Marka odporna na trendy

"Ciepły, wygodny minimalizm" - tak estetykę Elin Kling określają zagraniczne magazyny. I mają rację, bo w Totême można w całości skompletować swój uniform, który nie straszy korporacyjnym stylem. Kolekcje są na tyle szerokie, że obejmują swetry, sukienki, bluzki, spódnice, apaszki, spodnie, obuwie, a nawet legginsy i kostiumy kąpielowe. Ich paleta barw nie przekracza jednak monochromatycznej szarości, różnych odcieni beżu, bieli i ukochanej przez Kling czerni. Jak dżins - to głównie klasyczny niebieski, jeśli skóra: obowiązkowo czarna, a jedyne wzory to kratka na spodniach Novara, paski na koszulach Noma i Capri, ewentualnie przeskalowane logo marki, nadrukowane na jednoczęściowych kostiumach kąpielowych, ręcznikach i chustach. Najwięcej emocji budzą buty projektowane przez Elin Kling: w wakacje czarne japonki na obcasie widywałyśmy na Instagramie nieustannie, teraz najbardziej pożądane są czarne skórzane kozaki z prostą cholewką i wytłaczanym wzorem skóry. 

Wszystko to doskonale skrojone, uszyte ze świetnej jakości naturalnych materiałów i zaprojektowane tak, by swobodnie łączyć ze sobą każdy element poszczególnych kolekcji. 

Kolekcje powstają w klasycznym trybie, to jest sezonowo, ale głównym zamysłem marki jest to, by ubrania były zawsze aktualne i nigdy się nie zestarzały. "Chciałam stworzyć garderobę, która uprości wybór współczesnej kobiety. Tak, by mogła czuć się upoważniona do bycia tym, kim chce być i robienia tego, co naprawdę chce" przyznaje Elin Kling w rozmowie z magazynem Goop i podkreśla, że do ubierania się zawsze podchodziła strategicznie. 

Czapki XXL: oto najpiękniejsze i naprawdę ciepłe modele, bez których nie wyobrażamy sobie zimy. Kupicie je teraz na promocji>>

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Totême (@toteme) Paź 31, 2019 o 6:15 PDT

Wśród swoich swoich ulubionych marek, jeszcze za czasów pisania bloga, wymieniała obok siebie Acne oraz Céline i to własnie zmiksowana estetyka tych dwóch domów mody wyraźna jest w ubraniach Totême. Prawdziwych inspiracji szuka jednak w życiu codziennym: zastanawia się, jakie rzeczy sprawiają, że czuje się lepiej i sprawdza, czego brakuje w szafach jej przyjaciół. Bardziej niż na trendach i seoznach, chce zwracać uwagę na elementy, które definiują markę. "Projektujemy małe kolekcje, ponieważ pozwala mi to skupić się na doskonaleniu każdego produkowanego przez nas ubrania" podkreśla. Powstałe w 2014 roku Totême to tak naprawdę rodzinna firma - została założona przez Elin Kling i Karla Lindmana chwilę po tym, jak para stanęła na ślubnym kobiercu. Okazało się, że nie tylko mają podobną wizję co do estetyki i prowadzenia firmy, ale ich doświadczenia zawodowe idealnie się uzupełniają (Lindman zna się na brandingu marek luksusowych, a wcześniej pracował m.in. w agencji kreatywnej Baron & Baron oraz w magazynie Interview). Oboje nie zdecydowali się więc na zewnętrznych inwestorów, co dało im wolność decyzji oraz myślenia i zbudowali markę praktycznie od zera. "Musisz skupić się na opracowaniu świetnego produktu, ponieważ jest to jedyny sposób, aby zbudować coś autentycznego i znaczącego na dłuższą metę" podkreśla Szwedka, mówiąc o tym, czego nauczyło ją prowadzenie własnej firmy, a tę autentyczność kochają dziewczyny na całym świecie.

Ubrania tej polskiej marki uwielbiają zagraniczne minimalistki. Kupicie je teraz z 60% rabatem>>

Bez drogi na skróty

Elin Kling umie ciężko pracować i jak przyznaje, nie wierzy w chodzenie na skróty. Jest rozważna i to prawdziwa perfekcjonistka, dlatego zanim otworzyła własną markę - musiała wszystko sprawdzić samodzielnie i dopiąć na ostatni guzik co tylko się da. Mimo że zjadła zęby na modzie i doskonale wie, jak działa ten biznes, spokojnie czekała na odpowiedni moment. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Elin Kling (@elinkling) Wrz 25, 2019 o 11:16 PDT

Kiedy w 2007 roku startowała ze swoim blogiem, prawdopodobnie nie spodziewała się, że pracę w redakcji zamieni na pełnoetatowe blogowanie, a po latach otworzy własny butik, do którego specjalnie będą przyjeżdżać klientki z Nowego Jorku i Paryża. Tymczasem zaraz po wrzuceniu kilku postów na bloga o działalności mówiła największa szwedzka telewizja - TV4, później Kling dostała propozycję współpracy ze szwedzką edycją "Idola", a dwa lata od startu elinkling.net odezwało się do niej H&M z propozycją zaprojektowania kolekcji. Stała się ona tym samym pierwszą blogerką, która współpracowała w ten sposób ze szwedzką sieciówką, ale jakby tego było mało, w 2012 stworzyła jeszcze własną kolekcję dla Guess by Marciano. Wszyscy chcieli się nosić jak Eling Kling, a ona stwierdziła, że projektowanie ubrań interesuje ją zdecydowanie bardziej niż pisanie. Dziś ubrania Totême wyprzedają się na pniu, marka ma ponad 381 tysięcy followersów na Instagramie, a w 2019 Kling i Lindman otworzyli stacjonarny butik. Swój pierwszy. 

Modne spódnice [trendy wiosna-lato 2020]: 5 modeli, dla których stracimy głowę w nowym sezonie>>

Ambasada minimalizmu

Mimo dzielenia życia na Nowy Jork i Sztokholm, pierwszy sklep zdecydowali się otworzyć właśnie w rodzinnych stronach połowy tego duetu. Według Elin Kling sklep Totême jest dla niej kluczowym punktem opowieści, którą snuje za pomocą swojej marki i  lubi nazywać go "ambasadą". Butik zaprojektował szwedzki architekt Christian Halleröd, znany ze swoich projektów między innymi dla Muzeum Nordyckiego czy perfumerii Byredo. Kremowe kanapy i miękkie dywany, stolik ze szkła i rattanu, zakręcone schody z geometryczną balustradą, komody oraz stół z jasnego lakierowanego drewna, a do tego zaledwie kilka wieszaków z ubraniami - trudno nie odnieść wrażenia, że wnętrze Totême jest idealnym odpowiednikiem ubrań marki. 

Dobry design i dużo przestrzeni to celowy zabieg: pozwala odstresować się, poczuć szczególnie i odnieść wrażenie ekskluzywności. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Totême (@toteme) Paź 22, 2019 o 5:47 PDT

Sklep znalazł swoje miejsce w samym sercu szwedzkiej stolicy, na słynnej zakupowej ulicy Biblioteksgatan, usianej butikami luksusowych marek. Znajduje się ramię w ramię z takimi szwedzkimi gigantami, jak &Other Stories, COS i H&M. U Elin ludzie zatrzymują się jednak na dłużej, by nie tylko zrobić zakupy, ale sprawdzić, czy dane ubranie będzie im naprawdę potrzebne i zastanowić się nad własnymi decyzjami zakupowymi. Totême subtelnie proponuje podjąć refleksję na temat tego, czy zamiast całej szafy wypełnionej ubraniami z segmentu fast fashion nie wystarczą nam po prostu uniformy, w których będziemy się czuć bezpiecznie i które nie przeszkodzą w robieniu tego, czego naprawdę chcemy. Jak Elin Kling.  

To najmodniejszy sposób noszenia marynarki na wiosnę 2020. Kontrowersyjny trend uwielbiają Anja Rubik i Kerry Washington>>