Włoska moda celebruje kobiece ciało, zamiast je głodzić – głosi jeden z napisów na wystawie „The Glamour of Italian Fashion 1945-2014” w Victoria and Albert Museum. Na jego widok uśmiechają się wszystkie kobiety. Młoda studentka, która każdy z eksponatów szkicuje w notesie, matka z małą córeczką, dwie staruszki trzymające się pod rękę. Przypominam sobie kampanie duetu Dolce & Gabbana. Słoneczna Sycylia, uśmiechnięta Monica Bellucci przy stole zastawionym serami, wędlinami, winem. Zuzanna Bijoch na piaszczystej plaży, ubrana w rozkloszowaną czerwoną sukienkę z dużymi złotymi kolczykami na uszach. Pamiętam, jak Zuzanna opowiadała o powstawaniu tej kampanii. – Domenico i Stefano zabierali nas do wspaniałych restauracji, byśmy koniecznie poznali wszystkie smaki Sycylii – mówiła. A ja przed oczami miałam inny plan zdjęciowy, na którym jedna z producentek nerwowo poganiała modelkę przy obiedzie: „Chyba już się najadłaś, prawda?”, choć na talerzu wciąż było pełno jedzenia. Włosi nie martwią się tym, jak ubrania będą leżeć. Szyją je tak, by niezależnie od rozmiaru leżały dobrze. Miesiąc temu pomagałam przyjaciółce wybrać suknię ślubną. Chociaż na co dzień zachwycamy się francuskimi markami, obie wiedziałyśmy, że skończy się na Valentino. Bo choć cenimy londyńską ekstrawagancję, paryski szyk czy nowojorski minimalizm, to gdy chcemy wyglądać po prostu pięknie, a nie jedynie „interesująco”, włoscy projektanci nigdy nie zawodzą. W ich ubraniach wygląda się kobieco, zgrabnie, po prostu zjawiskowo.

MINIMALIZM I PRZEPYCH
Chociaż Włosi są jednym narodem, uwielbiają celebrować różnice między regionami – w kuchni, w języku, kulturze. Włoska moda jest tak różnorodna jak sam kraj. Od sycylijskiego przepychu Dolce & Gabbana i Donatelli Versace, mediolańskiej minimalistycznej elegancji Giorgio Armaniego i Salvatore Ferragamo po artyzm rodem z Florencji na wybiegach Valentino, Marni i Prady. I chociaż ich projekty są od siebie odległe estetycznie, wiele je łączy. Przede wszystkim zamiłowanie do eksperymentów. Nawet w kolekcji tak klasycznej marki jak Max Mara na sezon jesień–zima 2014/2015 tweedowe żakiety i ołówkowe spódnice zestawiono z lakierowanymi koszulami w kolorze pudrowego różu i złota. Kreatywność to podstawa. – Włoska fantazja w modzie ma podłoże historyczne i kulturowe – tłumaczy kuratorka Sonnet Stanfill w publikacji towarzyszącej wystawie. – Za czasów Mussoliniego moda była poddana silnej cenzurze. Faszyści używali jej jako narzędzia propagandy. Chcieli, by była ujednolicona, oddawała istotę zjednoczonego państwa. – Rząd przyznawał ordery za modę „zgodną z włoskim duchem”. Dostało je tylko kilku krawców, reszta nie chciała się podporządkować. Dla nich moda stała się narzędziem walki. Swój bunt manifestowali ubraniami – dodaje Stanfill. Poza kreatywnością włoskich krawców łączy jeszcze parę kwestii. Zamiłowanie do kobiecej sylwetki, doskonałej jakość tkanin i perfekcyjnego wykonania. – To wiedza i kunszt przekazywane z pokolenia na pokolenie – tłumaczą w jednym z filmów prezentowanych na wystawie Pierpaolo Piccioli i Maria Grazia Chiuri, dyrektorzy kreatywni marki Valentino. Wywiad z nimi przeplatają ujęcia z pracowni. Krawcowe skrupulatnie zszywają delikatne kawałki jedwabiu. Kolorowymi nićmi haftują na tkaninie róże, ozdabiają je błyszczącymi kamieniami. – Niezależnie od rozwoju technologii we Włoszech zawsze będziemy najwyżej cenić szycie ręczne. To tradycja i pasja, którą mamy we krwi. Tworzymy modę bliską człowiekowi, a nie bezdusznej maszynie – dodają Piccioli i Chiuri.

Włoska moda - Czytaj dalej>>