Nie liczyła już na to, że będzie mieć blisko do teatrów, kin, muzeów, restauracji i parków. Marzyła o mieszkaniu w starej kamienicy z historią i wysokimi sufitami, ale takich w Warszawie jest
niewiele. Te monumentalne przedwojenne stoją głównie na Filtrach i w kilku kwartałach Śródmieścia. I jeszcze na Pradze-Północ, ale to już nie centrum. Iwona Kowalczyk razem z mężem szukali swojego domu prawie trzy lata. Po tym jak dwa razy ktoś przebił ich ofertę, Iwona zwątpiła i nawet nie miała ochoty oglądać tego, w którym mieszka. Poszła tam po namowach męża. I natychmiast zakochała się w wysokości wnętrza (3,70 m) i gigantycznych oknach w salonie. Nie przeraził jej nawet remont generalny, którego wymagało to wnętrze, i prace z konserwatorem, bez którego nie można było nic tu ruszyć.

Kamienica została wybudowana w 1912 roku i jest wpisana do rejestru zabytków. Iwona wiedziała od razu, że musi oddać mieszkanie w ręce osoby, która ma doświadczenie w projektowaniu przestrzeni w takich kamienicach. Wybrała Zofię Wyganowską , bo spodobał się jej minimalistyczny styl projektantki i dbałość o detale. Współautorką projektu jest  Agata Melerska. Na 86 mkw. znalazły się salon otwarty na kuchnię, sypialnia, duży hol i gabinet, który pełni też funkcję pokoju gościnnego. Ten ostatni był dużym wyzwaniem, bo nie miał okna. – Musieliśmy go doświetlić. Zofia zaproponowała ogromne okno z łukiem, które teraz jest jedną z największych ozdób mieszkania. Z mosiężnymi wykończeniami i welurowymi zasłonami robi niesamowite wrażenie – opowiada właścicielka.

Innym niełatwym tematem były drzwi wejściowe. Nieszanowane, nieremontowane przez lata, a dodatkowo obite blachą przez poprzednich właścicieli. Nie nadawały się do odnowienia. Odtworzył je mistrz rzemiosł artystycznych Zbigniew Laskus. Kiedy zaczynał swoją pracę zawodową, po Nowogrodzkiej jeździły bryczki konne, a za swoje zasługi otrzymał medal Prezydenta RP. Najdłużej właściciele wybierali lampy. Te do łazienki przyleciały z Nowej Zelandii. Były robione na zamówienie w małej rodzinnej manufakturze. Iwona długo też szukała obrazów Kuby Słomkowskiego, młodego artysty z warszawskiej ASP. – Kiedyś podczas rozmowy z Zofią okazało się, że się znają, a jego pracownia znajduje się dosłownie kilka przecznic od naszego mieszkania. Umówiliśmy się z nim. Spędziliśmy przemiłe przedpołudnie w jego pracowni i wyszliśmy z kilkoma obrazami, które stały się kropką nad i całego wystroju mieszkania – opowiada Iwona. Po przeprowadzce właściciele sprzedali
samochód i korzystają z uroków życia w centrum. – Jesteśmy blisko miasta i ludzi. Teraz w kapciach mogę zejść do ulubionej restauracji – uśmiecha się.