Trzy pierwsze skojarzenia ze słowem „stylista"? Czerwony dywan, Hollywood, celebryci. Ale pomoc modowych ekspertów nie jest już zarezerwowana tylko dla gwiazd. I wcale nie musi kosztować fortuny. Na współpracę z personal shopperami, którzy doradzą klientom w zakupach, coraz częściej decydują się sklepy i multibrandowe galerie handlowe. Butiki amerykańskiej marki J.Crew zatrudniają nawet tzw. VPS (very personal stylist, czyli bardzo osobisty stylista). Są oni dostępni również poza godzinami otwarcia sklepu, a w razie potrzeby dostarczą wybrane looki bezpośrednio do domu zainteresowanego.

W Polsce na razie za tak spersonalizowaną pomoc trzeba dodatkowo zapłacić. Za to w wielu centrach handlowych można umówić się na bezpłatną konsultację ze stylistą. Wystarczy wypełnić formularz na stronie internetowej. W to mi graj. Niedawno zrobiłam przegląd szafy. Wyrzuciłam z niej wszystko, co za duże, za małe i nienoszone dłużej niż rok. Okazało się, że moje zakupowe decyzje nie trzymały się żadnych zasad logiki. Owszem, mam mnóstwo ubrań, ale w zmultiplikowanej wersji: niemal jednakowe białe i czarne T-shirty, dżinsowe rurki, skórzane kurtki, bomberki, sukienki boho. Bardzo je lubię, ale chciałabym trochę urozmaicić swoją garderobę. A żeby znowu nie iść tą samą ścieżką i nie wybierać podobnych rzeczy, postanawiam poprosić o pomoc ekspertów z trzech warszawskich centrów handlowych. Muszę jednak uzbroić się w cierpliwość — pierwszy wolny termin dopiero za dwa tygodnie. Potem dowiem się, że i tak miałam szczęście, bo w najbardziej gorących okresach (początek wiosny i jesieni) na konsultację czeka się nawet ponad miesiąc.

Pierwsze spotkanie: Galeria Mokotów

Punktualnie o 12 czeka tam na mnie Adam Chowański. Będzie do mojej dyspozycji przez półtorej godziny. Uśmiechnięty, otwarty, od razu przechodzi na „ty", przeprowadza ze mną krótki wywiad i proponuje, żebyśmy najpierw spojrzeli na przecenione rzeczy. Zaczynamy od Zary. — To już ostatnie dni wyprzedaży, a fajnie upolować za połowę ceny coś, co można nosić też w nowym sezonie — puszcza do mnie oko. Z prędkością światła przebiera między wieszakami i po chwili znajduje dla mnie plisowaną spódnicę w odcieniu metalicznej zieleni z nowej kolekcji (podobne lansowała na tę wiosnę Victoria Beckham), a do niej przecenioną ultrakrótką bomberkę zapinaną pod szyją na suwak i lakierowane mokasyny. Trochę się krzywię, bo spódnica ma trudną długość 3/4. Okazuje się jednak, że w duecie z bomberką świetnie podkreśla talię i nie skraca nóg. — Nosisz czasem upięte włosy? — pyta stylista. Przecząco kręcę głową. — Spróbuj. Z niedbałym koczkiem na głowie i długimi kolczykami ten look będzie nowoczesny i trochę retro — mówi, po czym przynosi mi przezroczystą koronkową suknię maksi. Bardzo mi się podoba, ale trochę się boję, że będę w niej wyglądać jak postać z „Rodziny Addamsów". — Nie, jeśli włożysz do niej ciężkie rockowe buty, pod spód halkę, a na wierzch narzucisz krótkie futerko albo skórzaną ramoneskę — uspokaja mnie Adam. Po tę ostatnią idziemy do Mango. — Mają tam na wyprzedażach świetne skóry — zapewnia, po czym przynosi mi kilka modeli. — M jest za duża, spróbuj S — podaje mi mniejszy rozmiar. — Szew ramienia nie powinien wychodzić poza linię barków. Wiele osób dopiero od stylisty dowiaduje się, jaki naprawdę ma rozmiar — tłumaczy. Po cichu cieszę się, że nie jestem wyjątkiem.

Ciekawi mnie, kim są osoby, które korzystają z jego pomocy. — Większość jest w wieku 30 plus. Dobra wiadomość jest taka, że zgłasza się coraz więcej mężczyzn, głównie z branży IT, którzy nie chcą już chodzić tylko w bluzach i flanelowych koszulach. Celem wielu ludzi jest uzupełnienie lub odświeżenie szafy. Rzadko kończy się na jednym spotkaniu. Ale nie ma wymogu kupowania, niektórzy chcą się po prostu dowiedzieć, w czym dobrze wyglądają — tłumaczy. — Najpierw próbuję wybadać potrzeby, poznać temperament danej osoby, jej styl życia, rodzaj pracy, dowiedzieć się, na ile możemy sobie pozwolić na ekstrawagancję. Niektórzy mają sprecyzowane odpowiedzi, zwłaszcza kobiety, od razu mówią, że potrzebują np. dwóch ołówkowych spódnic do biura. Wtedy moja rola ogranicza się do poszukiwacza — znam rozkład galerii, wiem, gdzie co znaleźć. Największym wyzwaniem są dla mnie ci, którzy nie wiedzą do końca, czego chcą. Określamy budżet, pytam, jakie marki kto lubi, jakie kolory. Preferowane to czerń, granat, szarość i biały. Zwykle namawiam, aby trochę je ożywić, dodać mocniejszy akcent kolorystyczny. Chodząc z klientem po sklepie, od razu tworzę w głowie zestawy. Wiele osób kupuje pojedyncze rzeczy i potem nie wiedzą, jak je nosić — mówi Adam. Przyznaje, że stara się wybierać to, co nietuzinkowe. — Ale też poskramiam zapędy, udowadniam, że mniej znaczy więcej i że wcale nie trzeba dużo wydawać, by mieć ciekawą garderobę.