Pierwszy raz sfabrykowałam orgazm z najprzystojniejszym kolegą z roku. Dosłownie padliśmy na jego łóżko podczas pełnej napięcia dyskusji o gramatyce porównawczej. W trakcie wyczułam, że traci zainteresowanie, więc czym prędzej odegrałam orgazm, żeby powstrzymać całkowity spadek jego formy. Nie udało się. Gdy moja pseudoekstaza się skończyła, osunął się na łóżko. – Wybacz, nie wiem, co się ze mną dzieje. Ścisnęło mnie w gardle. Obok mnie był facet, który był wcieleniem męskiej atrakcyjności. I właśnie się ode mnie odsuwał.

To był początek serii udawanych orgazmów. Nigdy nie przyszło mi na myśl, by oszukiwać swojego pierwszego chłopaka; razem odkrywaliśmy własną seksualność. Nasze poszukiwania w moim pokoju, gdy byliśmy uczniami ogólniaka, były entuzjastyczne i ostatecznie udało nam się znaleźć sposób, abym osiągała orgazm podczas „prawdziwego seksu”. Nie było to ani szybkie, ani proste, ale skuteczne. Gdy było już po wszystkim, opadałam na jego tors spocona i roześmiana. On zdawał się cenić mój orgazm w równym stopniu co ja sama. Szczęka mu opadała, gdy dochodziłam. Udawanie byłoby okrutne. Zresztą jak mogłabym odegrać coś, czego jeszcze nie przeżyłam?

Kłamałam w łóżku coraz częściej. Szczególnie po tym, jak zakończyłam związek z przystojnym kolegą z roku. Przy każdym kolejnym łóżkowym spotkaniu nie chciałam ryzykować upokorzenia i obnażenia związanego z wyartykułowaniem swoich potrzeb. Nie ma mowy. Takie tłumaczenie sugerowałoby, że wiem dokładnie, co działa, a co nie. Nie wierzyłam, że mam jasność w kwestii orgazmów, i jednocześnie byłam przekonana, że ta jasność jest niezbędna, aby mój partner mógł uprawiać gorący seks.

Choć miałam feministyczne przekonania, obawiałam się męskiego odrzucenia. Skoro nie mam orgazmu, może on pomyśli, że jestem oziębła lub sfrustrowana? Internetowe porno nauczyły mnie, że seksowne kobiety szczytują zaraz po zrzuceniu stringów, a ja chciałam być uwodzicielką: agresywną, nienasyconą i bez zahamowań. O ironio, żeby uciec przed stereotypową kobiecą biernością, wybierałam udawany entuzjazm zamiast autentycznego przeżycia.

Kolejny chłopak dotykał mnie pewnej nocy tak gorliwie, że zaczęło to boleć. Zamiast poprosić go, by był delikatniejszy, zaczęłam głośniej jęczeć. Stwierdziłam, że to szybszy sposób, by ból minął. Nawet krople krwi na jego wykrochmalonej białej pościeli nie przekonały mnie, że czas znaleźć nowy sposób komunikacji. Gorzej: w następnych latach zaczęłam udawać nawet wielokrotne orgazmy. Sądziłam, że jestem jedną z tych kobiet, dla których orgazm jest prawie nieosiągalny, ale i bez niego seks jest świetny. Poza tym bycie mistrzynią udawanego orgazmu dawało mi poczucie siły. Jak doświadczony dyrygent podnosiłam poziom dramatyzmu swoich występów aż do kulminacji. Po niej następowało kwilenie, wprawiające w zachwyt moją jednoosobową publikę. – Z tobą czuję się jak nastolatek, który pierwszy raz zobaczył „Playboya” – mówił jeden z nich.

Wychowałam się na porno internetowym, podobnie jak moi partnerzy. Żaden z nich nie widział nic podejrzanego w szybkości ani spektakularności moich reakcji. Żaden z nich nie zapytał, czy aby nie koloryzuję zanadto.

Ale gdy wyznałam to swoim przyjaciółkom, były zdumione: – Dlaczego robiłaś coś, czego nie lubiłaś? – Bo jednak było to bardzo przyjemne! Poza tym wierzyłam, że orgazmy są rzadkością, więc przekonywanie faceta, że było mi kosmicznie dobrze, nie wydawało się takie złe. Może nawet zasługiwałam na pochwałę za hojność? Stałam się swego rodzaju świętą, męczennicą w imię męskiej przyjemności.

Przespałam się z Karolem, gdy miałam już spore doświadczenie w oszukiwaniu. Nie robiłam dla niego wyjątków. Ale zanim się zorientowałam – byłam w nim zakochana. Chciałam przeżyć z nim szczere intymne chwile, o cholernym orgazmie nie wspominając. Tylko że bardzo wysoko postawiłam sobie poprzeczkę.

Pewnej nocy Karol z podziwem wyszeptał: – Kochanie, dochodzisz tak łatwo. Miałam kulę w gardle. Jak mogę go oszukiwać? Chciałabym powiedzieć, że wyznałam mu prawdę, ale tak nie było. Zamiast tego przyswoiłam sobie trochę zwrotów z tantry i zaczęłam go kusić jeszcze lepszymi orgazmami, które można osiągnąć, jeśli para trochę zwolni. Był zachwycony.

Prawdziwe orgazmy pojawiły się mniej więcej wtedy, kiedy powiedziałam mu, że go kocham. Tak jakby moja maszyna do rozkoszy została podłączona do właściwego gniazdka. Kiedy nie wychodziło, zamiast uciekać się do starych metod, zaczynałam po prostu mówić o tym, co sprawiało mi przyjemność. Szczęśliwe zakończenie przestało być z góry ustalone, ale smakowało lepiej. Teraz moje orgazmy wydają mi się cudem.

CZY GRA W ŁÓŻKU MA SENS?

Dlaczego kobiety odgrywają rozkosz? Czy mężczyznom tak bardzo zależy na orgazmach? Odpowiada psycholog i seksuolog Andrzej Gryżewski.

elle Dużo kobiet udaje orgazmy?

Andrzej Gryżewski Z badań wynika, że około 60 proc. Często przyczyną jest brak zrozumienia różnic między seksualnością kobiet i mężczyzn. Kobieta myśli, że powinna mieć orgazm tak samo szybko, często i niezależnie od warunków jak partner. Gorzej, jeśli tak myśli mężczyzna. Miewam takie przypadki. Mężczyzna skarży się, że żona jest oziębła, a w rzeczywistości on nawet o nią nie zadbał.

elle Czy to zjawisko staje się coraz bardziej powszechne?

A.G. Myślę, że tak, wynika to z frustracji kobiet. Często nie mają one z kim porównać swoich doświadczeń, nie rozmawiają o nich z koleżankami. Jeśli do tego mają jedynego partnera słabo znającego ars amandi, mogą nabrać przekonania, że coś z nimi nie tak, skoro nie mają orgazmów w trakcie stosunków. Miałem pacjentkę, która przez wiele lat miała słabe orgazmy i była z nich zadowolona. Kiedy zaczęła oglądać filmy pornograficzne, zobaczyła, że tamte kobiety krzyczą, wiją się itp. Popadła w silną frustrację.

elle Właśnie – porno. Dla autorki to jedyne źródło edukacji.

A.G. Porno jest dla osób, które mają doświadczenie w seksie realnym. Poza tym robi dużo złego, jeśli ktoś nie jest świadomy, że to bajka dla dorosłych. Promuje szkodliwe mity: że kobieta reaguje równie szybko jak mężczyzna, że najsilniejszym bodźcem jest penetracja, liczą się częste zmiany pozycji, a najważniejszy jest rozmiar i kształt członka. Nic dziwnego, że przy takich wzorcach kobieta czuje się sfrustrowana i woli udać orgazm.

elle Bo boi się odrzucenia, tak jak autorka tekstu?

A.G. To na pewno jeden z głównych motywów: strach przed etykietą oziębłej kochanki. Ale chodzi też o zadowolenie z siebie, o pochwałę.

elle Dlaczego jeszcze udajemy?

A.G. Wiele kobiet robi to, by w ten sposób przyśpieszyć orgazm partnera i mieć stosunek szybciej z głowy. Tak zresztą postąpiła autorka tekstu, gdy stosunek sprawiał jej ból.

elle Mężczyźnie łatwo poznać, że kobieta udaje orgazm?

A.G. Dla większości mężczyzn jest to niemal niemożliwe. Reakcje takie jak przyśpieszony oddech czy przytulanie się są dla niego sygnałem, że orgazm był.

elle Można się tego oduczyć?

A.G. Jeśli przyczyna tkwi w kobiecie, w jej zahamowaniu psychicznym, to terapia może pomóc. Jeśli problem jest ma partner, może być trudniej.

elle Powiedzieć partnerowi, że się oszukiwało?

A.G. Taka informacja może załamać mężczyznę. Rozsądniej jest skłonić go do poszukiwań prawdziwego orgazmu. Powiedzieć: – Kochanie, ostatnio ciężej mi się podniecić, może coś z tym zrobimy? Mężczyźni lubią wyzwania.

elle Kobieta powinna przyjść do specjalisty sama czy z partnerem?

A.G. Nie ma jednej recepty. Często pacjentka leczy się sama, a partner nie zauważa, że tym razem ona przeżywa prawdziwy orgazm.

 

Jeśli udajesz, bo... chcesz dobrze wypaść 

Seks to nie zawody, każda para przeżywa go inaczej. Nie porównuj się z aktorkami z porno.

 seks cię nie cieszy 

Zgłoś się do seksuologa. Wiele kobiet orgazmów uczy się podczas terapii.

 brak ci uczucia

Bez tego trudno o pełną satysfakcję. Kobiety potrzebują bezpieczeństwa i bliskości.

Źródło: magazyn ELLE