Przeszczep włosów komórkami macierzystymi a łysienie androgenowe - test

 

– Widziałam ją na żywo! Jest piękna, ale jej włosy?! To porażka! – emocjonowała się moja była szefowa po spotkaniu z jedną z polskich gwiazd. Kiedy ją dopytywałam, ile ma tych włosów, bo przecież na zdjęciach wyglądają imponująco, usłyszałam: – Kilka na krzyż. Mniej więcej tyle, co ty. Reszta to doczepy. 


Długo nie mogłam dojść do siebie po tym komentarzu. Kwestia włosów była dla mnie odwiecznym tabu. Choć na pierwszy rzut oka nie widać, że coś jest z nimi nie tak, zawsze miałam ich trochę za mało. Dziś, po latach zgłębiania tematu, już wiem, że zmagam się z łysieniem androgenowym.


Temat pielęgnacji włosów i ich jakości często był poruszany u mnie w domu, bo moja mama też ma niezbyt bujną fryzurę. O włosach taty nie rozmawialiśmy – był łysy. Jako dziecko miałam krótko strzyżone włosy w salonie Laurenta na Szpitalnej, u pani Marylki, do której chodziła mama. I jakoś niespecjalnie mi przeszkadzało, że moich mysich ogonków nie mogę upinać w koński ogon. Do chwili, kiedy w podstawówce pierwszy raz usłyszałam bolesny komentarz koleżanki z klasy: – Ale masz zakola! Jesteś łysa! 

Czytaj też: Co pić, żeby mieć piękne włosy?


I zaczęło się... W połowie lat 90. odkryłam piankę do stylizacji i suszarkę z dyfuzorem. Ten duet potrafił nawet z moich włosów (sięgających wówczas za ucho) wyczarować całkiem ładne (i nawet lekko bujne) loki. Potem wkręciłam się w matematykę. Liczyłam, ile włosów mi wypada, i analizowałam, jak wyglądają te, które odrastają. Przy okazji odkryłam też, że na skroniach i przy czole zaczynają się jeszcze bardziej przerzedzać, a w newralgicznych miejscach odrastają coraz cieńsze. Taki właśnie przebieg ma łysienie androgenowe. Włosy są coraz słabsze, aż w końcu wypadają i nie odrastają. Kiedy w internecie oglądałam zdjęcia kobiet dotkniętych tym problemem, z widocznymi przerzedzeniami na czubku głowy, moja wizja przyszłości przestała jawić się kolorowo. Nie może mnie to spotkać!

Przeszczep komórek macierzystych na łysienie?


W 2003 roku poszłam do jednego z lepszych (i droższych) dermatologów w Warszawie.

– Ważne, że na czubku głowy włosysą dość gęste, bo kobiety z łysieniem androgenowym tracą je najczęściej właśnie w tym miejscu. A zakola? – Cóż, geny – uspokajał lekarz, robiąc mi serię zabiegów mezoterapii skóry głowy z koktajlem witaminowym.

Zapisał także apteczne wcierki z minoksydylem, jednym z najskuteczniejszych leków, który ma hamować łysienie androgenowe. Kiedy rano po umyciu włosów smarowałam nim głowę, włosy wyglądały dramatycznie. Były tłuste i przyklapnięte, poza tym po dłuższej kuracji nie widziałam spektakularnych efektów, o których marzyłam.

Zaburzenia hormonalne a wypadanie włosów


Testowałam wszystko, co było możliwe. Wcierki z glikokortykosteroidami na receptę, dermokosmetyki znanych i nieznanych marek, witaminy, suplementy. Im bardziej się starałam, tym było gorzej. Moje włosy wciąż zmniejszały swoją objętość. Sądziłam, że powodem tego problemu mogą być zaburzenia hormonalne. Trafiłam do endokrynologa. Zbadał poziom hormonów, które mogą przyczyniać się do utraty włosów – były w normie. Lekarz zapisał mi flutamid. Preparat, który stosuje się w leczeniu raka gruczołu krokowego. Ogranicza on produkcję testosteronu, dzięki czemu blokuje powstawanie dihydrotestosteronu (DHT). Zwiększona wrażliwość mieszków włosowych na ten właśnie hormon odpowiada za łysienie androgenowe. Przyjmowałam leki antykoncepcyjne (w trakcie terapii nie można zajść w ciążę ani karmić piersią) i brałam bardzo małą dawkę flutamidu. Moje włosy w końcu odżyły. Nie twierdzę, że zaczęłam wiązać je w mięsisty kucyk, ale przynajmniej przestały wypadać. Na dobrych kilka lat miałam spokój. Do tego stopnia, że za namową lekarza – który uważał, że dobrze jest robić przerwy w stosowaniu leku, ponieważ obciąża wątrobę – odstawiłam go. Włosy były w niezłej kondycji, na czubku głowy trzymały się mocno, zakola się nie powiększały. W trudnych dla nich okresach, jesienią i zimą, dopingowałam je zabiegami mezoterapii lub osoczem bogatopłytkowym. Wydawało mi się, że temat łysienia androgenowego zniknął z mojego życia raz na zawsze. 

Czytaj też: Jak często myć włosy >>

Łysienie androgenowe wraca


Niestety. Wrócił, gdy zostałam mamą. Kilka miesięcy po porodzie moje włosy były w opłakanym stanie. Intensywnie wypadały, co jest naturalne po ciąży. Ale w przypadku większości kobiet włosy odrastają. U mnie tak nie było. Najgorsze, że przerzedzenia zaczęłam dostrzegać na czubku głowy. To, czego tak bardzo się bałam, stawało się faktem! Moja uroda, i tak już nadszarpnięta ciążowymi przypadłościami i permanentnym zmęczeniem, przemijała na zawsze. 

Przeszczep komórek macierzystych włosów - na czym polega


Kiedy przeczytałam o zabiegu Regenera Activa, mocno zaświeciły mi się oczy. Od lat nie było w świecie medycyny estetycznej takiego, który byłby przeznaczony dla osób z łysieniem androgenowym. Polega on na autologicznym przeszczepie komórek, czyli takim, w którym biorca i dawca jest tą samą osobą. Ze strachem w oczach i z nadzieją w głowie szłam do Centrum Laseroterapii i Modelowania Sylwetki „Elite”, gdzie umówiłam się na zabieg do dr Olgi Warszawik-Hendzel. Wywiad, znieczulenie i... o dziwo zero bólu w trakcie pobierania przez lekarkę wycinków skóry o średnicy około 2,5 mm z okolicy potylicznej – obszaru głowy, który nie jest wrażliwy na działanie androgenów. Istnieje wiele przeciwskazań do przeszczepu, m.in. intensywne wypadanie włosów, ale ja na szczęście ten etap miałam już dawno za sobą. Pobrane wycinki lekarka umieściła w urządzeniu, które „poszatkowało” skórę wraz z mieszkami włosowymi, aby z pobranej tkanki wyselekcjonować komórki progenitorowe i macierzyste.

– Komórka progenitorowa mieszka włosowego to taka, która może przekształcić się jedynie w mieszek włosowy – tłumaczyła dr Warszawik-Hendzel.

Kiedy preparat był gotów, dermatolog wstrzyknęła mi go w skórę głowy. – Co się teraz będzie działo? – dopytywałam. – Mieszki włosowe u pacjentów z łysieniem androgenowym ulegają miniaturyzacji, a z czasem zanikają. Jeśli w okolicę czołowo-wierzchołkową dostarczymy komórki progenitorowe pochodzące z okolicy potylicznej, proces miniaturyzacji i zaniku mieszków włosowych może się odwrócić – usłyszałam. Tak samo, że pierwsze efekty powinnam zauważyć po mniej więcej miesiącu.


Sceptycznie podchodzę do wszelkich nowych zabiegów. Piszę o urodzie od lat i wiem, że wiele z nich to obietnice bez pokrycia. Ale... Już kilka dni po zabiegu moje włosy wyglądały jakby lepiej, co dostrzegł nawet mój chłopak. Po sześciu tygodniach fryzjerka zauważyła, że mam sporo nowych włosów, ale z tyłu głowy. Na czubku na razie nic nie wyrastało. W oczekiwaniu na efekty dalej zgłębiałam temat. Znalazłam wiele blogów na temat łysienia androgenowego u kobiet. Jedna z autorek poleciła mi serię kosmetyków Tricho-Esthetic polskiej marki Bandi. Dzięki nim skóra na głowie przestała mnie swędzieć. Inna zwróciła uwagę na latanoprost, substancję w leku, który obniża ciśnienie wewnątrzgałkowe w oku. Stosowany na porost rzęs, u niektórych podobnie wpływa na mieszki włosowe. 

Przeszczep włosów komórkami macierzystymi - efekty


Po ośmiu tygodniach od zabiegu na czubku głowy zaczęłam dostrzegać krótkie, cienkie włoski. Przyglądam im się każdego dnia i mam nadzieję, że wkrótce moja fryzura nabierze objętości. Ale po latach walki o lepsze włosy wiem, że ich stan zależy też od mojej kondycji psychicznej. I że najgorsze, co mogę zrobić dla swoich włosów, to non stop się o nie zamartwiać. To tylko nasila ich wypadanie – jak każdy stres.