Surfing nie tylko latem

Nie ma co się oszukiwać: lato powoli się kończy. Całkiem już niedługo pojawi się sto niepowtarzalnych okazji, by usłyszeć Last Christmas (w końcu zbliża się październik), będzie też sporo mniej słońca. Przerażone? Zupełnie niepotrzebnie. Dziewczyny z MUUV.APPAREL, Kaja Lizut i Malina Kurkowska, znają doskonały przepis na skuteczne zapobieganie jesiennej chandrze.


Zwykle zaczyna się to tak, że niby wszystko jest na swoim miejscu, ale ciągle czegoś jest mało. To jest najlepszy znak, aby zacząć szukać biletów lotniczych. Dokąd? Nie ma znaczenia. Ważne są fale. Weekendowy surfing w Europie? Nic prostszego. Tak, nawet we wrześniu. Może jednak dalsze kierunki? Nie decydujcie od razu. Sprawdźcie zestawienie sześciu najlepszych spotów do nauki surfingu, które przygotowały dla nas dziewczyny.

Surfing: FUERTEVENTURA

Surfing na Fuerteventurze / MUUV.APPAREL


Z bliżej nam nieznanych przyczyn ludzie, którzy nie byli na Fuercie, wyobrażają ją sobie jako zieloną, pokrytą palmami wyspę. Błąd. Klimat miejsca jest raczej wulkaniczny. Brzmi niezachęcająco? Oj, znowu błąd. Nie tylko palmami człowiek żyje, a ta mikropustynia otoczona oceanem naprawdę robi wrażenie. Zwłaszcza, że leci się tam tylko kilka godzin, jest więc idealna na weekendowy wypad we wrześniu.
Spotów do nauki surfingu na wyspie jest sporo. Gdzie konkretnie wybrać się danego dnia? Wybór zależy oczywiście od warunków pogodowych, dlatego amatorom polecamy ułatwić sobie życie i dogadać się z jedną z miejscowych szkół, jak @shockwavesurfschool z miejscowości El Cotillo na północy wyspy. 


Pływa się tam z zajawkowiczami, którzy z samego rana zabierają ekipę obklejonym naklejkami samochodem terenowym z deskami na dachu, prosto na spot. Na miejscu pozostaje już tylko założyć piankę (tak, pomimo 40-stopniowego upału, ocean jest delikatnie chłodny i pływa się w długich piankach) i zacząć „padlowanie”. Całość najlepiej uzupełnić o najlepsze guacamole, jakie jadłyśmy życiu, które można kupić w każdym supermarkecie.

Czytaj też: Co powinnaś wiedzieć o surfingu?

Surfing: FILIPINY

Surfing na Filipinach / MUUV.APPAREL


Jako że jest to kraj, który absolutnie skradł nasze serca, bardzo chciałybyśmy powiedzieć, że nadaje się na weekendowy trip. Z reguły kilkunasto- lub kilkudziesięciogodzinny lot, niestety sprawę wyklucza. Solidne trzy tygodnie urlopu powinny wystarczyć, żeby zwiedzić niewielką część z ponad 7000 wysp, które składają się na ten egzotyczny archipelag.


    Według pozornie niezawodnego Google, Filipiny nie są najlepszym kierunkiem dla amatorów surfingu. Nic bardziej mylnego! Trzeba jedynie zrobić troszkę mocniej intensywny research, poczynając od wyspy Siargao, która okazuje się być mekką surfingu z białym piaskiem o konsystencji mąki i lazurowym kolorem wody. Wizytówką wyspy jest spot Cloud 9, gdzie sezon (zarówno dla profesjonalnych surferów, jak i amatorów) zaczyna się pod koniec sierpnia i kończy w listopadzie. Warto w planach uwzględnić fakt, że co roku we wrześniu odbywają się tam międzynarodowe zawody Siargao Surfing Cup. Pomijając imponujące widowisko, jest to okazja do nawiązania naprawdę wyjątkowych znajomości, ponieważ zjeżdżają się tam backpackerzy z całego świata, tacy jak na przykład popularny w sieci Australijczyk Joshua, który kilka lat temu zrezygnował ze zwyczaju posiadania butów.


    Wbrew pozorom, Siargao to nie jedyne miejsce, w którym da się amatorsko surfować  na Filipinach. Dla wystarczająco upartych wszystko jest możliwe. Na wyspie Palawan, pozornie antysurferskiej, mieszka Mike’a – który na Facebooku reklamuje się jako jedyny surfer na wyspie. Nie kłamie: poza nielicznymi uczniami, których zabiera na zakopane w dziczy tajne spoty, rzeczywiście jest jedyny.

Surfing: HISZPANIA


    Do Hiszpanii mamy słabość, czego najlepszym dowodem jest fakt, że w ciągu ostatniego roku byłyśmy tam cztery razy. Sprawę na pewno ułatwiają krótkie i relatywnie tanie loty. To doskonały przepis na spontaniczny weekendowy wyjazd.


    Pierwszym miejscem, które przychodzi na myśl, gdy zastanawiamy się nad amatorskim surfingiem w Hiszpanii, jest Zarautz. To niewielka miejscowość położona 15 minut jazdy samochodem od San Sebastian. Wrzesień to najlepszy czas w ciągu roku do nauki w tym miejscu – fale w tym okresie sięgają 1-1,5m. Spora liczba turystów nie zabija surferskiego klimatu, który można odnaleźć w licznych surf szkołach, surf shopach i surf clubach. Dla zupełnie początkujących, polecamy wziąć udział w surf campie – zorganizowanym wyjeździe, gdzie można wyzbyć się elementów planowania i poszukiwań odpowiedniej miejscówki na rzecz stuprocentowego skupienia się na nauce. Pomimo nadal wysokich temperatur powietrza we wrześniu, dobrze jest nie zapomnieć o piance – temperatura wody w Zatoce Biskajskiej nie należy do najwyższych, ma ok. 17 stopni Celsjusza. 

Czytaj też: Surfing na Helu według dziewczyn >>

SRI LANKA

Surfing na Sri Lance / MUUV.APPAREL

Lojalnie uprzedzamy, w temacie Sri Lanki możemy być trochę nieobiektywne. Dlaczego? Bo jest to miejsce, w którym zakochałyśmy się od pierwszego wejrzenia, od pierwszej przejażdżki tuk tukiem, od pierwszego wypitego świeżo wyciskanego soku i, oczywiście, od pierwszej złapanej fali.

 
Sprawa jest prosta - jeżeli marzycie o znalezieniu plaży z idealnie krystaliczną wodą o przyjemnej temperaturze 25 stopni i delikatnym piaskiem, to koniecznie musicie odwiedzić Hikkaduwę. To będzie także idealne miejsce do rozpoczęcia swojej przygody z surfingiem z racji niewielkich, długich i delikatnych fal. Podczas pobytu nie zapomnijcie odwiedzić Vernona, rewelacyjnej domowej restauracji, w której podają najlepszą granolę ze świeżymi owocami, jaką kiedykolwiek jadłyśmy. 


Weligama to drugi na liście spot „łaskawy” dla początkujących. Bez wymagających i bardzo męczących podpłynięć, i przede wszystkim z długim, płytkim dwukilometrowym odcinkiem piaszczystej plaży gdzie bardzo prosto jest złapać swoją pierwszą falę na tzw. white wash’u. Zasada jest prosta: z racji tego, że jest to wyspa, sezon na surfing trwa absolutnie przez cały rok. Od listopada do kwietnia pływa się na zachodnim wybrzeżu (Hikkaduwa, Weligama). Od maja do października na wschodnim (Arugam Bay). Bilety znalazłyśmy w cenie 1800 zł i leciałyśmy bezpośrednim trzynastogodzinnym czarterem do Colombo.


I jeszcze jedno. Piankę zostawcie w domu, przy tej temperaturze wody szkoda marnować cenne miejsce w bagażu. 

MALEZJA

Surfing w Malezji / MUUV.APPAREL


Szukając biletu na wyjazd do Malezji w grudniu, wiedziałyśmy o tym miejscu niewiele: że jest tam w tym okresie pora deszczowa i że będziemy mogły surfować na wschodnim wybrzeżu. To nam wystarczyło, by kupić bilet.


Okres odpowiedni do surfowania na wschodnim wybrzeżu zazwyczaj rozpoczyna się w październiku i trwa aż do końca marca. Zbiega się to z czasem kiedy z powodu monsunowej pogody zamykane są turystyczne wyspy, co idzie w parze z brakiem tłumów na plażach. Temperatury w niemal całej Malezji w ciągu całego roku są podobne, w granicach 26-30 st. Jest tylko jeden haczyk: słońce. Podczas naszego czterodniowego pobytu w miejscowości Cherating w grudniu, nie było go wcale. No cóż, nie pozostało nam nic innego, jak oddać się tylko surfowaniu (na szczęście bez pianek!). Warunki do pływania są czasem zaskakujące dla zwykłego laika, dlatego amatorom polecamy wynajęcie miejscowego instruktora, który wytłumaczy, w którym miejscu najbezpieczniej będzie łapać fale. 
Po pływaniu polecamy posiłek w Ombok Cherating (koniecznie przed pojawieniem się tam zadzwońcie i sprawdźcie czy są na miejscu, nie jest to bowiem oczywiste, nawet w rzekomych godzinach otwarcia). 
Na promocję biletów lotniczych najlepiej czyhać na Skyskanner lub Fly4free. My ‘upolowałyśmy’ dwudziestosześciogodzinny lot przez Mediolan i Hong Kong. Zasada #travellight nie zakłada ciężkich przedmiotów w bagażu, jednak w wypadku tylu godzin czekania na lotnisku warto mieć ze sobą mikroksiążkę.

IZRAEL

Surfing w Izraelu / MUUV.APPAREL


Nie tylko Tel Aviv, ale i cały Izrael jest świetnym miejscem do nauki surfingu. Fale są, jak to mówią miejscowi, ‘mushy’, co oznacza, że są bezpiecznie niewysokie i wybaczają drobne błędy. Prawie na każdej plaży znajdziecie szkółki surfingowe, a wypożyczenie samej deski nie stanowi większego problemu. Polecane spoty dla początkujących to: Manta Ray Beach, Hilton Beach oraz Arubot Beach, Caesarea (40 min. samochodem od Hilton Beach).
Jest jeden mały mankament. Ceny. O ile bilety z Polski jesteście w stanie kupić nawet po 100 zł., a sam lot trwa niecałe 4 h, to na miejscu jest bardzo drogo. Z naciskiem na BARDZO. Nasza rada, koniecznie pójdźcie na śniadanie do Dr. Shakshuka w Starej Jaffie. 

 

Czytaj też: Stroje kąpielowe MUUV.APPAREL