Jest nas tu pięć. Statystycznie – ile z nas mogło się spotkać w pracy z seksizmem?

SYLWIA SPUREK Nie ma takich statystyk, zwłaszcza że polskie prawo nie obejmuje pojęcia seksizmu. Możemy rozmawiać o dyskryminacji ze względu na płeć albo o jednej z jej form – molestowaniu seksualnym. To drugie jest każdym niepożądanym zachowaniem o charakterze seksualnym lub odnoszącym się do płci pracownika. Celem lub skutkiem molestowania jest naruszenie jego godności, w szczególności stworzenie wobec niego zastraszającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery. To mogą być zarówno werbalne, jak i niewerbalne elementy.

Zacznijmy od werbalnych.

SYLWIA Pamiętam, jak w 2004 roku do Kodeksu pracy wprowadzano rozwiązania dotyczące molestowania seksualnego. I jeden z posłów podczas debaty parlamentarnej pytał: „Czy ja już nie będę mógł komplementu powiedzieć koleżance, zażartować?”. A pani premier Izabela Jaruga-Nowacka odpowiedziała: „Panie pośle, molestowanie seksualne to jest takie zachowanie, którego by pan nie życzył swojej córce, żonie, siostrze i matce w miejscu pracy”.

KAROLINA KĘDZIORA A ja pamiętam szkolenie, które robiłam dla przedstawicieli związków zawodowych właśnie na temat molestowania. Jeden z mężczyzn bardzo oponował, widać było, że miał z tym jakąś trudność. W pewnym momencie nie wytrzymał i wypalił: „To co, ja już sobie nawet młodych dziewczyn na kolana nie będę mógł brać w pracy?!”. Sala zamarła. Potem, jak już wszyscy wyszli, podszedł do mnie i powiedział, że bardzo by nie chciał, żebym źle o  nim myślała. Odpowiedziałam, że rozumiem, że czegoś się na tym warsztacie dowiedział, i że nigdy nie jest za późno na zmianę swojego
postępowania.

Ostatnio przyjaciółka opowiadała mi, że w jej pracy co drugie spotkanie z mężczyzną zaczyna się od zaskoczenia, że jest taka młoda i ładna. Ma 35 lat. Zaczęłam sobie wyobrażać, że robię
wywiady z mężczyznami i zawsze zaczynam od okrzyku: „Ale pan przystojny! Nie spodziewałam się”.

SYLWIA Ja zawsze stosuję taki zabieg myślowy, że zastanawiam się, czy to samo powiedziałabym do mężczyzny i kobiety. Czy powiedziałabym mężczyźnie w relacji służbowej, że ładnie wygląda? No raczej nie.

ANITA SZARLIK Dlaczego nie? Zwłaszcza gdy same usłyszałyśmy przed chwilą taki niby komplement. Aż prosi się odwdzięczyć uprzejmym: „Pan również dziś ładnie wygląda”. Zapewniam, że to zbija rozmówcę z pantałyku. Druga rzecz, to zdrabnianie imion. Mówienie per „pani Aniu”, „pani Kasiu” zamiast „pani doktor”, „pani mecenas”. W najnowszym, wrześniowym „Coachingu” pisze o  tym Ludwika Włodek. Sama pracuje naukowo, ma tytuł doktora, specjalizuje się w Azji Środkowej, na koncie ma kilka książek, a i tak podczas konferencji naukowych jest nazywana panią Ludwiką. Wygląda na to, że w przypadku kobiety tytułowanie zaczyna się od stopnia profesora.

SYLWIA Nie mówimy „panie Jasiu” czy „panie Krzysiu”, szczególnie jeśli osoba zajmuje kierownicze stanowisko. Naprawdę mamy dużo mniejszą tendencję do zdrabniania męskich imion w życiu publicznym.

JUSTYNA HOLKA-POKORSKA Wydaje mi się, że dużo zależy jednak od kultury firmy, środowiska, w którym funkcjonujemy. Oczywiście – trzeba być wyczulonym na takie sygnały, bo każda dyskryminacja zaczyna się od języka, ale z drugiej strony wydaje mi się, że jeśli pod takim zdrobnieniem albo nawet komplementem nie ma agresji czy ironii, to niekoniecznie musimy doszukiwać się złych intencji. Możliwe, że taki sposób mówienia pokrywa jakiś lęk mężczyzny przed interakcją. I wybiera ten sposób na otwarcie konwersacji, oswojenie jej. To nie zawsze musi być złe.

A jeśli rozmówczyni sobie tego nie życzy?

JUSTYNA Może to jasno powiedzieć. Ale w głębszej warstwie to jest pytanie o to, czy w ogóle możliwe jest niezauważanie płci w interakcjach społecznych. Jako seksuolog wiem, że nie. Interakcja kobiety i mężczyzny może być wzbogacająca dla obu stron, także w środowisku zawodowym. Ważne jednak, żeby nie seksualizować tej relacji, bo to prowadzi do takich konsekwencji jak dyskryminacja czy molestowanie właśnie.

SYLWIA Skracanie dystansu w relacji służbowej, jeśli druga strona nie ma na to ochoty, jest niedopuszczalne i nieprofesjonalne. Profesjonalizm powinien polegać na tym, że poradzę sobie z każdą sytuacją niezależnie od tego, kogo spotkam po drugiej stronie. Czy to będzie kobieta, mężczyzna heteroseksualny, czy homoseksualny – mnie to w ogóle nie powinno interesować, wszystkie osoby mam traktować tak samo. Nie mogę sobie pozwalać na żarty tylko dlatego, że mój partner biznesowy jest innej płci, bo to zakłada nierówne traktowanie.

Na szkoleniu pewien mężczyzna wypalił: "To co, już nawet młodych dziewczyn na kolana nie będę mógł brać w pracy?!"

Wydaje mi się, że jeśli chodzi o język, to komplementy, żarty i zdrabnianie imion są pierwszą warstwą. Trochę głębiej jest sugerowanie, że kobiety są emocjonalne, przez co mniej kompetentne.

SYLWIA I to też jest niedopuszczalne, a co więcej – ma konsekwencje związane z możliwościami kariery. To jest odwoływanie się do stereotypów dotyczących tego, że kobieta jest emocjonalna i jej zachowanie opiera się na uczuciach, mężczyzny zaś na rozumie. I że to on jest opanowany, stanowczy, konkretny, a zatem może sprawować poważne, odpowiedzialne stanowiska i funkcje.

ANITA Nie mogłam uwierzyć, gdy kolega z byłej redakcji na moje pytanie, kiedy skończy tekst, odparł: „Zaraz oddam, bo inaczej mi się tu rozpłaczesz”. A przecież to nie była kwestia moich fochów, tylko obowiązków jako sekretarza redakcji – egzekwowanie tekstów, ustalanie terminów. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Uśmiechnął się i rzucił: „A, czyli nie będzie łez, tylko tupanie nóżka”. Jego stosunek do mnie zmienił się, gdy zaczęłam odpowiadać za wyceny tekstów w tym magazynie.

KAROLINA To kwestia socjalizacji, jestem o tym przekonana. Ja przez wiele lat śmiałam się z seksistowskich żartów. Umniejszałam swoje koleżanki, bo wolałam utożsamiać się z grupą kolegów – to było dla mnie bardziej atrakcyjne. Bycie męską było fajniejsze, dawało więcej korzyści.

Pamiętam, że po debiucie Doroty Masłowskiej wszyscy recenzenci pisali, że wreszcie pojawiła się genialna pisarka. Z jajami.

KAROLINA Zauważcie, jaka jest zależność: określanie kobiety epitetami, którymi z reguły opisuje się mężczyzn, oznacza, że jest świetna. Ale jak już ma te cechy, bardzo konkretne, np. w pracy – zarządza silną ręką, to nagle zaczyna być babochłopem. Zresztą na odwrót jest podobnie: wrażliwymi, delikatnymi mężczyznami się pogardza. Prowadziłam kiedyś sprawę mężczyzny, który został zwolniony 20 minut po tym, jak złożył wniosek o urlop ojcowski. Jego pracodawca, który został nagrany, powiedział, że takich rzeczy po prostu się nie robi, że faceci nie zajmują się dziećmi.