Podróże i przeprowadzki

Za granicą spędzili pół dorosłego życia, z tego ostatnie dziewięć lat w Zatoce San Francisco. Można pozazdrościć życia na Zachodnim Wybrzeżu, w Bay Area, gdzie spokojne plaże są na wyciągnięcie ręki, ale już czuć zapach nie zawsze spokojnego Pacyfiku. Tu kalifornijskie słońce miesza się z magiczną, nieco nostalgiczną mgłą nadciągającą znad Frisco, do którego można się stąd dostać autem, ale lepiej szybkim katamaranem. Jednak tęsknota za Polską stała się dla Agnieszki i Pawła silniejsza niż malownicze, zapierające dech widoki, a kontakt z rodziną nabrał większego znaczenia, gdy na świecie pojawiła się córeczka Antonia. Decyzję o powrocie ułatwił też fakt, że nie musieli rzucać z dnia na dzień zatrudnienia, bo praca zdalna pozwoliła im zachować dotychczasowe posady i uniknąć dodatkowej, zawodowej rewolucji. O przeprowadzce Agnieszka mówi rzeczowo, bez zbędnego dramatyzmu, jak ktoś, kto w swoim życiu zmieniał już adresy, kraje, kontynenty i jest oswojony z tym, że „wszystko płynie”. Należy też do pokolenia, które szybko przekonało się, że mieszkać i pracować można w każdym zakątku świata.

Mieszkanie pełne pamiątek

Przeprowadzka zbiegła się z okresem pandemii, wiele ustaleń i dyskusji dotyczących projektu odbywało się więc online. Zarówno tę niedogodność, jak i wynikające z sytuacji opóźnienia Agnieszka przyjęła ze stoickim spokojem. Przyznaje jednak, że nieoceniona była świetna komunikacja z architektkami. Kamila Chojnowska i Kasia Putka z pracowni INSIDEarch zaproponowały drobną zmianę w układzie funkcjonalnym, łącząc zbyt ciasną sypialnię z oddzielną garderobą w jedno przestronne pomieszczenie. Potem można było oddać się przyjemnościom aranżacji przestrzeni, a była to gra szalenie radosna, choć niełatwa. Żoliborskie mieszkanie musiało spleść wiele wątków. Miało być kolorowe, nieco mieszczańskie, w dobrym paryskim stylu i trzeba było znaleźć odpowiednie miejsce dla sporej kolekcji zgromadzonej przez właścicieli sztuki oraz meksykańskich pamiątek. Agnieszka ma słabość do Ameryki Środkowej i kultur indiańskich. W Kalifornii zresztą mieszają się wpływy niesione przez hiszpańskich kolonizatorów i meksykańską historię. Pierwszą stolicą tego stanu było San Jose, w którym właściciele też przez jakiś czas mieszkali, a następnie Vallejo, nazwane tak na cześć jednego z najwybitniejszych rdzennych synów stanu, meksykańskiego generała Mariano Guadalupe Vallejo. Właścicielom zależało na wygodnej wyspie kuchennej. Wyzwaniem była ograniczona przestrzeń i fakt, że kuchnia jest częścią salonu. Architektki wymyśliły zgrabną i elegancką bryłę z nietypowym jednostronnym zaobleniem. Wykończona marmurowym blatem i ryflowanym fornirem jest prawdziwym majstersztykiem. Jej formę i materiał powielają również zaprojektowane przez Kamilę i Kasię komoda pod galerią obrazów oraz regał w sypialni. Te piękne i dyskretne meble nikną nieco w miętowym blasku prawdziwego imperatora. Przepastny regał tworzący w salonie ścianę koloru sam w sobie przyciąga wzrok, a dodatkowo tworzy mocne tło do ekspozycji oryginalnych przedmiotów, których nie brak właścicielom. Są tu meksykańskie maski, czaszki i cmentarzyk obok francuskich lamperii i cokołów z mosiądzu, grafiki Mogu Takahashi na wzorzystych tapetach, poduszki w etniczne wzory i parkiet w jodełkę w odcieniu tabaki (idealny odcień znaleziono w showroomie Baranowscy Studio). Sofa i łóżko zostały wykonane na zamówienie, według projektu architektek w Rafek Meble. Dzięki tej mieszance powstała wyjątkowa, bardzo osobista przestrzeń, w której czuć życie, pasje mieszkańców oraz odwagę i swobodę w otaczaniu się przedmiotami nieoczywistymi.

 

Zdjęcia Yassen Hristov
Stylizacja Patrycja Rabińska
Projekt wnętrza: INSIDEarch