RUNDA I


Twoje pokolenie wciąż ceni śluby i wesela? 
ANDRZEJ WRONA: Niektórzy biorą ślub, inni nie chcą. Ale z dziewczynami w naszym środowisku trzeba uważać. Trudno rozpoznać, czy dziewczyna jest fanką i interesuje się siatkarzem, którego pełno jest w mediach, czy naprawdę jest zainteresowana chłopakiem i po prostu dobrze się im ze sobą rozmawia. W restauracji, czy klubie dziewczyny same podchodzą i podejmują rozmowę. Niektórym facetom takie sprawy nie przychodzą łatwo. Czasem się wstydzą, czasem nie wiedzą jak to zostanie odebrane. Ja mam łatwiej, bo często to dziewczyny robią pierwszy krok. 
Nic dziwnego, żyjemy w czasach, w których kobiety przejmują męskie role.
ANDRZEJ WRONA: A ja wciąż pamiętam dyskusję w filmie „Testosteron”: po co te wszystkie bramki, te szybkie fury, ta cała rywalizacja?  Przecież nie robimy tego dla siebie. Robimy dla kobiet. Nie ma innego powodu żeby jeden facet z drugim wchodzili do ringu żeby sobie dać po gębie. Już w liceum kiedy graliśmy mecze i dziewczyny zasiadały na publiczności, to dawaliśmy z siebie dużo więcej, niż grając do psutych trybun. 
Wciąż gracie dla kobiet?
ANDRZEJ WRONA: Gramy dla publiczności. Ale dla kobiet w szczególności. Jeśli moja dziewczyna jest na publiczności, to mam dodatkową motywację. Chłopaki myślą podobnie. Jeśli twoja dziewczyna jest na widowni dasz z siebie dużo więcej.
Nie jest łatwo być dziewczyną siatkarza. 
ANDRZEJ WRONA: No tak, to mnóstwo wyrzeczeń. Często się przeprowadzamy, wciąż jesteśmy w drodze. Stabilizacja jest tylko marzeniem.           

RUNDA II

Spontaniczny czy odpowiedzialny, dwa oblicza mężczyzny a mamy porozmawiać o tym, jak mężczyzna spada z piedestału. 
MARCIN PROKOP: "Mężczyzna zrzucony z piedestału" - to brzmi jak tytuł nowej powieści Manueli Gretkowskiej. Ja nie definiuję siebie przez pryzmat jednej, prostej kategorii, typu: jesteś mężczyzną. Albo jesteś warszawiakiem. Albo jesteś wysoki. To są etykietki, za którymi nic konkretnego się nie kryje. Tak samo, jak za moim ulubionym hasłem: internauta. Co mają ze sobą wspólnego osoby, umieszczane w tej kategorii oprócz tego, że mają dostęp do sieci? Proponuję nową kategorię - prądonauta, gdzie wrzucimy tych wszystkich, którzy korzystają z gniazdek elektrycznych. 
Kategorie pozwalają nam porządkować świat. 
MARCIN PROKOP: Rozumiem, ale bardzo się z tym męczę. Nie lubię być wpisywany w żaden układ zero – jedynkowy. Dlatego pewnie stoję w rozkroku między dziennikarstwem i rozrywką, powagą i wygłupem, dorosłością i infantylizmem. Uciekam przed zaszufladkowaniem jak przed chorobą. 

RUNDA III

Kiedy zrozumiałeś, że nie trzeba walczyć, że trzeba z życiem się pogodzić? 
JACEK BRACIAK: Tak naprawdę tylko siebie mogę zmienić, świata nie zmienię. Mam nadwrażliwość na dźwięki, nizofonię, to, co dla ciebie jest normalnym dźwiękiem, dla mnie jest potwornym hałasem. Mogę pielęgnować tę skazę, albo próbować to przełamywać. Kiedy ktoś rozmawia głośno, mogę odejść,  albo posłuchać, albo nie brać tego do siebie
Oklaski widowni słyszysz głośniej niż inni. 
JACEK BRACIAK: Chyba tak.
Powiedziałeś, że z kobietami nie walczysz. Przejmują teraz męskie role z dużą łatwością, a my musimy się w tym odnaleźć.
JACEK BRACIAK: Przez całe stulecia kobiety były zepchnięte do wykonywania określonych ról, teraz chcą to sobie zrekompensować. My bijąc się w piersi temu kibicujemy. I tak jest w porządku. Mężczyźni dominowali kulturowo, finansowo, decyzyjnie. Ale istnieje też jasna strona, można męskości upatrywać w takich przymiotach jak opieka, troska, dawanie poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji, zamiast kontroli, egoizmu, chorobliwej zazdrości itd. Przez te emocjonalne śmieci nasza kultura jest w kryzysie. Kultury wschodu są bardziej harmonijne.
Nie są nastawione na indywidualizm.
JACEK BRACIAK: Na egoizm: na „muszę być wyjątkowy”. Wszyscy wyjątkowi mają kapelusiki, takie same spodnie rurki, smartfony. Wszyscy są tacy sami. 

Więcej przeczytacie w ELLE MAN!