Trudno nie zauważyć, że coś jest na rzeczy. Najpierw literackiego Nobla dostał Bob Dylan, a sekretarz nagrody, Sara Danius, porównała go do Homera i Safony. W opowiadaniu „Now More Than Ever” Zadie Smith odnosi się do Kanye Westa, nazywając go jednym z poetów naszych czasów. Jim Jarmusch bohaterem swojego ostatniego filmu „Paterson” uczynił kierowcę autobusu, który w każdej wolnej chwili układa wiersze (napisane przez prawdziwego poetę Rona Padgetta). Niedługo potem zachwycaliśmy się polskim filmem „Serce miłości” z Justyną Wasilewską w roli głównej. Gra postać autentyczną, jedną z najoryginalniejszych twórczyń polskiej sceny artystycznej, 25-letnią Zuzannę Bartoszek. Poetka i performerka dzięki filmowi zyskała odrobinę więcej popularności, ale przede wszystkim – historia jej i jej związku z poetą Wojciechem Bąkowskim okazała się świetnym tematem na film. Nawet Dorota Masłowska swoją najnowszą książkę „Inni ludzie” napisała rymem. Prawda jest jednak taka, że w rozpowszechnieniu poezji w dzisiejszym świecie pomogło medium stricte wizualne. Instagram.

#Instapoeci

Dwa i pół miliona sprzedanych egzemplarzy, półtora roku na liście bestsellerów „New York Timesa” i tłumaczenie na 25 języków – ten komercyjny sukces spotkał nie autora poczytnych kryminałów, lecz młodą poetkę i jej pierwszy tomik „Mleko i miód”. Rupi Kaur, Kanadyjka hinduskiego pochodzenia, jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych instapoetek. Jej osobisty poetycki pamiętnik na Instagramie ma trzy miliony obserwujących. Kaur ­prezentuje w nim kobiecość we wszystkich jej odcieniach, nie stroniąc przy tym od kontrowersyjnych tematów: gwałtu, molestowania czy trudnego dzieciństwa, a także, jakże by inaczej, pisząc o tym, co w poezji najbardziej oczywiste – o miłości. Jej lakoniczne wiersze (zazwyczaj po prostu jedno zdanie lub fraza, bo tylko takie mieszczą się w kwadratowym oknie Instagrama) są przeplatane obrazkami i fotografiami – często z feministycznym przekazem. Jej zdjęcie w spodniach zakrwawionych od okresu Instagram zresztą dwukrotnie zablokował, co zainspirowało Kaur do napisania odważnego manifestu i niejednego wiersza (np. „Widocznie to nieelegancko z mojej strony/wspominać publicznie o okresie/bo biologia mojego ciała/jako taka jest zbyt prawdziwa”).

Z kolei poetka i aktywistka Cleo Wade (430 tysięcy obserwujących) publikuje krótkie wiersze, afirmacje i inspiracyjne motta, które odręcznie przepisuje lub maluje. Jest młoda, stylowa i dobrze ubrana, szybko więc stała się ulubienicą amerykańskich mediów, zyskując własne rubryki w „Teen Vogue” i „Marie Claire” oraz przydomek „Oprah millennialsów”. Tajemniczy Atticus (ponad 830 tysięcy ­obserwujących) na Instagramie ukrywa swoją twarz za maską Guya Fawkesa. Jego wiersze to proste frazy o miłości, jakby stworzone do oprawienia w ramkę w pokoju romantycznej nastolatki. Ta zbuntowana pewnie je sobie wytatuuje… Najchętniej powielanym tatuażem wśród ­fanów Atticusa jest bowiem instawiersz „Love her, but leave her wild” (w wolnym tłumaczeniu: „Kochaj ją, ale pozostaw opętaną namiętnością”). Wśród instapoetów jest też Polka, Anna Ciarkowska, filolożka i literaturoznawczyni. Wydany niedawno jej tom „Chłopcy, których kocham” sprzedaje się lepiej niż Szymborska.

 

Wiersze w wersji instant

Umarła poezja, niech żyje poezja. Instatwórczość budzi zachwyt millennialsów i irytację krytyków starszego pokolenia, którzy uważają, że do prawdziwej poezji jej daleko. Faktycznie, instawiersze nie są specjalnie skomplikowane. Nie ma tu mowy o wielowarstwowych metaforach ani wyrafinowanych grach słowem. W przypadku instatwórczości nie trzeba głowić się nad odpowiedzią na pytanie, co poeta miał na myśli. Instapoeta ma na myśli dokładnie to, o czym pisze. A że swój przekaz doprawia rysunkiem, zasuszonym płatkiem kwiatu, odciskiem ust lub zdjęciem (w końcu Instagram to medium wizualne), nie pozostawia wiele przestrzeni na niedopowiedzenia. Ale paradoksalnie, w tym jego siła. – Krytyka instapoezji uderza nie w twórców, lecz odbiorców. Zupełnie jakby można było czytać albo Herberta, albo nic – mówi Anna Ciarkowska. – Moje czytelniczki w większości są młode, mają 15–25 lat. Często mój tomik jest ich pierwszym świadomym kontaktem z poezją, niewymuszonym przez szkołę. Kto wie, po czyje wiersze sięgną w dalszej kolejności? – pyta retorycznie. Wśród krytyków pojawiają się głosy, że formalnie instawiersze to nic innego jak wywodzące się ze starożytnej Grecji epigramaty, krótkie utwory poetyckie w formie aforyzmu. Czyżby historia poezji zatoczyła koło? Na pewno popularność tego typu twórczości wpływa na świat literacki. – Niedawno ukazała się pierwsza po latach antologia polskiej poezji „Znów pragnę ciemnej miłości”. Zastanawiam się, czy którekolwiek duże wydawnictwo odważyłoby się na taki krok, gdyby nie wcześniejszy fenomen i finansowy sukces instapoezji – mówi Anna Ciarkowska.

 

Miliony za słowa

Nie da się ukryć, że popularność na Instagramie często oznacza jedno: można na niej zarobić. I to nie tylko tak jak Rupi Kaur, której tom sprzedał się w milionach egzemplarzy. Instapoeci powoli stają się influencerami, z którymi coraz chętniej współpracują znane marki. Afirmacyjne motta Cleo Wade nadrukowano na sneakersy AF1 Nike i wykorzystano w kampanii „Chime for Change” domu mody Gucci. Wade chętnie uczestniczy w nowojorskich galach i relacjami z nich dzieli się potem na Instagramie. Zawsze skrupulatnie oznacza marki wybrane do swoich stylizacji. Na początku roku Coca-Cola do kampanii zatrudniła poetkę i copywriterkę Betty Wadlin­ger, która specjalnie na jej potrzeby napisała wiersz. Marka Under Armour w filmie promującym kampanię „Unlike Any”, z udziałem pierwszej afroamerykańskiej primabaleriny Misty Copeland, zrezygnowała z tradycyjnego podkładu dźwiękowego na rzecz wiersza recytowanego z offu. Projektantka i ulubienica Michelle Obamy, Tracy Reese, podczas pokazu poprosiła cztery poetki, by deklamowały na żywo swoją poezję. Także warszawska marka sukni ślubnych Warsaw Poet poetkę w nazwie ma nie bez powodu. – Chciałam, żeby ­oddawała nieoczywisty charakter moich sukni: buntowniczy, rebeliancki, a przy tym magiczny – mówi założycielka marki, Magda Socha-Włodarska. Poezja kusi też kreatorów perfum. Baudelaire, woda perfumowana marki Byredo, to hołd złożony poecie wyklętemu, skomponowany z mrocznych nut skóry, ambry i paczuli. Najpiękniejsze wiersze o miłości Paula Éluarda były inspiracją dla twórców zapachu Declaration Cartier, a poemat Victora Hugo – wody perfumowanej Hermann a Mes Cotes Me Paraissait Une Ombre marki Etat Libre D’Orange. Słowa i nuty zapachowe łączy jedno – można z nich układać poruszające kompozycje.

 

Emocje między wersami

Instapoetki nie chcą, by ich twórczość poddawać dogłębnej analizie. Wolą, by ją przeżywać. Wiersze są odbiciem ich emocji, często napisane pod wpływem chwili i od razu udostępnione na Instagramie. – Żyjemy w niespokojnych czasach, pełnych zmian, presji, protestów społecznych, migracji, obawy przed wojną. Dla młodych ludzi instapoezja staje się formą radzenia sobie z tym wszystkim, a także lękami i samotnością – mówi Magdalena Osowiecka, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie, prowadząca treningi z twórczego pisania. Instapoezja bywa formą autoterapii – do czego jej twórczynie bez oporów się przyznają. Rupi Kaur za jej pomocą radzi sobie z trudnym dzieciństwem, Anna Ciarkowska przepracowuje nieszczęśliwe miłości. – Instapoezja daje głos kobietom i ich emocjom. Tak zwana poezja dziewczęca bywała wcześniej obiektem szyderstw – przypomina. – Teraz to ma szansę się zmienić.

 

Tekst Marta Urbaniak