Amfutbol czyli piłka nożna dla osób po amputacjach lub z niewykształconymi kończynami dolnymi. W przypadku bramkarzy to amputacja bądź brak kończyny górnej. Każdy z nas ma jakąś swoją drogę. Niełatwą. 

Mariusz Adamczyk, napastnik reprezentacji Polski, po kontuzji kolana walczy o powrót do pierwszego składu

„Sport pozwala mi czuć się silnym. Nie odczuwam żebym był gorszy, słabszy. I na treningach w drużynie też nie miałem zawahania. Biegałem te swoje kółka, jedno po drugim, równo z chłopakami, którzy grali od kilku lat. Nie odpuszczałem” – mówi Mariusz. 

Piłka nożna była ważną częścią jego życia. Będąc juniorem, grał w lidze makroregionalnej. Grał w Wiśle Sandomierz. Potem przerwał. To był nowotwór kości. Zachorował w roku 2000. Naświetlania, chemioterapie, przerzuty do płuc. Po dziesięciu latach zapadła decyzja o amputacji. Noga już wówczas sporo przeszła, po czterech operacjach była sfatygowana poniżej kolana. Niestety uformował się tak ten guz, że był za blisko kolana i zdrowy margines, który trzeba było wyciąć niestety zahaczał o kolano.  

„Skąd miałem siłę  psychiczną? Zachorowałem w liceum – wspomina. - Pierwsza operacja była w drugiej klasie. Siłę brałem z otoczenia. Od rodziny, przyjaciół. Lecenie nie odizolowało mnie od przyjaciół. Zawsze chciałem być z nimi i oni chcieli być ze mną. Grupa mnie ocaliła. Tak sądzę. Młodzieńcze lata, dyskoteki, dziewczyny. Trzeba walczyć o miejsce w grupie, a ja bez włosów, bo po chemii. Ale moi przyjaciele mnie akceptowali. Skoro dla nich to jest, to i dla mnie było normalne. Sandomierz to dobre miejsce. Z powodu filmu wszyscy myślą, że tam tyle zła, ale to zło jest tylko w serialu” – śmieje się. 

Mariusz jest kibicem Legii. Zawsze marzył o tym, żeby zobaczyć mecz przy Łazienkowskiej na żywo. Jednak zamiast na stadion, trafił do szpitala. Instytut Matki i Dziecka. Szpital w Sandomierzu przesał radzić sobie z nowotworem kości. „Nie ukrywam, nasza miłość z Warszawą miała trudny początek”. 

Stadion zwiedził w 2003 roku. Dwa lata później był na meczu z Cracovią. Wciągnęło go. Dziś przybija piątkę z największymi kibicami. Kiedy trzeba było zmienić protezę, bo stara się już nie nadawała, to koledzy ze Stowarzyszenia Kibiców Legii pomogli mu zebrać pieniądze na ten zakup. „Mam protezę z kolanem elektronicznym. Jest warta tyle co mercedes klasy S” – wyznaje. Gdyby nie koledzy, jej zakup nie wchodziłby w grę. „Do gry w amfutbolu nie używamy protez, więc jej nie uszkodzę – śmieje się. - Kule oczywiście są elementem gry. Nie chodzi o to, że są po meczu siniaki. Pamiętam turniej, że chłopakowi wypadłą rzepka po tym jak oberwał. Na szczęście gra, wyszedł z tego”.

Kilka miesięcy temu uległ kontuzji. Wchodziłem do windy z jakimś ciężarem, oparł się za mocno na kolanie. Usłyszał chrzęst, ale po dwóch tygodniach już nie bolało i zapomniał. Ból pojawiał się po intensywnym treningu. No i w końcu trener postanowił, że musi przejść operację, żeby być efektywnym zawodnikiem. Dzisiaj walczy o powrót do kadry. 

„Dopóki nie wyjdziemy na boisko różnicy nie ma – Mariusz ma porównanie, kiedyś grał w profesjonalnych zespołach. - Odprawa, taktyka, funkcjonowanie na boisku, założenia przedmeczowe, zadania dla bramkarza, dla obronny, pomocy i ataku".

"To jest dokładnie ten sam sport. Trener nie powie: oj, Krzysiu, a ty nie masz nogi, to nie idź w kontakt, trzymaj się z tyłu, bo ci jeszcze coś tam zrobią. Nie ma taryfy ulgowej. Jest mobilizacja." - Mariusz Adamczyk

Różnica jest na boisku. Bramkarz wie, którą nogą zawodnik będzie strzelał karnego. Ale ostatnio na treningach chłopak prawonożny strzelał Wojtkowi Szczęsnemu i ten był bardzo zdziwiony, bo podszedł nie z lewej strony piłki, a z prawej i strzelił zewnętrzną częścią stopy. Kuba Kożuch. Znakomity gość. W tej chwili jest najlepszym napastnikiem w kadrze. Prawonożny, ale gra tak, jakby był lewonożnym. Jest nie do zatrzymania. Już kiedy miał dwanaście lat był wybitnym zawodnikiem. Dzisiaj Kuba wyrasta na czołową postać na mistrzostwach świata w Meksyku. 

Początkowo Mariusz na apmfutbol nie chciał się pisać. Chciał pamiętać, jakim był dobrym piłkarzem. Ale przełamał się. Poszedł na trening, zobaczył, jak można stawiać kulę, odbić się zdrową nogą i strzelać na bramkę. Zagranie kulą jest niedozwolone. Kula jest przedłużeniem ręki. Jeśli sędzia nie widzi, to można coś podegrać kulą, ale jeśli zobaczy, to odgwiżdże. 

„Lewy jest zawsze ładniejszy – mówi Mariusz. - Lewy but. Prawy ściera się bardzo szybko. No i oszczędzam na skarpetkach, bo właściwie wystarczy mi, że zmieniam prawą. Poza tym nie mam łatwo z modą. Kiedy kupuję buty, to nie chodzi tylko o to, żeby mi się podobały niestety. Buty często są tak wyprofilowane, że nie dam rady w nich chodzić, bo się czuję, jakbym wychodził z progu jak Kamil Stoch czy Adam Małysz, bo jestem od razu pochylony do przodu. Więc z nowymi butami idę do szewca, żeby mi troszeczkę ściachał ten obcas. Dopiero wtedy mogę stać równo". 

 

Jakub Popławski, bramkarz reprezentacji Polski


Skrócone pole karne ma rozmiar 8 na 10 m. Bramkarz nie może go opuszczać. Jest za to sankcja: rzut wolny i żółta kartka dla bramkarza. W niektórych sytuacjach może być nawet czerwona. Bramkarzowi nie wolno używać kikuta, czy też tej niesprawnej ręki. Musi ona być schowana pod koszulką. „Bronimy tylko tą zdrową, sprawną, jedną ręką – opisuje Jakub. - Bramkarz, który w ogóle nie posiada ręki ma więc łatwiej od tego, który ma kikut pod koszulką. Czyli jak ktoś nie ma całkiem ręki to łatwiej mu złapać balans. Jest wygodniej. Ja chowam ten kikut pod koszulkę. Przyzwyczaiłem się”. 


Napastnicy oczywiście wolą strzelać na tę stronę bramki, której bramkarz nie może zasłonić ręką. Chociaż różnie to bywa. Ostatni przepis ważny dotyczy wybicia. Bramkarz nie może kopnąć na połowę przeciwnika. Piłka musi się odbić na naszej połowie i może dopiero potem skozłować na drugą połowę. Chodzi o to, żeby mając obie nogi, bramkarz nie strzelił bramki. 


Jakub Popławski. W piłce pełnosprawnych - napastnik. W ampfutbolu – bramkarz. W Mazovii gra w czwartej lidze. Gdzie jest trudniej?

„Bramka jest bardziej odpowiedzialna. Poza tym, napastnik jeśli zmarnuje dziesięć sytuacji, a jedną wykorzysta to nikt mu nie pamięta tych dziewięciu. A bramkarz jeśli obroni dziewięć razy a wpuści raz, to wszyscy pamiętają mu tylko porażkę.” - Jakub Popławski

Jakub jest niepełnosprawny od urodzenia. W czasie porodu doszło do zerwania wszystkich nerwów w rejonie splotu okołoramiennego. Przeszczepy nie dały rezultatu. Ma więcej blizn niż ludzie mają tatuaży. Ręka się nie wykształciła. Praktycznie nie ma w niej możliwości ruchu. „Mogę coś tylko przytrzymać coś pod ramieniem - przyznaje. - Ogólnie słabo to działa. Ale musze o nią dbać. Chodzę na rehabilitację. I od mojego rehabilitanta usłyszałem, że oglądał program o ampfutbolu. Znalazłem namiary w internecie do Mateusza Widłaka, napisałem. Sądziłem, że będę mógł grać w polu, chciałem być napastnikiem. Mateusz przedstawił mi jak to wygląda i okazało się, że w polu grają zawodnicy ze schorzeniami nóg, więc odpadam. Ale powiedział, że potrzebni są bramkarze i mogę spróbować. Kiedy jechałem na to spotkanie, myślałem jak to w ogóle możliwe, że goście o kulach będą mi strzelać na bramkę. Nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego. No ale dzisiaj już się z nich nie śmieję. Nie strzelają gorzej niż ja, napastnik Mazovii. Myślę, że grają nawet lepiej”. 

Jakubowi pomaga to, że jestem napastnikiem w klubie pełnosprawnych. Łatwo czyta grę. Pomaga mu też, że koledzy z drużyny Mazovii go dopingują. Że zostają po treningu, żeby strzelać na bramkę. Bo treningu w polu przychodzi czas na normalny trening bramkarski. 

„Oczywiście kiedy bronisz karnego, szanse napastnika są nieporównanie większe. Ale są szanse dla bramkarza. Liczy się siłą psychiczna. Można napastnika sprowokować. Tak jak Jerzy Dudek na Lidze Mistrzów. No ja jeszcze nie broniłem karnego w czasie meczu. Jedynie na treningach. No może to i dobrze. Za dużo w tym jednak loterii” – śmieje się zawodnik. 

Najgorszy jest moment, kiedy musi rzucać się pomiędzy kule. Wie, że wyjdzie z tego poobijany, ale koncentruje się na walce, stres mija. Zagęszczenie kończyn jest większe niż nóg na boisku. No i oni przecież tymi kulami nie czują nawet kiedy robią krzywdę. No ale takie są zasady. Na to się piszą. Ból jest elementem gry. 

Szatnia piłkarska jest specyficznym miejscem. „To wyjątkowa atmosfera. Ale w Mazovii jest naprawdę łagodniej. Na amfutbolowej to nie ma litości. Tak po sobie wszyscy jadą bez litości. Po bandzie. Nikt się oczywiście nie obraża. Chodzi o to, żeby się odgryźć jeszcze mocniej”. Ale mimo męskiej atmosfery przed meczem, wszyscy są zaprzyjaźnieni. „ Na zgrupowania jeździmy naprawdę z przyjemnością. Nie wszyscy mieszkamy blisko siebie i tak naprawdę kadra spotyka się na zgrupowaniach. Ale przyznaję, że oprócz treningów i realizacji zadań piłkarskich jeżdżę po to, żeby zobaczyć się po prostu z ludźmi, których lubię. My ze sobą utrzymujemy kontakt, zawiązały się i przyjaźnie i bardzo fajne znajomości mimo tego, że jesteśmy rozrzuceni po całej Polsce” – mówi Jakub. 

„Na razie sławni ludzie do naszej szatni nie przychodzą za często, ale w klip promocyjny naszej drużyny zaangażowało się bardzo dużo osób. Czarek Pazura, Artur Szpilka, Łukasz Fabiański który został ambasadorem bramkarzy, Robert Lewandowski, Karolina Kowalkiewicz i nawet Marcin Gortat – cieszy się. - Zainteresowanie naprawdę rośnie i to bardzo nas cieszy. Kilka lat temu na nasze mecze przychodziło po sto osób, a  jak jechaliśmy do Turcji grać, to było czterdzieści tysięcy. Cały mecz dopingowali. Pod stadionem stały telebimy, bo zabrakło biletów. I tak bym chciał, żeby było u nas". 

 

Reprezentacja Polski zagra dziś swój trzeci mecz na mistrzostwach świata w Meksyku. O 23.00 zmierzą się z drużyną Japonii.