Perfumiarze, a właściwie kreatorzy perfum, jak sami wolą się nazywać, często opisując swój fach, szukają analogii do innych zawodów. Calice Becker, twórczyni słynnego zapachu J’adore marki Dior, przyrównuje swoją pracę do profesji architekta. Z kolei Stephen Nilsen, stojący za sukcesem perfum Lovestruck Very Wang, uważa, że perfumiarstwo jest niczym komponowanie muzyki – poszczególne nuty zapachowe są według niego jak akordy. Francis Kurkdjian twierdzi, że sztuka tworzenia perfum jest niczym konstruowanie epickiej opowieści. Pewnie dlatego Kurkdjian nie obawia się ingerencji technologii w dokonania perfumiarskie. Wątpi, by programy komputerowe wyparły czynnik ludzki. To właśnie sam Francis Kurkdjian, założyciel marki Maison Francis Kurkdjian, zadzwonił do mnie, by porozmawiać o nowym zjawisku. Tak, słyszał o tym, że nawet uznane marki, do tej pory tradycyjnie podchodzące do tworzenia perfum, zaczęły korzystać ze sztucznej inteligencji. Tak, wąchał niektóre zapachy stworzone przez specjalistyczne oprogramowania. Nic jednak nie zapadło mu szczególnie w pamięć. – Na razie nie wiem, na czym miałaby polegać ta rewolucja. Nie odkryłem niczego innowacyjnego w perfumach tworzonych przy wsparciu komputerów. Co więcej, według mnie, jeśli odpuścimy nadzór i inwencję człowieka przy kreacji zapachów, tym, co otrzymamy, będzie jedynie mieszanka woni. Nic ponad to – mówi. Mija chwila i Kurkdjian szybko ucieka w analogię, by lepiej zwizualizować zjawisko. – Jeśli posłużymy się programem komputerowym, by stworzyć płótno marzeń, i podamy niezbędne do tego elementy, np. kolor niebieski, czerwony, różowy, to otrzymamy jakieś dzieło średniej jakości, ale przecież nie Mondriana!

A jeśli założymy, że technologie przyszłości będą potrafiły stworzyć coś więcej niż mieszankę zapachową? Że sztuczna inteligencja zaimponuje nam perfumami na miarę naszych rosnących wymagań? W 2017 roku brazylijska firma O Boticário zwróciła się do giganta rozwiązań technologicznych – IBM Research – z prośbą o stworzenie oprogramowania, dzięki któremu będzie można wyprodukować nowoczesny zapach. Ryzykowne? Może, ale firma liczyła na to, że na hasło „perfumy stworzone przez sztuczną inteligencję” uda się złapać wciąż młodych ludzi z pokolenia millennialsów. IBM Research nawiązało współpracę z niemiecką firmą Symrise, która przechowuje w archiwum ponad 1,8 miliona zapachów. Mając taką bazę danych, program komputerowy uczył się rozpoznawania woni. – Program, a w zasadzie system, który wyspecjalizował się w znajomości aromatów, a później w ich łączeniu, nazwaliśmy Philyra, od greckiej bogini, patronki perfum – mówi David Apel, jeden z czołowych badaczy w Symrise, który nadzorował ten projekt. Najtrudniejszym krokiem było stworzenie algorytmu, który definiowałby najważniejsze kryteria przyszłych perfum – przede wszystkim to, co przesądza o tym, że dany zapach odnosi sukces na rynku. Przebadano gust konsumencki i perfumiarskie hity ostatnich 10 lat w Brazylii, ale i tak trudno było na tej podstawie stworzyć nową formułę. Philyra dzięki algorytmowi sugerowała tysiące możliwości. – Stopniowo zawężaliśmy kryteria – wspomina Apel. – Kluczowe były te wiekowe. Określiliśmy, jaki rodzaj perfum był najczęściej wybierany przez Brazylijczyków do 45. roku życia. To pozwoliło wyodrębnić około tysiąca mikstur. Wskazaliśmy 12 według nas najbardziej rokujących – opowiada. I te przekazano do dalszych badań. Najbardziej interesująca w systemie pracy programu okazała się ewolucja, jaka zachodziła w sposobie przygotowania perfum i doboru składników. Na początku Philyra proponowała bardziej ziołowe aromaty, ale gdy doprecyzowano wytyczne, nauczyła się modyfikować swoje wybory: wśród tych ostatnich 12 kompozycji przeważały nuty cytrusowe, świeże, wibrujące, aromatyczne. – Struktura perfum była interesująca, bo Philyra bawiła się kombinacjami, tak jak robi to człowiek – wyjaśnia Apel. – Tyle że człowiek na wskazanie tylu wariacji zapachowych potrzebowałby roku, a z Philyrą zajęło nam to o ponad połowę mniej. Co ciekawe, po sprawdzeniu iluś nowoczesnych kombinacji Philyra wskazywała klasyczne rozwiązania. Taki zwrot obserwuje się u perfumiarzy – kiedy mają zastój w pracy, sięgają do evergreenów rynku – mówi. I tak, metodą prób i błędów, podobną do tej, którą pracują specjaliści, Philyra stworzyła główną bazę zapachową nawiązującą do tradycyjnego, występującego w wielu słynnych perfumach akordu fougère: czyli fuzji lawendy, tonki i mchu dębu. Zresztą „fougère” znaczy paproć. I paproć wybrzmiewała najmocniej w propozycji, która zdobywała najlepsze opinie pracowników Symrise i O Boticário. Ale najciekawsze było to, że mając do dyspozycji nieograniczoną liczbę aromatów i nut zapachowych, Philyra wybrała klasyczną kompozycję jako bazę pod przyszłe perfumy. – Wielu z nas zrobiłoby podobnie – mówi Apel. Kiedy pytam dlaczego, szybko tłumaczy. – Bo od tradycji zawsze można odbić się bezpiecznie i elegancko. To jest ten fundament, na którym nabudowujemy nowe. I algorytm po weryfikacji kolejnych współrzędnych to wyczuł. Albo się tego nauczył…

Ostatecznie O Boticário zdecydowało się na zapach, w którym najmocniej czuć było akord fougère. Dostarczał on tak ludzkich wrażeń, że trudno było uwierzyć, że wymyśliła go sztuczna inteligencja. Zabutelkowano go pod nazwą Egeo on You i wypuszczono na rynek w 2019 roku z lekko zmodyfikowaną nazwą Egeo on Me. Perfumy szybko spozycjonowano bardzo wysoko na brazylijskim rynku. Młodzi odbiorcy zwariowali na ich punkcie. Influencerki i blogerki modowe zachwycały się nimi w swoich mediach społecznościowych. To, że perfumy stworzył komputer, traktowały jako bonus, ciekawostkę. Zachwalały je jako zapach przyszłości. Dla wielu osób najistotniejsza okazała się informacja, że wszystkie nuty stworzono w laboratorium, odwzorowując aromaty występujące w naturze. A przecież często pozyskując składniki ze środowiska, dochodzi do jego degradacji – w przypadku Egeo on Me nie było takiego zagrożenia. Na kanale YouTube przekazywano sobie tę informację jako jedną z najważniejszych. Perfumy nie przebiły się jednak na rynkach Ameryki ani Europy. Były chwilową nowinką w Brazylii. Czy możliwe zatem jest stworzenie przez program komputerowy i odpowiedni algorytm takiego zapachu, który pokochałby cały świat? – A czy możliwe jest stworzenie go przez człowieka? Czy ktoś w ogóle się na to porywa? – pyta retorycznie Apel. Może zamiast szukać perfum przyszłości, cokolwiek to znaczy, skupmy się na pozytywach płynących ze współpracy ludzi i oprogramowania w tworzeniu nowych zapachów. A to już się dzieje – implementacja niektórych rozwiązań wykorzystanych i sprawdzonych przez Philyrę rozpoczęła się. Naukowcy szwajcarskiej firmy perfumeryjnej Givaudan jako jedni z pierwszych stworzyli algorytm, który wspiera ludzi w początkowej fazie pracy nad nowymi zapachami. Wiadomo, że wtedy trzeba wykonać miliony testów, sprawdzić setki kombinacji. Marnuje się przy tym ogromne ilości drogocennych i często coraz rzadziej występujących w przyrodzie składników. Program ten wykorzystuje zgromadzone w archiwum firmy próbki zapachowe. Każdą nutę symbolizuje koło w innym kolorze. Pracując nad wynalezieniem odpowiedniej mieszanki zapachów, naukowcy łączą koła na ekranie, niczym w geometrycznej układance. W każdej chwili, w sekundę, program jest w stanie wyprodukować próbkę takiej mikstury, bazując na połączeniach zaproponowanych przez perfumiarzy. Tutaj chodzi o wsparcie dla nosów i wsparcie dla środowiska. Praca na naturalnych składnikach rozpoczyna się dopiero wtedy, gdy pracownicy Givaudana mają przed sobą wstępną próbkę perfum, która ich zadowala. Przechodzą do badań i testów, wykorzystując prawdziwe, naturalne składniki. Wtedy dopiero modyfikują skład, zmieniając objętość poszczególnych ingredientów. Czasami wystarczy kropla mniej lub więcej. Tyle że to już ostatni etap. Cytowana wyżej Calice Becker tłumaczy na konkretnym przykładzie. – Wcześniej, by otrzymać i zachować trwałą nutę konwalii, musiałam dokonać tysięcy testów, bo tu nie tyle chodzi o jeden składnik, ile o to, jak on zachowa się w połączeniu z innymi. Teraz mam w bazie danych zapisany całościowy przepis na tę nutę. Mogę ją odtworzyć w każdej chwili i robić różne wariacje. Bez poczucia winy wobec natury czy wobec generowania kosztów. To też upraszcza moją pracę. Zaoszczędza czas. Kiedyś spędzałam tygodnie nad wyodrębnianiem jednej nuty, dziś wciskam guzik i mam gotowy produkt.

W ostatnich latach wiele z naturalnie występujących składników – roślin i kwiatów – zostało wpisanych na listę gatunków zagrożonych wymarciem. Drzewo sandałowe, które rośnie bardzo powoli, w wielu krajach od dawna jest w rejestrze roślin chronionych, a i tak następuje jego degradacja. Wymarciem jest zagrożony sandałowiec biały pochodzący z Indii. Ale w połączeniu sił człowieka i sztucznej inteligencji w tworzeniu perfum chodzi o coś więcej – ochrona narażonych na wyginięcie gatunków to jedno, a zanieczyszczenie środowiska to kolejna ciemna strona perfumiarskiego rynku. Według raportu z 2018 roku „Environmental Science and Technology” roczne skażenie środowiska płynące wyłącznie z produkcji perfum dorównuje skażeniu spowodowanym emisją spalin samochodowych.Niektóre firmy starają się kreować nie tylko perfumy, lecz także trendy. Stawiając na młodszych odbiorców, gloryfikują nowoczesność. Firma Sommelier du Parfum wypuściła na rynek aplikację, która analizuje podane przez ciebie dane i proponuje kombinacje zapachowe, które mogą zostać stworzone z myślą o twoich potrzebach – pięć próbek kosztuje 15 dolarów. Holenderska marka Algorithmic Perfumery idzie o krok dalej – pozwala mieszać samodzielnie aromaty i pochodne zapachów. Każda nuta to inny odcień. Miksując kolory, tworzysz własne kombinacje. Anahita Mekanik, współzałożycielka Algorithmic Perfumery, mówi, że nie chodzi o to, by stworzyć konkurencję dla tradycyjnych perfum i firm perfumiarskich. – Marzeniem firmy jest to, by ludzi integrować. By uczyli się czegoś o sobie, by poznawali własne preferencje i tak pełniej odkrywali swoją osobowość. Nasz zapach jest integralną częścią tego, kim jesteśmy, składa się na naszą tożsamość. Rozumiem, że raz na jakiś czas słynne marki wypuszczają ponadczasowe kosmetyki, w tym perfumy, ale według mnie rynek perfumeryjny należałoby też zindywidualizować. Dlaczego wszyscy mamy pachnieć tak samo lub podobnie? – zauważa. Frederik Duerinck, naukowiec, współzałożyciel Scentronix, dodaje, że bardzo pomoce mogą być tu komputery. – Pamiętajmy, że programy i wszelkie algorytmy zostały stworzone przez człowieka, robią więc to, na co im pozwolimy – mówi. – Komputery są na drodze ewolucji rozwinięciem myśli ludzkiej, niczym więcej. Warto skorzystać z tego, co de facto pochodzi od rozumu, od człowieka. Z tą różnicą, że urządzenia nie miewają fanaberii, gorszych dni, wahania nastrojów. Są stabilne, rzetelne, powtarzalne. Brak emocji nie jest tu wadą. Emocjonalność to domena ludzi i niech tak zostanie. W zależności od osobowości, wieku, ale i humoru właśnie każdy może wybrać sobie odpowiedni zapach, który będzie zgodny z tym, czego na danym etapie życia poszukuje. A komputery? One i powstające każdego dnia nowe algorytmy mają i mogą nam w tym pomóc!

Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze ELLE 2020