Za mądra dla głupich, a dla mądrych zbyt głupia. Zbyt ładna dla brzydkich, dla ładnych za brzydka. Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda” – śpiewała ponad 15 lat temu Kasia Nosowska w piosence „Cudzoziemka w raju kobiet”. Z jej słowami utożsamiała się niejedna zakompleksiona nastolatka outsiderką, która padła ofi ara złosliwych komentarzy koleżanek. Niestety, przesłanie Nosowskiej pozostaje aktualne do dziś. To, co inne, wciąż budzi agresję – również ze strony kobiet, wymierzona w inne kobiety, ich ciała, wygląd. W wersji wirtualnej przeradza się w hejt: jeszcze bardziej bezpardonowy i jadowity. Ale nie bezkarny. Bo na przeciwległym biegunie jest wiara w to, że dziewczyny powinny trzymać się razem, wzajemnie wspierać. Bez względu na wagę, rozmiar stanika, kolor skóry czy stosunek do depilacji.


AWANTURA O PACHY


O tym, jak wciąż nośne (i_potrzebne) jest hasło „girl power”, świadczy burza wokół kalendarza „Miss World”, stworzonego przez Arete Szpurę i Karolinę Słotę z duetu Local Heroes wspólnie z fotografka Zuza Krajewska. Zamiast modelek czy celebrytek wystapiło w nim 12 „zwykłych niezwykłych” dziewczyn, m.in. dwukrotna medalistka paraolimpiady w Rio De Janeiro Alicja Fiodorow. – Chcemy pokazać, że piękno przybiera najrózniejsza postać. Nie trzeba mieć blond włosów, niebieskich oczu, idealnych proporcji. Każdą z naszych miss jest wyjątkową. Kocha siebie i czuję się piękna – tłumacza autorki kalendarza. Projekt „Miss World” wywołał lawinę komentarzy w mediach społecznościowych, m.in. na fanpage’u ELLE. Tych pozytywnych, w których internautki dziękowały dziewczynom za inspiracje i odwagę w przełamywaniu stereotypowego wizerunku piękna. Ale też hejterskich, opublikowanych bez cienia skrępowania pod własnym nazwiskiem. Najwięcej kontrowersji wzbudziło zdjęcie Anastazji Bernad, która pozuję z ciążowym brzuszkiem, w okragłych okularach i z nieogoloną pachą. „Dziwne”, „Harry Potter w ciąży z owłosionymi pachami”, „Ohyda”. Co ciekawe, większość negatywnych komentarzy pisały własnie dziewczyny. Z kolei mężczyźni, równiez udzielający się pod postem, często stawali w obronie bohaterek i autorek kalendarza. „Kobiety są piękne w każdym wydaniu, a najbardziej w tym, kiedy czują się dobrze same z sobą. Dziwi mnie, że oceniacie siebie nawzajem. Przecież wspólnie walczycie o to, żebyście czuły się wolne” – napisał jeden z internautów. Głos w dyskusji na fanpage’u ELLE zabrała też autorka zdjęć, Zuza Krajewska. „Dziewczyny! Czy Wy lubicie  Dziewczyny? Naprawdę nie musicie i nie powinnyście wyglądać tak samo! Pozwólcie sobie na naturalność, na akceptację, na cieszenie się sobą każdą inaczej. (…) Co, jeśli Twoją Córeczka nie ogoli sobie pach i nie wysmaruje brwi na czarno? Nie wypcha ust hialuronem jak Ty? Co, jeśli Ci powie: »Mamo, lubię siebie taka«? Dajcie wolność, akceptację i lubcie to. Niech Kobiety szanują Kobiety” – napisała na Facebooku. Według Zuzy hejt w sieci jest prymitywną reakcją na nieznane. – Hejtujemy coś, czego nie rozumiemy, co kojarzy nam się z czymś groźnym, obcym, innym – wyjaśnia. Jej zdaniem w tym przypadku zadziałało myślenie stereotypami rodem z męskich gazet, w których jedyne słuszne piękno to wydepilowana, mocno umalowaną dziewczyna o słodkiej urodzie. – Zdjęcie Anastazji zaprzecza tej formułę, ale nie jest nieseksowne, o czym świadczą również wpisy chłopaków. Tyle że promuje seksowność naturalna. Dziewczyny, które mieszkają poza Polska, oburzone reagują we wpisach na to „oburzenie”, które my nazwałyśmy „pachagate”. Piszą np.: „Dlaczego nie możemy być ładne, zadbane, z absolutnie doskonałym ciałem jak to Anastazji tylko dlatego, że lubimy nosić śmieszne oprawki i mieć włosy pod pachami?” – mówi fotografka.