprzętach o magicznych nazwach, które bardziej przypominają urządzenia rodem ze średniowiecznej sali tortur niż te, jakie pamiętasz z lekcji WF-u. Jak to działa?

Pilates - ćwiczenia

Kładę się na łóżku-kozetce z żelazną konstrukcją, jakby zaprojektowaną na baldachim. Zakładam na stopy paski umocowane do stalowej ramy łóżka na sprężynach. Siłą mięśni mam unieść nogi, wydłużyć je maksymalnie z bioder, wciągnąć brzuch i „długimi” wyprostowanymi nogami wykonać małe, a potem duże kółka, pajacyki, a na koniec „walking”. Proste, ale z oporem sprężyn – trudne. Czuję, jak napina się i wydłuża każdy mięsień mojego ciała. Skupiam się, by reszta mnie nie drgnęła nawet o milimetr. W innym ćwiczeniu kładę się na łóżku jeżdżącym na kółkach, opieram stopy na drążku i siłą napiętych mięśni brzucha i pośladków odjeżdżam w tył i z oporem mięśni wracam do pozycji wyjściowej. Bez maksymalnej koncentracji ani rusz. To tylko dwa z całej sekwencji ćwiczeń na przyrządach, skonstruowanych tak, by jednocześnie wzmacniać i rozciągać mięśnie. Po pierwszej godzinie czuję się zmęczona bardziej niż po przebiegnięciu maratonu, ale też jakby wyższa o kilka centymetrów. Po kilku spotkaniach mój zesztywniały kręgosłup staje się plastyczniejszy. Po roku regularnych ćwiczeń mam mięśnie brzucha, które trzymają kręgosłup niczym ciasny gorset, i zapominam, czym jest ból pleców. Optycznie mam nawet smuklejszą szyję, bo barki w końcu są tam, gdzie być powinny zawsze. Do tego jędrniejszą skórę i nogi umięśnione jak u baletnicy. I już nie wyobrażam sobie, że w moim życiu nie ma czasu na dwie godziny pilatesu w tygodniu.

Czytaj też: Pilates - trening na smukłe ciało >>>>

Pilates - historia, zalety

Aż trudno uwierzyć, że metoda powstała około 100 lat temu i dziś idealnie wpisuje się w trendy i potrzeby przemęczonego cywilizacją ciała. Dba o kręgosłup, odciąża stawy, minimalizuje wszelkie napięcia. Sprawia, że ciało zachowuje swoją „młodość” na lata. – Pilates pozwala odzyskać kontrolę nad ciałem. Zresztą oryginalnie ta metoda nazywała się contrology. Dopiero po śmierci Josepha Pilatesa, jej twórcy, zaczęto określać ją od jego nazwiska – mówi dr Monika Jaworska-Przeor, założycielka warszawskiego studia True Pilates Poland, która szkoliła się u trenerów samego Josepha Pilatesa w Nowym Jorku. Jej studio to wciąż unikat na mapie naszego kraju. W przeciwieństwie do Nowego Jorku czy Paryża, gdzie prawie na każdym rogu możesz zajrzeć do studia pilatesu, u nas jest ich dosłownie kilka, ale z miesiąca na miesiąc pojawia się coraz więcej. Powód? Kiedy Zachód zaczął odkrywać na nowo dobroczynne działanie pilatesu i propagować je jako najlepszą metodę dla ciała na wszystko, w Polsce nie było ani wyszkolonych trenerów, ani sprzętu. Zaczęła królować joga, a pilates został sprowadzony do poziomu maty i gimnastyki dla dojrzałych i zbolałych.

Pilates - ćwiczenia

Oryginalnie to naprawdę dynamiczne ćwiczenia, które wymagają zaangażowania całego ciała – od stóp do głów. Dosłownie, myślami też. – Pilates, podobnie joga, to metoda „mind & body”. Obie są kompleksowe, przynoszą podobne efekty, choć w inny sposób. Pilates daje siłę, wytrzymałość, poprawia elastyczność, koordynację, ale też sprowadza umysł do stanu tu i teraz, bo wymaga zaangażowania – mówi dr Monika Jaworska-Przeor. I naprawdę coś w tym jest. Jeśli przyjdziesz na zajęcia zła, nie zostawisz za drzwiami problemów, nie dasz rady skupić się na tym, aby mocno wciągnąć brzuch i zrobić np. „teasera”, ćwiczenie, w którym składasz swoje ciało w literę V na podłodze lub cadillacu. W pilatesie to brzuch generuje ruch w każdym ćwiczeniu. Trzeba go wzmocnić, bo z natury jest słabszy niż mięśnie przy dolnym odcinku kręgosłupa, które na przekór grawitacji trzymają nas w pionie. W pilatesie chodzi o przywrócenie równowagi. O wzmacnianie tego, co słabsze, i rozluźnianie tego, co napięte. Tego dla ciała chciał Joseph Pilates, który udoskonalał swoje ćwiczenia przez lata: podpatrywał ruchy zwierząt, rehabilitował rannych żołnierzy na froncie (tak narodził się pomysł na sprzęt do ćwiczeń…), wprowadził techniki baletu. Stworzył metodę dla każdego, kto chce, by jego ciało było zdrowe, sprawne, smukłe, a mięśnie naturalnie wyrzeźbione. A tego chcą ostatnio wszyscy. Od Gisele Bündchen, Constance Jablonski, Jeanne Damas, Marty Dyks po Cristiano Ronaldo, który od  niedawna został większym fanem pilatesu niż piłki nożnej.