Brazylijskie pośladki
Moje odczucia... Skuszona tym, że zamiast spędzić wiosnę z Chodakowską i wylewając siódme poty na rzeźbieniu brazylijskiej pupy, można załatwić temat kilkoma wizytami w gabinecie, zapisałam się na serię drenujących zabiegów z ultra­dźwiękami. Efekt push-up miał być widoczny już po pierwszym razie. Kosmetyczka głowicą emitującą ultradźwięki masowała mi skórę na udach i pośladkach, zmieniając siłę nacisku. Zabieg przypominał endermologię. Skóra zrobiła się po nim lekko zaróżowiona. Ale choć z natury jestem szczupła i aktywna, do efektu sterczącej brazylijskiej pupy było daleko. Po dwóch zabiegach zrezygnowałam z kolejnych prób. 

Zdaniem eksperta... – Nie ma się co oszukiwać: urządzenie do ujędrniania ciała nie działa jak magiczna różdżka – mówi kosmetolog z Centrum Laseroterapii i Modelowania Sylwetki „Elite”, Wioletta Kaniewska. – Żeby osiągnąć pupę J.Lo, jest potrzebny skalpel chirurga albo mniej inwazyjne, ale wymagające systematyczności ćwiczenia i zabiegi w gabinecie. O kształcie pośladków decydują kształt i rozbudowanie mięśnia, ilość i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej oraz kondycja skóry i tkanki łącznej. Jeśli mamy wyćwiczone mięśnie, z całą resztą poradzimy sobie w gabinecie. Kiedy kształt pośladków jest zdeformowany przez miejscowy nadmiar tkanki tłuszczowej, możemy zadziałać laserem diodowym lub ultradźwiękami (2–6 zabiegów w miesięcznych odstępach). Jeśli przeszkodą jest opadająca skóra lub cellulit, można zastosować masaż podciśnieniowy i fale radiowe, akustyczne lub elektromagnetyczne albo laser diodowy 915 nm (seria około 10 zabiegów, najlepiej 2 razy w tygodniu). Fale te pobudzają włókna kolagenu i elastyny, zagęszczają i ujędrniają wiotką skórę. Jeśli po kuracji nadal nie widać efektów, może to oznaczać, że wykonano za mało zabiegów, że sprzęt był nie dość efektywny albo że tkanki tłuszczowej jest zbyt dużo i mięsień jest pod nią schowany – tłumaczy kosmetolog. 

Farba jak makijaż
Moje odczucia... Kolor włosów zmieniam dwa razy do roku. Wiosną decyduję się na dość jasne odcienie, jesienią – na brązy. Skutki uboczne? Żółtko na głowie zamiast platyny (efekt przechodzenia z ciemnego brązu do platynowego blondu), burak zamiast różu (rezultat testowania farby na zbyt dużej ilości złotych refleksów) czy oliwkowa zieleń zamiast obiecanego brązu (to z kolei rezultat eksperymentu fryzjerki po nałożeniu brązu na platynę). Ale największym nieporozumieniem ­była „czekolada”, znikająca po dwóch myciach głowy! Ponieważ sporo zapłaciłam za ten zabieg, wróciłam do salonu z reklamacją. Fryzjerka oznajmiła, że jestem dopiero trzecią osobą, której włosy nie chwyciły koloryzacji z olejkami. I nałożyła mi farbę bez olejków, za to amoniakiem. Ta pokryła je w całości i nie zmyła się przez długie tygodnie.

Zdaniem eksperta... – Profesjonalna farba bez amoniaku nadaje się do pokrycia siwych włosów, przyciemnienia ich i rozjaśnienia. Obecność olejków pełni funkcję antyoksydacyjną i ochronną i nie wpływa negatywnie na utrzymanie się pigmentów we wnętrzu włosa – wyjaśnia Karolina Chodzeńska, trenerka marki Davines z salonu Zwierzenia Grzebienia. Dlaczego więc u mnie ta koloryzacja się nie sprawdziła? – Wypłukanie się pigmentu z włosów zależy od wielu czynników, np. od ich porowatości – wyjaśnia. Moje, jak na kręcone przystało, są porowate z natury. Wszystko jasne. – Ważne jest też profesjonalne przeprowadzenie usługi w salonie, a w domu odpowiednia pielęgnacja. Niezbędnik to maska do włosów koloryzowanych, która zamyka łuskę, chroniąc przed uszkodzeniami i utratą pigmentu – dodaje ekspertka.

Uczulenie na znieczulenie
Moje odczucia... Moja skóra uwielbia pilingi dermatologiczne. Z kolei na mezoterapię zdecydowałam się dopiero po 32. roku życia. Pani doktor przyszła do gabinetu spóźniona, więc zastosowała szybciej działające turboznieczulenie zamiast klasycznego kremu z lidokainą. Efekt? Po 20 minutach poczułam pieczenie na twarzy. Po zmyciu znieczulenia moja twarz była mocno zaczerwieniona, ale doktor postanowiła, że i tak wykona mezoterapię. Niestety – podczas nakłuwania ­skóra była tkliwa i obolała, a przez tydzień po zabiegu przypominałam purchawkę. 

Zdaniem eksperta... – Klasyczne znieczulenie kremem z lidokainą zwykle jest dobrze tolerowane przez pacjentów, ale wymaga dłuższego pozostawienia na skórze (30–60 minut). Istnieją też inne substancje stosowane w zewnętrznym znieczuleniu, jak np. tetrakaina czy ksylokaina. Często są one stosowane w wyższych stężeniach i dlatego mogą skutkować powstaniem rumienia i reakcją alergiczną – tłumaczy mi dermatolog z kliniki Nova Derm, dr Monika Serafin. Od tego czasu miałam kilka zabiegów ze znieczuleniem i taka sytuacja się na szczęście nie powtórzyła. Nauczyłam się jednak, że zawsze warto powiedzieć o każdej historii związanej z alergiami, a jeśli coś w trakcie zabiegu boli, piecze lub wywołuje dyskomfort, należy to niezwłocznie zgłosić lekarzowi. Wiem też, że jako pacjentka mam swoje prawa i mogę w każdym momencie zrezygnować z zabiegu.

Brwi jak malowane
Moje odczucia... Na microblading zdecydowałam się dwa lata temu. Bez podkreślonych brwi mam rozmyte rysy twarzy, a na wakacjach, przy 30-stopniowym upale albo gdy robię sobie dzień bez makijażu, ciężko jest myśleć o kredce do brwi czy pomadzie. Zabieg został wykonany perfekcyjnie. Moje brwi wyglądały bardzo naturalnie. Były mocne, wyraziste, szerokie i miały świetnie dobrany kolor, więc nie przytłaczały rysów twarzy. Czułam się piękna w saunie, a nawet pod wodą. Po roku zauważyłam jednak, że brwi zbladły, a ich brązowy odcień zmienił się w pomarańczowy. Dziś muszę się sporo napracować, żeby to ukryć makijażem. 

Zdaniem eksperta... – Poprawnie wykonany makijaż permanentny wymaga odświeżenia po mniej więcej półtora-dwóch latach. Pigment ma prawo się odbarwić, ale nie zawsze się to dzieje. Efekt pomarańczowych brwi to skutek wybarwienia się koloru, jeśli zaś brwi są różowe, to nic innego jak blizny! – mówi mi certyfikowana linergistka Paulina Osinkowska. – Microblading jest inwazyjny i trwały, a proces usuwania źle wykonanego zabiegu bywa bardzo długi. Dlatego decyzja o nim powinna być przemyślana, a linergistka dokładnie sprawdzona. Poza tym istotny jest nie tylko przebieg ­samego zabiegu, lecz także to, co robimy po nim. Zabiegi, takie jak kwasy czy lasery, mogą zmienić kolor brwi – dodaje ekspertka. Ale i tak microblading to zabieg, z którego efektu przez ponad rok byłam bardzo zadowolona i chętnie bym go powtórzyła, nawet w tym samym gabinecie.