A gdybyśmy miały wybrać tylko jeden gadżet? Taki, który idealnie wpisze się w naszą wieczorną rutynę - zrelaksuje i przygotuje nas na absolutny beauty sleep? Zapytałyśmy o niego Annę Salomon - kosmetologa, współwłaścicielkę Skin Concept i największą fankę gadżetów do pielęgnacji, jaką znamy.

Który z urodowych gadżetów powinien znajdować się zawsze na naszym stoliku nocnym?

Anna Salomon: Ja wieczorną pielęgnację traktuję jako chwilę tylko dla siebie, z której nigdy nie rezygnuję. Jako kosmetolog wiem, że tylko regularność przynosi trwałe rezultaty, dlatego żeby dać sobie jak najwięcej korzyści i przyjemności, wykonuję rytuał, który przynosi ukojenie nie tylko skórze, ale i relaksuje zmysły przed snem. Gua sha to płytka do masażu, która wywodzi się z tradycyjnej medycyny chińskiej. Jest niewielka, więc mogę zabrać ją ze sobą w każdą podróż (nawet tę samochodem do pracy, żeby zafundować sobie szybki odświeżający masaż przed spotkaniem służbowym), a do tego jest poręczna, więc bardzo łatwo wykonać nią masaż samodzielnie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez A N N A S A L O M O N (@aniasalomon) Lip 13, 2020 o 1:26 PDT

Na rynku dostępne są różne rodzaje płytek, ale ja zdecydowałam się na gua sha wykonaną z krzemienia pasiastego. Podobnie jak w przypadku kosmetyków, liczy się dla mnie skład. Krzemień jest naturalnym kamieniem, który jak sama nazwa wskazuje, zawiera krzem. Sprawdza się idealnie w pielęgnacji cery wrażliwej, skłonnej do podrażnień i trądziku. Dzięki niemu skóra nie tylko wygląda świetnie po zabiegu, ale również szybciej się regeneruje. Mój rytuał trwa dosłownie kilka minut, a jego efekty są spektakularne. Dokładnie oczyszczoną skórę spryskuję tonikiem lub hydrolatem, a następnie nakładam na nią olejek, który ułatwia masaż. 

Jak wygląda taki masaż? 

Anna Salomon: Masaż zaczynam od udrażniania węzłów chłonnych – to obowiązkowy punkt programu, dzięki któremu wspomagamy eliminację toksyn i złogów z organizmu. Następnie, delikatnie przytrzymując skórę, wykonuję długie, powolne pociągnięcia gua sha w górę twarzy. Zaczynam od szyi, przez linię żuchwy, policzki, bruzdę nosowo-wargową, okolice oczu, brwi oraz czoło. Każdy obszar masuję ok. 5 pociągnięciami płytki, wykańczając poszczególne etapy odprowadzeniem limfy do węzłów chłonnych.

Zarówno przytrzymywanie skóry jak i ruchy masujące są delikatne, szczególnie w okolicach oczu. Nie szarpię, nie zadaję sobie bólu. To moment okazania sobie i swojemu ciału czułości, wyciszenia. Kiedy skończę masaż obu stron twarzy, kontynuuję pielęgnację, nakładając ulubione kremy. Całość zajmuje mi ok. 5 minut. Skóra jest widocznie dotleniona, bardziej napięta, obrzęki znikają, a cenne składniki kosmetyków lepiej się wchłaniają. Po takim szybkim zabiegu rano wyglądam jak po cudownie przespanej nocy, nawet jeśli moje córeczki pozwoliły mi jedynie na 5 godzin snu.  

Kamień gua sha - gdzie kupić? 

Stacjonarnie dostaniecie je m.in.w Skin Concept, a online zamówicie ze strony innych polskich marek. W sklepie internetowym Easy Livin' znajdziecie gua sha wykonany ręcznie z wysokiej jakości różowego kwarcu, który nazywany jest także kamieniem miłości. Crystallove ma w swojej ofercie szeroki wybór surowców - znajdziecie tam płytki stworzone m.in. z ametystu (kamienia harmonii i relaksu), oczyszczającego kryształu górskiego i z fluorytu tęczowego (kamienia oczyszczającego aurę). Gua sha z różowego kwarcu kupicie także online na stronie marki Veoli Botanica