Punkt 17 stawiam się w gabinecie doktora Ambroziaka. – W czym mogę pomóc? – Przygotowuję tekst o pośladkach. A dokładniej o tym, jak z ich braku wyczarować piłkę. No właśnie – jak? Pod pretekstem artykułu wypytuję bez skrępowania. I nie przyznaję, że tak naprawdę chodzi o moje pośladki, których objętość jest obecnie w defensywie. Nie mam problemu z pokazaniem coraz głębszych bruzd przy ustach dermatologowi lub siwych włosów fryzjerowi. Ale pośladki to temat tabu. Wstydliwa tajemnica, którą w pełnym wymiarze znają tylko moje dżinsy. Nie mam tak płaskiej pupy jak po rozprasowaniu żelazkiem, grawitacja nie ściągnęła jej też do połowy ud. Ale najzwyczajniej w świecie jest za mało kobieca. Marzę o bardziej krągłej, wydatnej, która w dżinsach nie pozostawia podejrzanego luzu. Jestem szczupła, od liceum mieszczę się w rozmiarze S, przy dobrych wiatrach XS. Ma to swoje konsekwencje: mało obfity biust, który nie przysparza mi większych kompleksów. Z dużym wyglądałabym masywnie, starzej. A może współczesny kanon piękna utwierdził mnie w tym, że rozmiar nie ma znaczenia, dużo ważniejsza jest symetria i jędrność? Pośladki to inna bajka. 

Od dłuższego czasu atakują mnie z Instagrama monstrualne, napęczniałe pupy Jennifer Lopez, Amber Rose czy Blac Chyna. A gwiazdy hip-hopu, jak Kanye West, przekonują w swoich hitach, że idealna kobieta i duża pupa to synonimy. Również w teledyskach królowej popu Nicki Minaj ogromne pośladki wypełniają pierwszy plan. Są nowymi piersiami, nowym synonimem kobiecości i seksu. Żeby było jasne: nie chcę mieć pupy ani bioder jak ona. Wygląda karykaturalnie i jestem pewna, że wytrzymałość wielu spodni przegrywa w starciu z nimi. Marzę tylko, żeby było ich ciut więcej. Nie jestem odosobniona w tej obsesji. Do niedawna klepsydra była wyłącznie reliktem przeszłości. Kto chciałby mieć figurę jak z ery gorsetów, zamiast szczupłej sylwetki Anji Rubik Okazuje się, że coraz więcej kobiet. Dowód? Jestem na konferencji prasowej. Wprowadzenie kolejnej niezwykłej maszyny, która ma bezboleśnie i szybko odsysać tłuszcz z jednej części ciała, żeby za chwilę wpompować go w inną, np. w piersi czy pośladki. Na początek anonimowy quiz: „O jakiej figurze marzysz?”. Do wyboru sześć sylwetek. Kilkadziesiąt dziennikarek na sali. Wygrywa smukła, filigranowa ex aequo z... klepsydrą. Nie tylko mną zawładnęła wizja „karaibskiej” pupy.