Od kilku lat na całym świecie przeżywamy boom na kosmetyki oparte tylko na naturalnych składnikach. Uważnie czytamy etykiety w recepturach produktów pielęgnacyjnych w poszukiwaniu parabenów, silikonów czy alkoholu. Konsument jest coraz bardziej świadomy i unika preparatów, które zamiast nawilżać powodują przedwczesne starzenie się skóry. Na dodatek, okazuje się, że opłaca się prowadzić tego typu biznes oparty na transparentności, jak podają amerykańskie media, sektor z organicznymi kosmetykami wart jest już ponad 13 miliardów $. Firmy kosmetyczne poszły już o krok dalej i teraz sprawdzają właściwości kolejnych roślin i to nie tylko tych hodowlanych. Pod lupę wzięto te dotąd rosnące dziko i ma małych farmach.

Wildcrafted Beauty, bo tak nazywa się ten trend, a raczej gałąź związana z kosmetykami naturalnymi to kolejny poziom wtajemniczenia, a także znacznik odróżniający marki od pozostałych producentów. "Natura nie zawsze jest dzika, ale dzikie zawsze jest naturalne" - powiedziała Jill Munson, współzałożycielka marki Wildling w rozmowie z Fashionista.com. Czym w takim razie jest dokładnie "wildcrafted beauty"? Ten termin odnosi się do składników roślinnych, które wyrosły w swoich naturalnych siedliskach - nie są specjalnie hodowane w szklarniach. To kolejny pomysł na zrównoważony rozwój i sprzedaż produktów jakościowych, ale na mniejszą skalę. Wspiera się ekologiczne rolnictwo i małych dostawców. Wychodzimy z masowych plantacji na rzecz dziko rosnących roślin, które musiały uodpornić się na coraz trudniejsze warunki wegetacji. Dzięki temu ich prozdrowotna moc jest większa - przekonują producenci specjalizujący się w produktach do pielęgnacji w wersji "wild". Dlaczego to tak ważne? Rośliny rosnące dziko, które nie są codziennie podlewane i nawożone, muszą sobie poradzić z tymi samymi problemami, co nasza skóra, m.in. ostrym słońcem czy niską wilgotnością. Do produkcji takich kosmetyków wykorzystuje się m.in. rumianek, arnikę, szałwię, mniszek lekarski, rokitnik i jagody Goji (np. marka Akar Skin ściąga je tylko z Tybetu!), olej kokosowy, czy kwiat dzikiej róży. "Naturalne składniki po obróbce mogą częściowo stracić swoje składniki aktywne, takie jak antyoksydanty, za to te dziko rosnące (lub na małych farmach, przyp. red.) nie zawierają w sobie żadnych chemikaliów, więc ich potencjał na skuteczność jest większy" - przyznała prof. dermatologii Mona Gohara z Yale School of Medicine w rozmowie z amerykańskim magazynem Allure.

Niestety jest pewien minus tej pięknie brzmiącej idei. Zebranie wszystkich składników potrzebnych do stworzenia kremu czy toniku może potrwać nawet kilka miesięcy, dlatego przeważnie ceny takich produktów są znacznie wyższe niż innych tego typu. To nie oznacza, że chodzi tylko o robione ręcznie od "a" do "z" toniki czy serum. Produkty "wildcrafted" mogą zawierać też syntetyczne komponenty oraz wyselekcjonowane składniki konserwujące, które nie tylko wzmocnią działanie kosmetyku, ale i sprawią, że będą bezpieczne i nie zepsują się po kilku dniach od pierwszego użycia. Które zatem marki specjalizują się w "wildcrafted beauty"? Poznajcie najpopularniejszych producentów i produkty, w które warto zainwestować. 

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Wildcrafted Organics, Wild Berry Honey Cleanse, 89$

Wildcrafted Organics założyła zielarka i dietetyczka Nicole O'Sullivan, chcąc wykorzystać prozdrowotne właściwości roślin w codziennej pielęgnacji. Większość "dzikich" komponentów zawartych w szklanych opakowaniach (Miron Violet) pochodzi z jej rodzinnej Australii, gdzie panują ekstremalne warunki, i jak założycielka marki przekonuje, dzięki temu stężenie silnych bioaktywnych substancji jest wyższe niż w podobnych składnikach uprawianych na plantacjach w innych częściach świata. 

Polecany przez wielu kosmetyk do mycia twarzy o działaniu złuszczającym ma w swoim składzie organiczny miód z dzikich kwiatów, "najczystszą" glinkę z Nowej Zelandii, a także płatki hibiskusa oraz pochodzące z Chile jagody Maqui. Oczyszcza, nawilża i rozświetla skórę.

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Weleda, wygładzający krem na noc z dziką różą, 84 zł

Uwielbiamy markę Weleda za krem Skin Food w zielonym opakowaniu (używa go m.in. Victoria Beckham i Rosie Huntington Whiteley), ale w ofercie producenta znajdziemy jeszcze sporo innych godnych uwagi kosmetyków. Warto też przyjrzeć się linii produktów zawierających dziką różę. Są to: krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy, olejek w ampułkach i olejek w szklanej butelce.

Ten pięknie pachnący składnik w formie oleju pobudza komórki do odnowy i regeneracji - zwalcza pierwsze zmarszczki i uelastycznia skórę. W składzie znalazł się też olejek z wiesiołka, wyciąg z rozchodnika wielkiego, skrzypu i mirry.

Najlepsze niemieckie kosmetyki. Kremy do twarzy, serum nawilżające i przeciwstarzeniowe, olejki do ciała. Te marki uwielbiają kobiety na całym świecie >>

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Akar Skin, Balance Toner, 55$

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Akar Skin (@akarskin) Mar 13, 2020 o 10:01 PDT

Na oficjalnej stronie producenta ten tonik ma już prawie 300 pozytywnych opinii! Balance Toner od Akar Skin poleca m.in. amerykański magazyn Allure. "Delikatnie wnika w skórę, zapewniając jej głębokie nawilżenie, poprawia jej elastyczność, jednocześnie utrzymując pH na optymalnym poziomie" - obiecuje producent. W czerwonej butelce zawarto kwas salicylowy z kory białej wierzby, ekstrakt z kwiatu szafranu, z róży i kwiatu Neroli, a także wyciąg z fermentacji bakterii Lactobacillus oraz Leucidal Liquid, czyli oparty na przeciwbakteryjnych peptydach naturalny płynny konserwant pochodzenia roślinnego.

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Furtuna Skin, serum Porte Per La Vitalità, 185$

Zmniejsza obrzęk, wyrównuje koloryt, nawilża, koi, a nawet daje efekt liftingu. To bestsellerowe serum od Furtuna Skin dodatkowo wzmacnia właściwości witaminy C, więc można je spokojnie łączyć z tym składnikiem. W tej eleganckiej buteleczce znajdziemy organiczną dziką cykorię (zawiera witaminy, beta-karoten i przeciwutleniacze, wspiera naturalną syntezę kolagenu), białą pokrzywę (koi i ożywia szarą cerę, zmniejsza widoczność porów) oraz farbownik lazurowy (potocznie nazywany "naturalnym botoksem" składnik chroni przed stresem środowiskowym i pomaga ukoić skórę). 

Współzałożycielką Furtuna Skin jest Agatha Lucza, była balerina i modelka, która współprowadzi również przedsiębiorstwo Bona Furtuna, zajmujące się wytwarzaniem organicznej oliwy z oliwek. Znaczna część składników zawartych w kosmetykach rośnie na sycylijskiej farmie należącej od kilku pokoleń do rodziny jej męża.

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Monastery, Rose Glycolic Gel, 74$

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Monastery (@monasterymade) Maj 21, 2020 o 10:25 PDT

Za marką Monastery stoi Athena Hewett, amerykańska kosmetolożka z greckimi korzeniami. Pielęgnacji uczyła ją najpierw babcia, specjalizująca się w holistycznych recepturach, a gdy Athena założyła swój gabinet oferowała klientom zabiegi oparte na naturalnych kosmetykach. Potem powstały produkty Monastery, w których znajdziemy takie składniki jak nasiona Ambrette (nasiona piżmianu, jedyny piżmowy zapach naturalnego pochodzenia, bardzo trudny do zdobycia do zdobycia), szałwia muszkatołowa, róża damasceńska, grejpfrut, jaśmin wielkokwiatowy, jaśmin sambac (inaczej wielkolistny), lawenda, magnolia, maliny, drzewo różane, czy szałwia.

Rose Glycolic Gel zwany XX zawiera aż 10% stężenie kwasu glikolowego (wytwarzany jest z papai i trzciny cukrowej) oraz wodę różaną. Polecany do prawie każdego typu cery. Wygładza zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia i walczy z trądzikiem.

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Tata Harper Clarifying Cleanser, 309 zł

"Tata, stworzyła supernaturalne kosmetyki, które zdobyły serca blogerów, dziennikarzy, ale przede wszystkim Klientów" - możemy przeczytać w opisie marki. Coś w tym jest bo prawie każda osoba, która zacznie używać produktów tej marki, potem już nie chce wrócić do innych kosmetyków. Clarifying Cleanser polecany jest osobom ze skórą tłustą i problemami trądzikowymi. Oczyszcza, koi i subtelnie matuje, a to za sprawą złuszczających enzymów opuncji kwiatowej, odżywczej chlorelli oraz dzikim jagodom jałowca (szyszkojagodom).

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Eir, Active Face Wash, 20$

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Eir NYC (@eirnyc) Sty 12, 2020 o 3:50 PST

Eir to marka, która powstała na Brooklynie, a jej założycielką jest Jun Lee. Amerykanka od lat jest wielką fanką sportu, m.in. surfuje i trenuje boks, a pomysł na własne kosmetyki zrodził się, gdy Jun dochodziła do siebie po kontuzji. W ofercie brandu znajdziemy kosmetyki do twarzy i ciała, a inspiracją do stworzenia ich receptur była... kuchnia koreańska. Produkty zawierają dziko rosnące uzdrawiające zioła oraz olejki eteryczne.

W płynie do mycia twarzy "Active Face Wash" zawarto takie komponenty jak pochodzące z Ghany "African Black Soap" zawierające popiół z roślin afrykańskich i suszone skórki owoców (polecane osobom zmagającym się z trądzikiem), a także antyspetyczny i kojący olejek Ylang Ylang, olejek eteryczny z róży i geranium (wspomagają proces regeneracji skóry) oraz rumianku (wyrównuje koloryt skóry).

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Alpyn Beauty, PlantGenius Melt Moisturizer, 60$

Nie znajdziemy tu składników z Australii, Azji, czy Ameryki Południowej. W recepturach kosmetyków Alpyn Beauty wykorzystywane są głównie rośliny rosnące w górach Jackson Hole (Wyoming). Na ten pomysł wpadła Kendra Kolb Butler, była mieszkanka Manhattanu z 20-letnim doświadczeniem w branży beauty. Amerykanka początkowo stworzyła te kosmetyki wyłącznie dla swoich klientek w Alpyn Beauty Bar, właśnie w Jackson Hole, gdzie przeniosła się w 2015 roku i to nie tylko z powodu poszukiwania świeżego powietrza i pięknych widoków, ale też ze względu na męża i synka.

W tym mocno nawilżającym kremie przeciwzmarszczkowym znalazł się roślinny Bakuchiol (działa jak retinol!), a także kwas hialuronowy, ceramidy, oliwa z oliwek, kwas linolowy, kokos, olej z pestek moreli, skwalan, wąkrotka azjatycka, witamina C, aloes i kwas glikolowy oraz PlantGenius® Complex, czyli dzika arnika, dziki rumianek, nagietek, szałwia i ogórecznik lekarski.

Kosmetyki w trendzie "Wildcrafted Beauty": Edible Bauty, No.3 Exotic Goddess Ageless Serum, 57$

To kolejna marka rodem z Australii, specjalizująca się w wegańskich i ekologicznych kosmetykach. W ich recepturach nie znajdziemy toksyn, czy glutenu, a produkty nie były testowane na zwierzętach, co więcej, są bezpieczne dla kobiet w ciąży.

Serum No. 3 nazwane jest eliksirem młodości - nadaje blask, ujędrnia, zmniejsza widoczność linii oraz poprawia stan cery. Jak to możliwe? A to za sprawą śliwki Kakadu i Aceroli, naturalnych źródeł witaminy C oraz kwasu hialuronowego.