LUSTRZANE ODBICIE

Na spotkanie przychodzą w strojach sportowych. Małgorzata w T-shircie i czapeczce, spod której wygląda ciemny warkocz.Karolinaz rozwianymi blond włosami, w sportowym żakiecie. Dużo mówią, wesołe, bezpośrednie. I bardzo głodne. Jest samo południe, obie jeszcze nic nie jadły. Małgosia jest po wyczerpującym treningu, Karolina po czterogodzinnych badaniach dla sportowców. Czarują kelnerów i zamawiają sałatki. Karolina śmieje się: „By być szczupłą, muszę cały czas się pilnować, za to Małgosia może jeść, ile chce, i zawsze wygląda super”. Poznały się dwa lata temu w studiu telewizyjnym. Były gośćmi programu o macierzyństwie. „Po dwóch zdaniach nie mogłyśmy przestać rozmawiać, a następnego dnia były cztery telefony. Bratnie dusze na podobnym etapie życia: obie mamy dwóch synów w tym samym wieku, zapracowanych mężów, dzielimy życie między miasto a wieś i kochamy konie”, opowiada Małgosia, a Karolina wchodzi jej w słowo: „Popatrzyłam trochę jak w lustrzane odbicie: ona to ja”. Małgosia dodaje: „Od tamtej pory Karolina jest dla mnie Maliną, a tak zwracają się do niej tylko najbliżsi. Spotykamy się dwa razy w tygodniu, codziennie do siebie dzwonimy. Dzień bez rozmowy z Maliną jest dniem straconym”.

Od początku są wobec siebie szczere. Nie słodzą. Przytyłaś, gorzej wyglądasz, głupio się odezwałaś. I ta prawda nie boli. „Tylko Małgosia może mi powiedzieć wprost: Nie ruszaj tego kawałka chleba. Gdy to samo powie mój mąż Piotr, w powietrzu wisi awantura”, śmieje się Karolina. Małgosia dodaje: „Kto ma powiedzieć mi, że muszę coś zmienić w swoim sposobie bycia, wyglądzie na wizji? Chcę usłyszeć prawdę, by to poprawić. Jestem szczęśliwa, że mam Malinę. Wiem, że powie, co myśli, by mi pomóc. I to jest bezcenne”.

Wspierają się, dyskutują, wymieniają doświadczenia. Rozmawiają o tym, jak powinien wyglądać świat, małżeństwo, wychowanie dzieci, kariera. „Nigdy z nikim nie rozmawiałam tak otwarcie. Nie ma między nami tematów tabu”, podkreśla Małgorzata. „My się sobie zwierzamy i wszystkiego od siebie uczymy”. Gdy pada hasło, by wyjechać na wspólne rodzinne wakacje, Karolina się ekscytuje: Wow, jedziemy!, a Małgosia studzi: Zaraz, zaraz, trzeba wszystko przygotować. „To perfekcjonistka”, uśmiecha się Karolina. „Uczę się od niej zorganizowania, poukładania, bo wokół siebie mam artystyczny nieład”. Małgorzata przyznaje, że dzięki Karolinie staje się łagodniejszą matką. „Byłam przesadnie surowa. Zobaczyłam, jak wiele ciepła ona przekazuje dzieciom. I że ono jest ważniejsze niż siedzenie prosto przy stole”. Kochają sport. Stajnię, konie. Małgosia żartuje, że w weekendy najchętniej by w kółko jadła, ale przy Malinie nie ma czasu. „Ona mnie mobilizuje. Konie, kajaki, bieganie. Aktywny czas”. Ich droga w młodzieńczych latach była podobna. Trudne, wielogodzinne treningi konne Karoliny i żmudne ćwiczenia w szkole baletowej Małgosi. Wiedzą, czym jest determinacja, walka. Dlatego dziś nie lubią nic robić na pół gwizdka. Kibicują sobie. „Malina organizuje duże sportowe imprezy. Nie wiem, jak ona to robi, ale ma wszystko zawsze zapięte na ostatni guzik”, opowiada Małgosia. „Premierowy odcinek programu telewizyjnego Małgosi oglądałyśmy razem. To był przewrót w jej życiu, bo będąc matką wychowującą dzieci, nagle stanęła przed kamerą. Bardzo się denerwowała, wypadła świetnie. Podziwiam ją”, mówi Karolina.

W chwilach zwątpienia dzwonią do siebie natychmiast. Ale nie po to, by narzekać, tylko po to, by się pozytywnie nakręcić. Przyznają, że coś jest trudne i walczą dalej. „Nie potrzebujemy wielkich słów, by wiedzieć, że to, co jest między nami, jest wyjątkowe. Widziałam wiele pseudoprzyjaźni, które opierały się na tym, że dziewczyny sobie słodziły, a za plecami opowiadały o sobie niestworzone rzeczy”, mówi Małgosia. „My to zdecydowanie inny model. Zawsze staniemy za sobą murem”.