Zanim autokar ruszy, Anka wyciąga z plecaka (ma odpowiednią konstrukcję, dzięki której plecy się nie pocą, a szelki nie wrzynają w ramiona) poduszkę, ulubioną lemoniadę i czytnik. Specjalnie na tę podróż załadowała do niego ostatnią książkę Kinga, którego uwielbia. Podczas postoju zdejmuje buty i przechadza się po trawie. Po dotarciu do pensjonatu załatwia nam pokój z balkonem, bo picie na nim kawy o poranku sprawia jej ogromną przyjemność. Podobnie zresztą jak masaż, który sobie funduje po powrocie z trekkingu. I jak aromat japońskiej wiśni, więc patyczki o tym zapachu lądują na jej stoliku nocnym. I wiele, wiele innych rzeczy…  „Pani koleżanka chyba lubi sobie dogadzać” – mówi do mnie z przekąsem jedna z uczestniczek naszej wycieczki. Nie da się ukryć, że lubi i umie, czego zresztą jej zazdroszczę. Wygląda na to, że moja rozmówczyni również.

Właściciele psów żyją dłużej. Poznajcie ostatnie badania >>

Może być dobrze
Anka bezapelacyjnie wygrywa mój prywatny subiektywny konkurs na osobę, która potrafi czerpać z życia przyjemność. Kiedy jej o tym mówię, nie jest zaskoczona. – Potrafię się dostosować, zacisnąć zęby i z czegoś zrezygnować, ciężko pracować, spać na karimacie na podłodze w pociągu, zarwać noc, żeby skończyć prezentację. Jeśli muszę, jeśli warto – zaznacza. Jeśli zaś mam okazję sprawić sobie jakąś przyjemność i nie odbywa się to kosztem innych, to dlaczego miałabym tego nie robić? – pyta i dodaje, że nie zawsze miała takie podejście. W jej domu przyjemność była na cenzurowanym. Anka śmieje się, że funkcjonowała jak robot. W dodatku wiecznie zmęczony i niezadowolony. Wspomina, że momentem przełomowym było spotkanie z koleżanką, która pracowała w innym dziale. – Przyszłam do niej z prośbą o przejrzenie raportu. Przycupnęłam na taborecie i tak trwałam przez pół godziny. W końcu ona poszła do sąsiedniego pokoju i przywiozła mi superwygodny fotel na kółkach. „To, co robimy, i tak jest trudne i nudne. Nie musisz sobie dokładać” – stwierdziła. Właśnie wtedy mnie olśniło. Po powrocie do domu, zamiast jak zwykle pochłaniać coś w pośpiechu na stojąco, zrobiłam sobie sałatkę, dobrą herbatę, rozłożyłam parasol na balkonie i usiadłam z jedzeniem na leżaku. Potem był pierwszy masaż i jakoś poszło – wspomina. 

Wiele z nas nieraz słyszało: „Na przyjemność trzeba sobie zasłużyć”, „Nie można gonić za przyjemnością”, „Najpierw obowiązki, potem przyjemności” – i niestety wiele z nas wzięło sobie to do serca. Psycholog dr hab. Halszka Kontrymowicz-Ogińska, która na Uniwersytecie Jagiellońskim wykłada m.in. psychologię przyjemności, uważa, że umartwianie można wręcz uznać za kobiecą specjalność, i zaznacza, że nie chodzi o nasze biologiczne predyspozycje, tylko o uwarunkowania społeczno-kulturowe. Dziewczynki częściej wychowuje się w przekonaniu, że przyjemność to niemalże ostateczność. Kiedy już ledwo żyjesz ze zmęczenia, kiedy wyrobiłaś 200 proc. normy, wysprzątałaś dom i zrobiłaś zakupy na cały tydzień, ewentualnie możesz oddać się przyjemności. Albo kiedy jedziesz na urlop. Tyle że jeśli wyrzucimy przyjemność z codziennego życia, to jest ryzyko, że nie będzie nas chciała odwiedzić w wakacje. I trudno się dziwić, skoro mamy o niej aż tak złą opinię… Zupełnie nieuzasadnioną.

Na zdrowie!
Badania pokazują, że przyjemność czyni nas zdrowszymi, mądrzejszymi i lepszymi. – Amerykański psycholog Roger Ulrich udowodnił, że oglądanie miłych dla oka obrazów przyrody przyspiesza proces zdrowienia po operacji i zmniejsza potrzebę przyjmowania leków przeciwbólowych przez pacjentów. To dowód na dobroczynny wpływ natury, a w szerszym kontekście – przyjemności, na zdrowie – wyjaśnia dr hab. Halszka Kontrymowicz-Ogińska i przypomina kolejne badania, które potwierdzają ważną rolę przyjemności w naszym życiu. – Amerykańska psycholog Alice Isen z Uniwersytetu Cornella sprawdzała, czy wprawienie studentów w dobry nastrój wpłynie na ich kreatywność. Jednej grupie fundowała przyjemność, wyświetlając fragment filmu komediowego lub rozdając czekoladki, a drugą tego pozbawiała. Potem dawała studentom z obu grup to samo zadanie. Okazało się, że ci, którzy zostali wprawieni w dobry nastrój, znajdowali więcej rozwiązań i były one ciekawsze – mówi ekspertka. 

Przyjemność skłania nas też do zachowań prospołecznych. Peter Salovey na podstawie swoich badań sformułował regułę: „Feel good, do good”, czyli: „Jeśli czujesz się dobrze, czynisz dobrze”.Zauważył, że wprawienie ludzi w dobry nastrój czyni ich bardziej uprzejmymi, skłonnymi do pomocy, ofiarowania datków pieniężnych i podjęcia pracy wolontaryjnej. To zresztą działa również w drugą stronę – jeśli zrobisz coś dobrego dla innych, poczujesz się lepiej. Z kolei naukowcy z Cincinnati udowodnili, że przyjemność, np. ta wynikająca ze zjedzenia smakołyku albo uprawiania seksu, zmniejsza poziom stresu i pozytywny efekt utrzymuje się przez tydzień!Co ważne, jednym z objawów depresji jest właśnie utrata umiejętności odczuwania przyjemności (anhedonia), a wstępem do tego jest często rezygnacja z czynności, które nam jej dostarczają. Na tym etapie wciąż jeszcze potrafimy cieszyć się z wycieczki rowerowej czy spotkania ze znajomymi, ale już coraz rzadziej to robimy. Prawda, że kiedy to wszystko sobie uświadomimy, łatwiej dać sobie prawo do odczuwania przyjemności nie tylko od święta?

Pierwsza kawa, letni deszcz
Siedzenie w deszczowy wieczór na zadaszonym balkonie i czytanie „Harry’ego Pottera”, pierwsza kawa w ciągu dnia, zanurzenie się w ciepłym morzu, włączenie radia i zorientowanie się, że właśnie leci mój ulubiony kawałek, odkrycie świetnego serialu na Netflixie, wyjście z wieczornych zajęć tai-chi, zakończenie pisania tekstu – to tylko niektóre z mojej listy drobnych przyjemności, którą stworzyłam zainspirowana artykułem autorstwa dr Alice Boyes. Ta psycholożka namawia, by przeskanować swój tydzień i wypisać wszystko, co podnosi nam nastrój. Tłumaczy, że istotne są też proporcje. Dobrze, by na liście znalazły się przyjemności, których doświadczamy za pomocą różnych zmysłów, np. zarówno pachnąca kąpiel, jak i pyszne jedzenie czy słuchanie muzyki. Te, które wynikają z zakończenia jakiejś trudnej czy męczącej czynności, np. sprzątania łazienki, nie powinny przekraczać 20 proc., żeby nasza lista nie przekształciła się w spis obowiązków. Ważne, by nie tylko dostrzegać te miłe chwile, ale zawieszać się na nich. Zatrzymać, zidentyfikować, oczekiwać ich, planować związane z nimi rytuały i wracać do nich we wspomnieniach. 

– Warto np. poświęcić czas na szykowanie się do wyjazdu na urlop, planowanie trasy, czytanie o kulturze kraju, do którego się wybieramy – mówi dr hab. Halszka Kontrymowicz-Ogińska i dodaje, że kiedy dotrzemy na miejsce, możemy zintensyfikować przyjemność, ćwicząc uważność, czyli koncentrację na odczuciach płynących z ciała. Tych, które pojawiają się w reakcji np. na odgłosy natury, aromat nadmorskiego powietrza, szorstkość piasku. Starajmy się też uważnie obserwować otoczenie i chłońmy informacje. Poszukujmy nowości, bo mózg lubi niespodzianki. – Pod warunkiem, że podstawowe potrzeby organizmu są zaspokojone – jesteśmy wyspani, najedzeni, czujemy się bezpieczni – tłumaczy dr hab. Halszka Kontrymowicz-Ogińska. W takiej sytuacji zaskoczenie powoduje wydzielanie neuroprzekaźników odpowiedzialnych za odczuwanie przyjemności. Dlatego nie warto traktować wakacji tylko jako okazji do lenistwa, ale też jako możliwość poznania czegoś nowego. 

Przyjemne z pożytecznym
Oczywiście życie od przyjemności do przyjemności jest dość ryzykowne. Trudno w takim stylu dojść do jakiegokolwiek celu, realizować marzenia, a łatwo utracić poczucie sensu czy popaść w uzależnienie. Dlatego dobrze jest przestrzegać pewnych zasad. Jedną z nich jest odraczanie szybkiej i łatwej przyjemności. – Nie chodzi o ascezę, tylko o pewien rodzaj gry z samą sobą, żeby satysfakcja, którą potem będziemy odczuwać, była pełniejsza, podwójna. Jeśli np. umówimy się z sobą, że kolejny odcinek ulubionego serialu obejrzymy dopiero po przejechaniu na rowerze treningowym 15 kilometrów, i dotrzymamy danego sobie słowa, to przyjemność będziemy czerpać i z filmu, i z tego, że mamy silną wolę – tłumaczy dr hab. Halszka Kontrymowicz-Ogińska. Drugą zasadą jest czerpanie radości z tego, co właśnie się dzieje (to ta sytuacja z ulubioną piosenką, która właśnie leci w radiu). Trzecią – szukanie sposobu na to, by to, co trudne i żmudne, stało się przyjemniejsze. 

– Możemy zwiększyć przyjemność z wykonywania jakiejś pracy, wzmacniając wcześniej poczucie własnej skuteczności. Nie da się przedawkować przyjemności płynącej ze stanu flow, czyli maksymalnego zaangażowania, poczucia całkowitego pochłonięcia pracą i satysfakcji z własnej skuteczności. Możesz też zastanowić się, co poprawi twój komfort. Sprzątanie mogą umilić i ułatwić specjalna playlista złożona z ulubionych piosenek albo wygodny odkurzacz bez kabla. Pisanie raportu – ergonomiczne krzesło i biurko, podnóżek, roleta, która zasłoni światło padające na ekran komputera, cienkopisy w wesołych kolorach, świeca zapachowa, ulubiona herbata w filiżance z porcelany. Trudno znaleźć taką pracę czy takie zadanie, których nie dałoby się w prosty sposób chociaż odrobinę uprzyjemnić.

Tekst Ewa Pągowska