Zamiast różdżki Jette Frölich używa nożyczek albo lasera. Nie ma skrzydeł i nie potrafi działać tak szybko jak czarodziejki w bajkach, które zmieniają za jednym dotknięciem dynię w karetę. Za magią, którą tworzy, kryje się jednak wielka precyzja i niezwykła wyobraźnia. Duńska artystka od ponad pół wieku opowiada ażurową baśń, która najpiękniej brzmi w Boże Narodzenie.
Dunka z wielką starannością tworzy maleńkie światy pełne skrzydlatych wróżek, elfów i aniołków. Jej łyżwiarki w zimowych strojach tańczą w powietrzu niczym na lodzie. Drobne postaci powstają z cienkich arkuszy metalu lub papieru: białego, pastelowego albo metalizowanego złotkiem lub sreberkiem. Są prawie tak lekkie jak piórko, dlatego to drgają, to wirują delikatnie przy podmuchu powietrza. Duńska artystka łączy fantazję i precyzję – jej dłonie potrafią perfekcyjnie wyciąć to, co wymyśli głowa. Niezależnie od tego, czy koronkowe cudeńka przedstawiają postaci, śnieżynki czy wiotkie girlandy kwiatów, wszystkie poruszają wrażliwą strunę w dzieciach i tych, którzy w głębi serca na zawsze pozostają dziećmi. Jest w tych przedmiotach staroświecka elegancja i biżuteryjna ozdobność. Jest poetycki romantyzm i tęsknota za przeszłością. Bo mały świat, który nieprzerwanie wycina Jette Frölich, pozostał spokojny, bajkowy i niewinny, choć ten, w którym żyjemy, zmienił się bardzo i niebezpiecznie przyspieszył.