Plastik w oceanach jest już smutną normą

Aż 8 milionów ton plastiku pływających rok do roku w oceanach, 46 miliardów plastikowych butelek rocznie zużywanych w samej Unii Europejskiej, 60 ciężarówek wypełnionych śmieciami, które lądują co godzinę w zbiornikach wodnych na całym świecie... Zatrważające statystyki dotyczące zanieczyszczenia środowiska przez plastik możemy przytaczać bez końca, podobnie jak i to, ile rozkłada się plastik (od 100 do 1000 lat). Samo przedstawienie danych jednak nic nie zmieni, bo kluczowe jest tutaj działanie, dlatego nasze ulubione cool girls, którym nie jest obojętny los planety, zapytałyśmy o to, jak ograniczyć plastik na co dzień.

Co możemy zrobić, by nie utonąć w oceanie plastiku? Czym go zastąpić? Czy naprawdę go potrzebujemy? Swoje sposoby na zmniejszenie jego użycia zdradziły nam Areta Szpura, Marta Dymek, Ola Bąkowska, Anna Pięta, Zofia Zborowska, Marta Dyks i Kasia Wągrowska. Możecie śmiało brać z nich przykład.

Parlament Europejski zatwierdził zakaz sprzedaży plastikowych słomek i sztućców>>

Marta Dymek - wegańska kucharka, autorka książek kucharskich i bloga Jadłonomia: 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Marta Dymek (@jadlonomia) Lis 20, 2016 o 6:13 PST

Wierzę w to, że aby zmniejszyć ilość produkowanego przez nas plastiku, warto działać na dwa sposoby – jako indywidualna jednostka oraz jako część wspólnoty. To znaczy zarówno starać się zmienić coś w swoich codziennych nawykach, jak i zastanowić się, co można zrobić w ramach wybranej wspólnoty: osiedlowej, miejskiej, regionalnej. Sposobów na indywidualne zmiany znacie na pewno bardzo dużo, ale moim ulubionym jest własne, składane pudełko na jedzenie, które mam przy sobie zawsze – zwłaszcza w podróży! Dzięki niemu nie muszę kupować obiadu na wynos w styropianowym pudełku, a niedojedzony w biegu obiad mogę łatwo zabrać ze sobą. Do takiego pudełka pakuję też przekąski na drogę: marchewkę, ogórki, pastę z fasoli, kawałek ciasta – dzięki czemu nie muszę kupować gotowych przekąsek w sklepie na dworcu.

Ale jak już podjadam te marchewki w pociągu, to staram się znaleźć chwilę na sprawdzenie, czym zajmują się teraz największe ekologiczne organizacje w Polsce, na podpisanie jednej z petycji śmieciowych, na przelanie kilku złotych na cele statutowe wybranej fundacji albo na przeczytanie, którzy politycy angażują się w temat plastiku na poważnie. Lubię pamiętać, że jestem nie tylko konsumentką, ale też obywatelką.

Areta Szpura - ekologiczna aktywistka:

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Areta Szpura (@areta) Wrz 6, 2018 o 5:12 PDT

Moje plastikowe must not są bardzo proste, ale dlatego też skuteczne. 

1. Butelka na wodę. Najbardziej lubię te metalowe, bo długo trzymają temperaturę. 

2. Kubek na kawę. Uwielbiam Keep Cupy za ich wygląd i prostotę. Używam ich też czasami jako pojemnik na smoothie, lody czy lemoniadę.

Mam też kilka różnych termosów w zależności od okazji i potrzeby. Poza tym staram się zawsze mieć coś w aucie do jedzenia, jakby mnie nasza ochota na coś po drodze. 

3. Łyżkowidelec. To mój sposób na uniknięcie jednorazowego plastiku albo i jakiegokolwiek surowca jedząc na mieście. Idealnie sprawdza się w podróży. 

4. Unikam jednorazowych kosmetyków w hotelach, staram się brać ze sobą z domu, ewentualnie przelewam z większego do małego wielorazowego podróżnego opakowania. Mój faworyt to szampon w kostce

5. Zamawiając cokolwiek oczywiście proszę bez słomki.

6. Woreczki. Zawsze staram się mieć chociaż jeden przy sobie. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą. Kupując bułkę, jabłko czy pakując coś, czego nie zdążyłam zjeść na śniadanie, w drogę. 

7. Łazienka to kopalnia ekologicznych zamienników. Bambusowe szczoteczki do zębów. Metalowa maszynka do golenia z wymiennymi wkładami. Pasta w aluminiowej tubce. Mydło w kostce zamiast żelu pod prysznic. Krem od lokalnej firmy, która oferuje refill. 

Zosia Zborowska - aktorka:

Przede wszystkim pij wodę z kranu. Jeśli ktoś się boi, to może zrobić sobie badania wody w swoim domu albo nabyć filtr. Kupowanie wody w plastikowych butelkach powinno być zakazane. Pokochaj bambus - pałeczki do uszu, szczoteczka do zębów, kubek na kawę czy szmatka do demakijażu. I zawsze miej przy sobie sztućce wielorazowego użytku, słomkę i torbę na zakupy (moja słomka i torba są również bambusowe).

Ola Bąkowska - autorka bloga o odpowiedzialnej modzie: 

Staram się żyć tak, żeby być w zgodzie z tym, co jest dla mnie ważne i wypowiadając się na temat odpowiedzialnego biznesu i konsumpcji, móc spojrzeć sobie w twarz. Żeby to, co robię i na co wydaję pieniądze, było możliwie jak najbardziej odpowiedzialne. Moje sposoby, które można wdrożyć na co dzień:

1. Nie mieć na telefonie aplikacji do zakupów on-line, ale jeśli ich potrzebujemy to polecam aplikacje do zakupów second hand jak Shpock, Depop, Gumtree, Allegro, Ebay etc. Większość rzeczy, które kupuję, są z drugiej ręki - od słuchawek, przez meble, po (oczywiście!) ubrania i zazwyczaj nabywam je w sklepach stacjonarnych, dzięki czemu nie dostaję do domu dostawy plastiku, a mogę wykorzystać wielorazowa torbę na zakupy.

2. Mam swoją butelkę na wodę, kubek na wynos i bambusowe sztućce - mieszkam w Londynie, a tutaj to niezbędnik! Za każdym razem, gdy kupujemy jedzenie, ktoś nam poda do niego plastikowy widelec... Sztućce spokojnie można nosić w piórniku albo kosmetyczce.

3. Robię swój krem nawilżający i tonik! Mam problemy ze skóra i używałam na prawdę dużo kremów do skóry atopowej. Wielu z nich nie da się zastąpić, ale to mnie nie powstrzymało. Kupiłam kilka naturalnych składników (masło shea itd) oraz kremy w szklanych opakowaniach i dzięki temu mogę ograniczyć ilość jednorazowych opakowań w swojej kosmetyczce. Przepisy na kosmetyki znajdziecie na blogu Czarszka.

Marta Dyks - modelka:

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Marta Dyks (@martadyks) Kwi 16, 2018 o 8:41 PDT

1. Dla mnie podstawą są butelki wielorazowego użytku oraz własne torby na zakupy. Nie wymaga to wielkich poświęceń, bo to po prostu jednorazowy zakup takich przedmiotów. Są to czynności, które wykonuje każdy, jest to proste, praktyczne. Warto zaczynać od tych podstawowych spraw. 

2. Odmawiam przyjmowania w perfumeriach i drogeriach próbek w gotowych saszetkach. Jeśli bardzo czegoś potrzebuję, przynoszę swój słoiczek, plastikowe małe pudełeczko. Takie, którego później używam wielokrotnie, np. podróżując tylko z bagażem podręcznym przekładam tam potrzebną ilość kremu.

3. Linie lotnicze są wielkim problemem w temacie plastiku. Latam ze swoją butelką lub jeśli korzystam z pokładowego plastikowego kubeczka, to pilnuję go, żeby nie został mi zabrany po jednym użyciu. Cały lot korzystam z tego samego. Jeśli nie możemy uniknąć czegoś całkowicie, to chociaż minimalizujmy. 

4. Słomki i patyczki do lodów? Nawet Ryan Gosling w "Crazy, stupid, love" twierdził, że to słabe. Jeśli nie myślisz o planecie, to pomyśl o tym, jak wyglądasz pijąc przez słomkę.

5. Zakupy odzieżowe. Staram się ograniczać. Jeśli jednak kupuję to z głową albo coś, co posłuży na lata - klasyki, dobra jakość lub sklepy vintage.

Kasia Wągrowska - autorka książki „Życie zero waste” i bloga ograniczamsie.com:

Gdy zaczęłam moją drogę w stronę zero waste, wykonałam domowy audyt śmieciowy. Sprawdziłam, ile odpadów generuje moja rodzina, i okazało się, że plastiku jest niestety najwięcej. Kosz zawsze był pełen butelek po wodzie mineralnej, pudełek po jogurtach, butelek po mleku, foliowych siatek i grubszych folii po serach i wędlinach. Dlatego z plastikiem postanowiłam się rozprawić w pierwszej kolejności. 

Butelkowaną wodę mineralną zamieniłam na... kranówkę. Kupiłam dzbanek z filtrem, ale w domu nie boję się pić wody prosto z kranu - polska kranówka jest zdatna do picia i nie powinniśmy się jej bać. Mleko kupuję w szklanych butelkach albo w kooperatywie spożywczej (klubie zakupowych zrzeszającym lokalnych wytwórców i odbiorców) czy na targu do butelek zwrotnych, prosto od rolnika.

Jogurty wybieram w szklanych słoiczkach, niektóre markety mają je w swojej ofercie, podobnie - znów - jak poznańska kooperatywa spożywcza. Umiem też zrobić jogurt sama, w domu -  to wcale nie jest trudne!

Przełamałam swoją nieśmiałość i zaczęłam kupować ser i wędliny do własnych wielorazowych pojemników (mięsa już nie jem, ale 2 lata temu jeszcze je kupowałam). Okazuje się, że większość sklepów nie ma nic przeciwko, a niektóre markety wręcz chwalą się możliwością takich zakupów. Teraz mam to już we krwi, a w miejscach, do których chodzę z własną siatką, wszyscy wiedzą, jak zapakować mi produkty. Warzywa i owoce pakuję do własnych, również wielorazowych, woreczków z tkaniny. Najlepiej wybierać te cienkie lub zrobione z siatki, by jak najmniej ważyły. 

Zrezygnowałam z kosmetyków pakowanych w plastik: zamiast szamponu w butelce używam tego w kostce, zamiast żelem pod prysznic myję się mydłem w kostce, pakowanym w przyjazny środowisku mały kartonik albo robię swoje mydło w domu. Nauczyłam się też wytwarzać proste domowe kremy do twarzy, a zamiast kilku kosmetyków w plastiku do demakijażu stosuję olej albo samą wodę i wielorazowe płatki kosmetyczne. Zmian w moim życiu jest wiele w każdym jego aspekcie. Zawsze staram się szukać alternatyw do produktów w plastikowych opakowaniach i - jak się okazuje - jest tego całkiem sporo!

Anna Pięta - współtwórczyni podcastu MUDA Talks, strateżka ds. zrównoważonej mody:

1. Najważniejsze poza własną torebką (to już raczej dla wielu osób oczywiste) były plastikowe butelki. Mam swoją metalową od półtora roku i dopełniam kranówką - jak pomyślę, że kiedyś codziennie kupowałam butelkę wody w plastikowym PET używanym przez maks 2 h, a potem wyrzucanym, to aż mnie oblewa zimny pot i złość. W sumie przez półtora roku, licząc codziennie jedną butelkę, wychodzi, że nie zużyłam ich około 500 sztuk, więc skoro dziś na świecie zużywa się około 1 milion butelek plastikowych na minutę, to przy najmniej wiem, że nie dokładam się do tego stosu. 

2. Kubek na kawę. Ja jestem straszną kawoszką i często piłam kawę "na mieście", łapiąc kubek na wynos. Tego też zużywamy bezmyślnie miliony ton i większość (z uwagi na nadruk, tłoczenia etc.) też nie podlega recyklingowi. Nie wspomnę już o plastikowych przykrywkach. Więc to kolejny element mojego stałego zestawu miejskiej nomadki. 

3. Pojemniki typu "menażka" na jedzenie na wynos czy swój obiad, który biorę do pracy. Pojemniki na ogórki na wagę czy torebki na bakalie na wagę. Warzywa i owoce zawsze kupuję luzem. 

3a. Nie zamawiam też jedzenia do domu ani diet pudełkowych, wszystko to plastik i styropian, który nie podlega recyklingowi, najczęściej jest palony i wraca do nas w powietrzu. 

4. Kosmetyki to trudność spora, ale waciki w plastikowym opakowaniu zamieniłam na myjkę wielorazową do twarzy (po tym jak się zużyje - 2/3 m-ce używam jej do wycierania kurzu). Do ciała - tylko mydło w kostce, pakowane w kartoniki i to samo do włosów, są już szampony w kostce (nie ma już problemów z dostępem czy jakością). Ja mam bardzo wrażliwą skórę głowy, a to którego używam nic mi nie robi i starcza na miesiąc. Dezodoranty kremy i peelingi kupuję tylko w szklanych słoiczkach, które potem można zwrócić, od różnych polskich marek (głównie PURITE) i tym się w sumie głównie kieruję przy wyborze kosmetyków.

Ważny jest aspekt, czy to jest przyjazne zwierzętom, ale dla mnie równie ważny jest aspekt szeroko pojętej  przyrody i środowiska, któremu może to szkodzić. Wydaje mi się, że wiele marek eko jeszcze tego nie rozumie, że nie wystarczy, że coś jest wegańskie. 

5. Środki czystości zamieniłam na ocet i sodę, a proszki staram się kupować tylko w papierowych pudełkach, ale daleko mi do ideału i robienia swoich detergentów. Natomiast wolę próbować robić ciągle coraz lepiej niż postanawiać, że będę królową zero waste, bo wtedy nic nie zrobię. Ważniejsze jest, żeby wiele osób robiło chociaż małe kroki w tym temacie niż kilka osób, które robią wszystko idealnie. Ludzie muszą uwierzyć, że powinni zacząć dziś od siebie, bo to wydaje się najmniejszy wpływ ale jedyny jaki realnie mamy tu i teraz. Nie należy czekać aż ktoś inny zrobi to za nas, bo też ktoś "inny" to właśnie ja albo Ty, to my.