Wanda (w tej roli Emmanuelle Seigner, żona Polańskiego) to aktorka, która wpada spóźniona na casting do sztuki teatralnej. Reżyseruje Thomas (gra go Mathieu Amalric). Na początku jest wulgarna, o wyglądzie i manierach prostytutki, tania i głośna. Ale już za chwilę Wanda staje się wcieloną fantazją o kobiecie idealnej, skąd – jak się okaże – niedaleko do kobiety-bogini. A z nią się nie igra. 

Roman Polańskiekranizuje kochaną na Broadwayu sztukę Davida Ivesa „Wenus w futrze”. Jej tematem jest wydana w XIX wieku powieść erotyczna Leopolda von Sachera-Masocha, od którego nazwiska powstał termin „masochizm”. W filmach Polańskiego kobiety często przejmują kontrolę, a jeśli już dają się poniżyć, ich upokorzenie okazuje się przemyślnym narzędziem do walki z mężczyznami. 

Spotykamy się na 21. piętrze apartamentowca w Gdyni. Z okien widać morze, które zlewa się z zachmurzonym niebem. Wygląda to tak, jakbyśmy znaleźli się na skraju wszechświata. Roman Polański żartuje i je cukierki. Zwłaszcza o rzeczach fundamentalnych mówi z podskórnym, ledwo wyczuwalnym żartem. Ma energię chłopca i mędrca jednocześnie. Autentycznie skromny, nie buduje między nami dystansu, ale w rozmowie otwiera tylko te drzwi, które chce. Mówi wolno, myśli bardzo szybko. „Wenus w futrze” to jego dwudziesty pełnometrażowy film, ale pierwszy tak bardzo o kobiecości.

ELLE Chciałam Panu powiedzieć, że po ,,Wenus w futrze” poczułam się niezwykle dobrze. Ten film ośmiela, pokazuje, że fajnie być kobietą, we wszystkich jej wcieleniach, nawet odważnych i kontrowersyjnych.
ROMAN POLAŃSKI Bo to jest film dla kobiet, od samego początku zdawałem sobie z tego sprawę. Oczywiście nie ma filmów wyłącznie dla kobiet albo dla mężczyzn, ale są takie, które są bardziej dla jednej płci. Ten taki jest.

ELLE Wanda, która przychodzi na przesłuchanie do roli w ,,Wenus w futrze”, szybko demaskuje reżysera. On mówi, że masochistyczna powieść, którą adaptuje, nie jest o nim, ale ona wie lepiej. ,,Jest o tobie. Z jakiegoś powodu ją wybrałeś”. Z jakiego powodu Pan wybrał sztukę Davida Ivesa, która jest o toksycznych relacjach kobiety i mężczyzny, aktorki i reżysera?
R.P. Ja wybrałem ją z innych powodów niż bohater sztuki. Uwiódł mnie humor tego tekstu. To, że jest tu znakomita rola dla aktorki i w dodatku rola dla aktorki, która jest moją żoną. Kiedy coś czytam i widzę, że z tego można zrobić dobry film, to się nie waham.

ELLE Ale Mathieu Amalric, grający reżysera, jest do Pana bardzo podobny. Musiał Pan wiedzieć, że widzowie natychmiast pomyślą, że może ten film jest o Panu.
R.P. Podobieństwo fi zyczne to zupełny przypadek. Naprawdę! Mnie po każdej premierze oskarżają, że zrobiłem film, który jest związany z moim życiem albo nawet z jakąś bezpośrednią sytuacją z mojego życia. A to jest nieprawda. Tak trudno jest zrobić film, znaleźć temat, zdobyć finanse na realizację, że gdybym się kierował obawami, że mnie oskarżą o autobiografizmy, to w ogóle nic bym nie zrobił.

ELLE Przecież Pan zawsze robi takie filmy, jakie chce.
R.P. Ale nigdy nie kieruję się tym, co się dzieje w danej chwili w moim życiu. To może ewentualnie wpłynąć na atmosferę, w jakiej pracuję nad filmem, czy na gatunek, jaki wybieram. Ale mój film nie może naiwnie ilustrować tego, co się u mnie dzieje. To byłoby zbyt prostackie.

ELLE Wanda zachwyca i zaskakuje. Z wulgarnej, taniej aktoreczki i trzpiotki przemienia się w hiperinteligentną, panującą nad sytuacją, kobietę wszystkowiedzącą, boginię Wenus. Którą z nich Pan lubi najbardziej?
R.P. Tę, która jest w samym środku filmu. Wandę, która przeprowadza Thomasowi psychoanalizę, parodiuje psychiatrę, a scena teatralna staje się jej gabinetem. Thomas na boku dzwoni do swojej narzeczonej. Wanda wie, czego jej nie powiedział, wie, jak wygląda ich związek. Mówi mu o nim wszystko. Doskonale panuje nad sytuacją. Już nie udaje idiotki. Ma go całkowicie w swoich rękach, a jeszcze nie stała się demonem.

ELLE Wanda staje się wtedy lustrem dla Thomasa. Mówi mu prawdę, bez znieczulenia. Czy Pan spotkał taką kobietę, która rozłożyła Pana na kawałeczki?
R.P. Spotkałem. To kobieta, z którą spędziłem już dość duży kawałek życia.