Rozwód - najlepiej bez orzekania o winie

W samym oku rozwodowego cyklonu mało kto myśli logicznie. Zaślepia nas rozpacz, wściekłość, złość. Budzi się strach przed życiem w pojedynkę. Cierpi godność. Zdradzeni czują się upokorzeni. Zostawieni – oszukani. Pragną zemsty, a to oznacza walkę: o orzeczenie winy, o dzieci i majątek. W zeszłym roku rozwiodło się ponad 60 tysięcy par – wynika z danych GUS. Rozstanie boli, ale daje szansę na nowe życie. Takie podejście coraz częściej przebija się do społecznej świadomości – już w 70 proc. przypadków polskie sądy rozwodzą małżonków bez orzekania o winie. Warto pokusić się o takie rozwiązanie, zwłaszcza jeśli w związku są dzieci. 

Rozwód - byle nie awantura

– Nam się udało na pierwszej rozprawie – mówi Monika Kucia, dziennikarka i organizatorka kulinarnych podróży. – Nie musieliśmy dzielić majątku, a to zawsze ułatwia sprawę. Nie byliśmy też parą, która się kłóci. Po prostu mieliśmy kompletnie inne wizje życia. Ja dużo podróżowałam zawodowo i prywatnie, spotykałam się z ludźmi. Adam jest domatorem. Gdy mu uświadomiłam, że powinniśmy się rozstać, bo niczego już nie robimy razem, w parze, nie przyjął tego dobrze. Protestował. Dałam mu jednak czas na oswojenie się z nową sytuacją. Przekonałam, że nie chcę odebrać dzieci. Zapewniłam, że o tym, co będzie ich dotyczyło, będziemy decydować wspólnie. Sobie zaś obiecałam, że zrobię wszystko, byle nie wchodzić w konflikt, wojnę, awanturę. Słowa dotrzymałam. 

Na pierwszym spotkaniu w sądzie udało się także rozstać Joannie, pracującej w jednym z warszawskich laboratoriów chemicznych. Chce zachować anonimowość, bo nie wie, jak na jej zwierzenia zareagowałaby obecna żona byłego już męża. O swojej historii Joanna mówi, że jest „niespotykana”, może dlatego, że z ulgą przyjęła wyznanie męża, że zakochał się w innej kobiecie. – Pomyslałam: „To chyba dopust boży. Nie jestem z nim szczęśliwa, nie takiego mężczyzny szukałam”. Jacek zawsze był życiowo bezradny, nie umiał zarobić na godne życie. A ja z kolei nie jestem kobieta, która z radością załatwia sprawy mieszkaniowe, rozlicza się ze skarbówką, bierze dodatkową robotę, żeby rodzina mogła wyjechać na wakacje itp. Bez protestów zgodził się na rozwód z orzeczeniem o jego winie. Na pierwszej rozprawie podzielili majątek i opiekę nad synami. – Poukładaliśmy sobie życie. Jacek potrzebował takiej kobiety jak jego druga żona. Sam mi powiedział, że jest jak byk, któremu zakłada się kółko na nos i którego się ciągnie. Ona go prowadzi, ja znalazłam nową miłość – opowiada Joanna. – A nasi synowie mają fajnego ojca, bo w tej kwestii nigdy nie mogłam mu niczego zarzucić. 

Psychologowie, mediatorzy rodzinni czy sędziowie, którzy przez lata patrzą, jak coraz bardziej umęczeni małżonkowie skaczą sobie do oczu, życzyliby sobie, żeby takich historii jak Moniki czy Joanny było więcej. – Sama przeszłam przez to piekło. Czułam się samotna, zagubiona, niepewna – zdradza Krystyna Rek, psycholożka, która po zakończeniu rozwodowej gehenny założyła wraz z Izabelą DeBenedetti, mediatorką rodzinną i psychoterapeutką, firmę Kobieta i Rozwód. To pierwsze tego typu miejsce w Polsce, w którym można uzyskać kompleksowe wsparcie w traumatycznej sytuacji – prawne, psychologiczne i najzwyczajniej w świecie – ludzkie. 

Czy jestem gotowa na rozwód?

Izabela DeBenedetti też ma trudny rozwód za sobą. Wie, że w takich chwilach ważne jest wsparcie, poczucie, że ktoś nad wszystkim czuwa i nie jest się zostawionym sam na sam z problemem. Ale są pytania, na które nikt inny nie będzie znał odpowiedzi, a do takich należy kluczowe: czy jestem już gotowa na rozstanie, czy potrzebuję jeszcze czasu na podjęcie decyzji? 

– Czasem dojrzewanie do tej decyzji zajmuje całe lata – wyjaśnia Marta Kamińska, coach rozwodowy i mediator. – Małżonkowie obawiają się, jak poradzą sobie emocjonalnie i finansowo, czy podołają samotnemu wychowaniu dzieci, czy znajdą nowego partnera. Boją się zmian, bo nie wiedzą, co one przyniosą. Wiele kobiet decyduje się jeszcze na terapię, by ratować małżeństwo. Zarazem to one w większości wnoszą do sądu pozwy rozwodowe (70 proc.). Co trzeci z powodu „niezgodności charakterów”. 

– Kiedyś kobiety rozwodziły się głównie w akcie rozpaczy, z powodu alkoholizmu męża, przemocy. Ich uzależnienie od partnera, zwłaszcza w tradycyjnych środowiskach, było na tyle silne, że rozwód był ostatecznością – tłumaczy prof. socjologii Anna Giza. – Dziś rozstają się także z powodów, które można nazwać „pozytywnymi”. Chcą się rozwijać, prowadzić inny styl życia, realizować własne marzenia, a z mężczyzną, z którym są, to niemożliwe. 

To, że mąż „nie pije ani nie bije”, to za mało, by był uznany za dobrego partnera. Jeśli w oczach kobiety nim nie jest, to wystarczający powód, żeby się z nim rozstać. Jednak nawet rosnąca wśród Polek świadomość własnej wartości i potrzeb nie jest jedynym bodźcem do podjęcia decyzji o ostatecznym rozstaniu. 

Wdzięczność za dobre chwile

Z setek rozmów przeprowadzonych przez Krystynę Rek i jej pracownicę wynika, że kobiety czują się oszukane i zranione postępowaniem mężów. Ukrywaniem romansów. Szykowaniem nowego życia za plecami. Nie wybaczają  zdrady (jest ona powodem około 30 proc. rozwodów) tak łatwo jak ich matki czy babcie, które przymykały oczy na wieloletnie kochanki. 

Krystyna Rek: – Na własnym przykładzie wiem, jak to działa. Mój były mąż każdej ze swoich kochanek mówił „uczciwie”, że mnie nigdy nie opuści. Był pewien, że niczego się nie dowiem, a on sam zawsze będzie mógł wrócić do domu. Zdradziła go psia sierść, którą codziennie przynosił na skarpetkach. Wracał późno skonany i od razu szedł spać. Detektyw ustalił, że od pół roku miał drugą rodzinę. 

Dlatego Krystyna często gorzko się uśmiecha, gdy słucha opowieści kobiet, które do niej trafiają. Jakby słyszała siebie! Ale choćby historie były najsmutniejsze, najbardziej żenujące lub dramatyczne, trzeba wziąć się w garść, gdy ma się dzieci. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce ich narażać na koszmar domowych wojen. 

– Nigdy żadne z nas nie powiedziało do dzieci niczego złego na drugiego rodzica – zapewnia Monika Kucia. – Zawsze dbałam o uczucia Adama i wyrażałam się o nim tylko z szacunkiem. Mimo że uniknęliśmy awantur, to dzieci i tak przeżyły nasze rozstanie. Były płacz, pytania o to, dlaczego nie mieszkamy już razem. Towarzyszyłam im w tym. Spokojnie tłumaczyłam, że czasem rodzice nie mogą się dogadać i muszą rozstać, ale w ich życiu niczego to nie zmieni. Czas pokazał, że było tak, jak powiedziałam, a Kajetan i Łucja przywykli do nowej sytuacji. 

Teraz część tygodnia spędzają z mamą, część z tatą. O wszystkich sprawach, które ich dotyczą, Monika i Adam decydują wspólnie. – Uczciwie też dzielimy między siebie wydatki – dodaje Monika. 

Joannie także nigdy nie przyszło do głowy, by oczerniać ojca przed synami, choć teoretycznie miała powód: została zdradzona. Mówi, że cokolwiek by się wydarzyło, przeżyli z sobą kawał czasu. Jest mu wdzięczna za dobre chwile, np. za huśtawkę dla dzieci, którą zrobił własnoręcznie, mimo że miał do tego dwie lewe ręce. Nigdy nie zapomni, z jakim zawzięciem ją kończył, a także tego, że towarzyszył jej przy obu skomplikowanych porodach. – Tak się zablokowałam, że wstrzymywałam oddech, a on trzymał mnie za rękę i mówił: „Patrz na mnie i oddychaj tak jak ja”. Przetrwałam i urodziłam dwoje zdrowych dzieci. Dziękuję mu za to, że przy mnie był.

Płacz, ale się pogódź

Nawet taki rozwód, który odbył się z największą możliwą klasą, boli i zostawia blizny. Jak podkreśla psycholog i terapeutka Iza Falkowska-Tyliszczak, każdy związek zakładamy przecież z myślą, że będzie na całe życie. – Inwestujemy w partnera czas, emocje, siły – wylicza. – A zawiedzione nadzieje bolą. 

Oszczędzając sobie jątrzenia i walk, minimalizujemy ten ból. Marta Kamińska, mediatorka, ze swojego długoletniego doświadczenia wie, że czas i kultura osobista w trakcie rozwodu dobrze rokują na przyszłość, pozwalają ułożyć poprawnie stosunki z partnerem. Im dłużej trwa proces, tym gorzej dla całej rodziny. – Co nie znaczy, że emocje trzeba zamieść pod dywan – zaznacza. 

– Dobrze jest znaleźć dwie, trzy zaufane osoby, które mogą nam udzielić emocjonalnego wsparcia – radzi Izabela Falkowska-Tyliszczak, psycholog. – I dając sobie prawo do przeżywania przy nich powstrzymywanych na co dzień słabości, rozpaczy, złości, wściekłości. To pozwoli zapanować nad sobą na tyle, by nie doszło do tzw. acting outu, czyli odreagowania uczuć w niepożądanym działaniu. Tłumiona na byłego męża wściekłość prędzej czy później się odezwie. 

To jeszcze jeden argument za tym, by zaufać mediacji. W Polsce to wciąż niedoceniany i jeszcze nie tak popularny jak w Europie Zachodniej sposób na wypracowanie satysfakcjonujących rozwiązań rozwodowych dla obydwu stron. Mediator do niczego nie przekonuje, na nikogo nie wpływa. Umie panować nad emocjami małżonków, a podczas spotkań (najpierw indywidualnych, potem z parą) potrafi tak poprowadzić rozmowę, by kobieta i mężczyzna mogli się dogadać co do przyszłości, uporządkować dokumenty, stworzyć plan wychowawczy dla dzieci. Mediator nie jest psychologiem ani doradcą, ale kimś postronnym, neutralnym. Przy nim nie rozdrapuje się ran. Gotowa, wypracowana przez strony ugoda trafia do sądu, co niezwykle przyśpiesza cały proces rozwodowy. 

Do mediatora pary mogą pójść prywatnie. Mogą tam również zostać skierowane przez sąd. Pokrzywdzonej w związku osobie często się wydaje, że jeśli w sądzie powie prawdę, to tym samym udowodni winę partnera i przechyli szalę sprawiedliwości na swoją korzyść. Fachowcy mówią, że to nie takie proste. Rozprawy potrafią ciagnąć się latami. 

Izabela DeBenedetti: – Dlatego dążenie do szybkiego uładzenia się ratuje ludziom nawet kilka lat życia. 

Osłodzić gorycz

Sam wyrok sądowy dziś już nikogo nie stygmatyzuje. –Jeśli ktoś pyta mnie o moje małżenstwo, jasno stawiam sprawę: jesteśmy po rozwodzie, dziećmi opiekujemy się wspólnie – mówi Monika Kucia. Nie ocenia tego w kategoriach życiowej porażki, uważa, że podjęła decyzję w zgodzie z sobą. 

– Zarówno koszt, jak i ryzyko zawarcia kolejnego małżenstwa są dziś mniejsze, gdyż kobiety są coraz bardziej niezależne od mężczyzn – zauważa prof. Anna Giza. Rozwód jest także „oswajany” przez media, które nagłaśniają rozstania znanych par. Wiele z nich potrafi rozstać się z klasą. Nie opowiadają w programach śniadaniowych ani brukowcach o intymnych preferencjach byłych partnerów i o tym, że żona powinna zwrócić nazwisko i pieniądze wydawane podczas wspólnego życia. W medialnej ciszy i zgodzie przestali być małżeństwem Kayah i Rinke Rooyens, Dominika Kulczyk i Jan Lubomirski, Małgorzata i Jacek Rozenkowie czy Halina Mlynkova i Łukasz Nowicki. Ci ostatni pojawili się kiedyś wspólnie w programie Tomasza Lisa, by powiedzieć, że pozostają w przyjaźni, żeby zapewnić synowi poczucie bezpieczeństwa. Niemożliwe, by nie targały nimi silne emocje. A jednak umieli nad nimi zapanować dla dobra dziecka. I dla własnego, dobrego imienia. 

Jak zauważa Marta Kamińska, mediatorka: – Kajetan i Łucja widzą, że odnosimy się do siebie życzliwie i z szacunkiem – mówi Monika Kucia. – Dzięki temu otrzymują ważny przekaz, że rozstanie dwojga ludzi nie wyklucza przyjaźni. – A partnerzy mogą uznać wówczas, wzorem Greka Zorby, że była to piękna katastrofa – dodaje Iza Falkowska-Tyliszczak, psycholog. 

Czy zatem tuż po uzyskaniu rozwodu wypada zaprosić znajomych na imprezę, na której gwoździem programu będzie rozwodowy tort? Goście, przybyli na ostatnie wspólne party, otrzymają wówczas przekaz: żegnamy się w przyjaźni, nie chcemy tracić żadnego z was. Tort jest tylko humorystycznym akcentem. Może to próba oswojenia nowej sytuacji? Coś w rodzaju rozwodowego Halloween, podczas którego wszyscy próbują sobie powiedzieć, że zamiast bać się śmierci, lepiej się bawić? 

– Być może – Iza Falkowska-Tyliszczak uśmiecha się, ale bez przekonania. – Wątpię jednak, by dwoje ludzi, których starania się nie powiodły, miało ochotę świętować. 

Ale jeśli nawet najdroższy tort może osłodzić gorycz rozstania, warto w niego zainwestować, bo to najniższa cena, jaką możemy zapłacić za utratę miłości.

Zasady rozwodu z klasą

1. Spójrz na męża nie jak na wroga, ale człowieka, który kiedyś był ci bliski. Znajdź w pamięci pozytywne strony waszego związku. Spisz listę dobrych chwil i zdarzeń. To pomoże ci sobie uświadomić, że nie wszystko trzeba przekreślić, a wasze wspólne życie miało sens.

2. Podejmij próbę mediacji. Im szybciej doprowadzicie do stworzenia ugodowego, wspólnego planu podziału majątku i opieki nad dziećmi, tym lepiej.

3. Zadbaj o siebie i swoje emocje. Umów się na spotkanie z przyjaciółką, grupą wsparcia, psychologiem. Spraw sobie prezent.

4. Gdy jesteś gotowa na rozstanie, nie odkładaj decyzji o rozwodzie. Czas pogłębia konflikt, a wypracowane porozumienia mogą zostać zerwane.