O to, czego w dzisiejszych czasach oczekujemy od miłości, pytamy dr. Cezarego Żechowskiego, psychiatry i psychoterapeuty, współorganizatora konferencji "Psychoterapia i miłość romantyczna". Sprawdzamy, jak dziś kochają Polki.

ELLE: Czym jest miłość romantyczna? Nie pasuje mi do dzisiejszych kobiet. Kojarzy się z „Romeem i Julią”, naiwnością...

Dr. Cezary Żechowski: Miłość romantyczna to synonim zakochania. Cechuje się wysoką selektywnością - jedna osoba zakochuje się w drugiej, uważa ją za absolutnie wyjątkową i nie do zastąpienia przez kogokolwiek. To odróżnia miłość romantyczną od pożądania seksualnego, które można odczuwać do wielu osób. Aż 80 proc. zakochanych deklaruje, że od seksu ważniejsza jest bliskość ukochanej osoby. 

Wciąż stać nas na romantyzm jak 20 lat temu? Nie stajemy się cyniczni? 

Miłość romantyczna ma się dobrze - wciąż się w sobie zakochujemy. Zmienia się to, jak miłość ewoluuje. Teoretycznie miłość zmierza ku wytworzeniu więzi partnerskiej: trwały związek, wspólne mieszkanie, planowanie dzieci, bliskość fizyczna i psychiczna. Dziś jednak coraz częściej się to zmienia. W naszym ośrodku nazwaliśmy to „nie-związkami”. Kobieta i mężczyzna mieszkają razem lub nie, spotykają się, spędzają wspólnie czas, prowadzą życie seksualne, ale mówią, że to tylko pewien układ, że tak naprawdę nie chcą się z sobą wiązać. Czekają na kogoś innego? Przyczyn jest wiele. Bywa, że kobieta albo mężczyzna boją się zależności, którą kojarzą jako rezygnację z siebie, czasem są pochłonięci pracą i sądzą, że związek zniszczy im karierę. A praca daje im poczucie bezpieczeństwa.

Praca, a nie drugi człowiek?!

Dokonuje się zmiana. Nierzadko się zdarza, że kobieta chce mieć dzieci, ale nie chce męża. Tym kobietom związki nie dają poczucia bezpieczeństwa. Bywa też, że osoba ma wielu partnerów, np. mężczyzna chce mieć i żonę, i kochankę. 

Kocha je obie?

Nie wiem, czy to miłość. Bycie z dwiema kobietami jest dla niego wygodne. Z jedną partnerką ma stabilizację, z drugą silne emocje. Zdarza się, że w przypadku porażki w związku z kochanką chce, aby żona była dla niego przyjacielem i pocieszała go. 

Okropne! Zdradzamy dziś częściej czy po prostu dziś trudniej ukryć zdradę?

Dawniej tłumiliśmy popędy, np. w XIX wieku trudniej było otwarcie mówić o seksualności. W efekcie u kobiet częściej występowały zaburzenia konwersyjne, somatyzacje czy tzw. histeria. Dziś mamy problem z nadmierną impulsywnością, brakiem zahamowań i tłumienia. Kobiety częściej cierpią na zaburzenia borderline, zaburzenia odżywiania. 

Co tam XIX wiek, mam wrażenie, że takiej intensywności tych zaburzeń nie było i dwie dekady temu...

Dziś kultura każe nam wciąż konsumować, także doznania. To bardzo zmieniło nasze życie. Młode kobiety i mężczyźni mówią, że już wszystko przeżyli. Intensywne doświadczenia seksualne, substancje psychoaktywne, silne emocje doprowadziły do jakiegoś rodzaju wypalenia. Ludzie ci poszukują wciąż nowej, silnej stymulacji: seksu, narkotyków, alkoholu, skoków na bungee, kompulsywnych zakupów, są uzależnieni od internetu, seriali, diety itp. 

Także internetowego seksu? 

Również. Choć coraz częściej spotykam kobiety, które nawiązały z mężczyzną relację przez internet, ale nie chcą go spotkać na żywo. Czekanie na wiadomość dostarcza ekscytacji. A na żywo czar może prysnąć. Można „wyklikać” nową miłość. Są kobiety i mężczyźni, którzy bardzo często się zakochują. Błyskawicznie jest seks, związek, rozstanie i wszystko powtarza się z kolejną osobą. Wygląda to jak promiskuityzm…

Tylko wygląda?

Takie zachowania mogą być żałobą po utracie partnera, zdradzie, porzuceniu. Kiedy nie udaje się go odzyskać, pojawia się rozpacz, złość, a potem chaotyczne, nieselektywne poszukiwanie kontaktów. Kobieta znieczula się mężczyznami? Znieczula i rani. Ciągle poznaje kogoś, chodzi na randki, wraca z nich rozbita. Wiele czasu spędza na szukaniu partnera, ale to nie prowadzi do stworzenia bezpiecznej relacji, której pragnie.

Bo zawsze coś nie pasuje? Buszuje wśród mężczyzn tak jak wśród półek z towarem w supermarkecie?

To buszowanie to trochę inna sytuacja, ale równie częsta. Prof. Bauman mówi, że droga od sklepu do śmietnika się skróciła. Konsumujemy i wyrzucamy. Także ludzi. Mamy dziś wielkie oczekiwania wobec partnerów. Bywa, że traktujemy się nawzajem tak jak towar w sklepie: „Ta koszula nie, ta sukienka nie, ta nie, ta tak…”. Wydaje się nam, że wystarczy wpisać kryteria do wyszukiwarki internetowej i już bezpiecznie można się zakochać. Internet stwarza sytuację, że fantazje
trudniej zweryfikować na podstawie realności drugiego człowieka. Zakochujemy się nieświadomie także w kimś, kogo nigdy nie widzieliśmy, jednak proces budowania więzi wymaga czegoś więcej, musi być osadzony w rzeczywistości, a nie w iluzji, na ogół przebiega stopniowo i wymaga czasu. 

To w jakim kierunku zmierza miłość?

Będzie mniej związków partnerskich, a więcej nie-związków. Wiele singielek chodzi dziś na terapię. Czy miłość mogłaby im ją zastąpić? Zdarza się, że kobieta jest w terapii i gdy się zakochuje, to objawy, z którymi chciała sobie poradzić, zanikają. Myśli wtedy: „Co ja tu właściwie robię?!”. No, ale na ogół problemy pozostają, bo zakochanie się nie jest remedium na wszystko, ale znam kobiety, które spotkały odpowiedniego mężczyznę i którym pomógł on poradzić sobie z traumą. 

A może psychiatrzy i farmaceuci stworzą tabletkę na zakochanie i odkochanie?

To załatwiłoby wiele problemów. Myślę, że tak może być, choć nie zadziała to aż tak radykalnie, że dziewczyna połknie tabletkę i zakocha się w chłopaku ze zdjęcia, które przed nią stoi. Wiemy już np., że oksytocyna wpływa na skłonność do wczuwania się w uczucia drugiej osoby. Włączamy ją w leczenie osób z borderline. Niestety, okres jej półtrwania jest krótki, więc np. kobieta z borderline musiałaby się co chwilę inhalować. Dlatego na tabletkę na odkochanie się i zakochanie musimy jeszcze poczekać. 

Tekst: Agnieszka Sztyler-Turovsky