Idealny dzień zaczęłabyś od?

Od wdechu czystego powierza, chwili uważności, odżywczego śniadania i sesji jogi. Po takim zestawie zupełnie inaczej funkcjonuję. Jeśli chodzi o jogę, od dwóch lat staram się być systematyczna. Idealnie, jeśli uda mi się pójść poćwiczyć 4 razy w tygodniu.

Masz swoje ulubione miejsce?

Mam. Joga Studio na Saskiej Kępie. To niewielkie studio jogowe, prowadzone bardzo domowo. Ćwiczę tam jogę Vinyasę i przy Edycie, wspaniałej nauczycielce, mam poczucie, że coraz bardziej rozumiem istotę praktyki i zrobiłam duże postępy. Myślę, że w jodze bardzo ważne jest to, żeby po pierwsze znaleźć taki jej rodzaj, który będzie nam najbardziej służył (nurtów jest dużo) a po drugie swojego przewodnika. Myślę też, że w zależności od czasu, w którym jesteśmy w życiu potrzebujemy różnych bodźców i technik. Mierzę się teraz z jogą, która bazuje na oddechu i tzw. flow co bardzo łączy umysł z ciałem i rozwija jego świadomość. Dla mnie joga to praca nad sobą i swoimi ograniczeniami. To ciągły rozwój.

Wiele osób dzięki twojej książce „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź" dowiedziało się, że zdrowie to nie tylko ciało, ale również psychika i duchowość.

Absolutnie sama nie czuję się ekspertem w dziedzinie zdrowia. Jestem za to nim szczerze zainteresowana. I tym, co sami możemy zrobić, by polepszyć jakość naszego życia na każdym poziomie funkcjonowania. Mam ogromne szczęście do spotykania bardzo mądrych ludzi na swojej drodze. Rozmawiając z nimi o zdrowiu w szerokim kontekście sama wiele się nauczyłam i cały czas uczę. Cieszę się, że ta wiedza dzięki książce trafiła do tak szerokiego grona.

Czytałam komentarze na temat twojej książki. Chyba udało ci się zmienić życie kilku osób.

Pamiętam, kiedy na spotkanie autorskie jedna pani przyniosła książkę pokreśloną na wszystkie możliwe sposoby. Okazało się, że jest lekarką i prowadzi swoją przychodnię. Po przeczytaniu „Holistycznych ścieżek zdrowa" postanowiła otworzyć w przychodni skrzydło „integralne". Niesamowicie się wzruszyłam. To, że książka prowadzi do realnej zmiany, z której skorzystać może coraz więcej osób jest największym zwrotem i motywacją do kolejnych działań.

Słyszałam, że pracujesz nad drugą częścią.

Byłam wykończona po napisaniu pierwszej książki więc, kiedy ktoś mnie pytał, czy będzie druga, mówiłam "nigdy w życiu" (śmiech), ale tydzień po premierze wiedziałam, że tak nie będzie. Tematem przewodnim ma być duchowość. Interesuje mnie to, czym w dzisiejszych czasach ona w ogóle jest, czym jest w kontekście zdrowia i jak możemy poprawić jakość naszego życia zmianą nastawienia i prostymi codziennymi praktykami.

Najcenniejsze rzeczy, które udało ci się wyciągnąć z rozmów, które przeprowadziłaś?

Przeprowadziłam ich już wiele. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa, mówi o innym aspekcie nas. Bardzo trudno je porównywać. Myślę, że najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że mamy wybór, do której z metod i do której z perspektyw odnieść się w danym momencie życia. Możemy w zależności od naszego systemu wartości dobierać metody, które najlepiej z nami zagrają. Poza tym cały czas się zmieniamy może więc też być tak, że na danym etapie życia coś podejdzie nam bardziej, a w innym momencie potrzeba ta się zaktualizuje. Tak samo jest ze wszystkimi rozmowami, które przeprowadziłam. W zależności od dnia odpowiadam na to pytanie inaczej. Na ten moment powiem, że jedną z najważniejszych rozmów, jakie przeprowadziłam była ta z moją ukochaną psychoterapeutką, Levaną Marshall. Plan był taki, że będę z nią rozmawiać o stresie. Skończyło się na rozmowie o wewnętrznych komunikatach, o tym, jak nasza wewnętrzna postawa na świadomym i nieświadomym poziomie nas determinuje a tym samym może doprowadzić do choroby albo do zdrowia. Nie ma gwarancji, że podróżując w głąb siebie dokopiemy się do ostatecznych odpowiedzi, np. bezpośredniej i obiektywnej przyczyny choroby. Jednak na tej drodze pojawi się mnóstwo wniosków i rozwój, w którego konsekwencji nastąpi poprawa jakości życia. Z tej rozmowy wyniosłam pokorę. Myślę, że bardzo mądre jest podejście, które zakłada, że na nic w życiu nie mamy gwarancji. Kiedy zaczynałam pisać książkę, mimochodem myślałam, że to wszystko sklei się w jedną złotą pigułkę, złożoną z dwunastu metod. Rozmowa z Levaną pomogła mi przenieść środek ciężkości i skupić się nie na celu, ale na drodze. Kolejnym objawieniem było dla mnie spotkanie z tradycyjną medycyną chińską. Przepiękną filozofią zdrowia i głębokim opisem człowieka i jego roli w świecie. To prawdziwie holistyczny system leczenia.

Holistyczne podejście do zdrowia składa się z wielu elementów, które części z tej układanki sama wykorzystujesz w codziennym życiu?

Wszystko zależy od mojej kondycji i potrzeby. Staram się być czujna na sygnały, które wysyła mi ciało. Trzymam się zdrowego stylu życia, a jeśli potrzebuję podnieść się na nogi sprawdza się u mnie akupunktura, czyli element tradycyjnej medycyny chińskiej. Joga, o której rozmawiałyśmy na początku, to kolejny klocek w tej układance. Jest jeszcze terapia, na którą z przerwami chodzę od lat. Terapia pomogła mi w życiu niezwykle na wielu etapach. Uważam ją za wspaniałe rozwojowe narzędzie, które uczy nazywać i rozwiązywać te destrukcyjne supły i wewnętrzne pułapki, które każdy z nas przecież ma. Ważna jest też dla mnie praca ze świadomym oddechem, który obniża poziom stresu. Mam też za sobą pierwszy sezon morsowania...

Wow. Jak się czujesz po morsowaniu?

Wspaniale! Jako że z natury jestem zmarzluchem myślałam, że się nie odważę. Byłam z siebie bardzo dumna, że udało mi się przełamać i dzięki temu doświadczyć tego wyjątkowego stanu i kontaktu z ciałem. To cudowna metoda wspierania odporności organizmu. Mówi się też, że bardzo sprawdza się przy walce z depresją. W Warszawie znanym miejscem spotkań morsów jest Jeziorko Czerniakowskie, które jest czyste i ciche. Obowiązuje tam taki sam etos jak podczas chodzenia po górach, mówisz sobie „dzień dobry". Wchodzisz na kilka minut do wody w czapce i rękawiczkach, a potem masz wyrzut endorfin i naturalny „haj" przez pół godziny. Proste.

A twoja największa słabość?

Myślę, że jak u większości z nas moją piętą achillesową jest stres. Objawia się, kiedy jestem osłabiona, niewyspana, jak mam za dużo pracy i kiedy przestaję wsłuchiwać się w swój organizm. Poprzez zaakceptowanie faktu, że mam do stresu tendencje przestałam za wszelką cenę z nim walczyć. Zaczęłam unikać sytuacji, które go wywołują a wybierać te wspierające. Nauczyłam się świadomie wybierać i szanować również swoje ograniczenia. W rezultacie to mnie niesamowicie wzmocniło. Kiedyś byłam bardzo skoncentrowana na aktorstwie, wzbudzało to we mnie ogromne poczucie presji. Dopiero, kiedy podjęłam decyzję o kroku w tył (nie zamykając furtki) i zaczęłam wybierać świadomie projekty, w których jestem okazało się, że jest w nim przestrzeń na prawdziwą frajdę. Granie jest dla mnie kolejną cegiełką w budowaniu drogi do szczęścia i na pewno sposobem na bycie tu i teraz.

Chodzisz na castingi do ról?

Bardzo rzadko. Casting to wyścig. Nigdy się w nim specjalnie nie sprawdzałam. Teraz szczególnie zmieniłam optykę na rywalizację, presję i wyścig. Również ten wewnętrzny. Paradoksalnie, kiedy wpuściłam w moje podejście do aktorstwa więcej powietrza, zaczęło do mnie ono przychodzić samo. Czekam na projekt wypełniający mnie artystycznie. Mam nadzieję, że taka przygoda jeszcze przede mną.

Brałaś udział w cyklu Szafa ELLE, gdzie pokazałaś nam swoje największe skarby. Czy twoje podejście do mody jest równie zdrowe, co do życia?

Staram się mieć mniej niż więcej i nie kupować w sieciówkach. Jeśli już kupuję, to jakościowe rzeczy i sprawdzam ich pochodzenie. Nie da się zweryfikować wszystkiego, ale nie uznaję kupowania przysłowiowego „T-shirta na jedno pranie". Uważam, że rynek powinien spowolnić i to dotyczy wszystkiego! Przestaliśmy naprawiać rzeczy, bo produkuje się pralki, lodówki, zmywarki, które psują się po dwóch latach... Mam buty po mojej mamie, które mają 30 lat i wciąż są we wspaniałym stanie. Na tyle na ile o możliwe, a dotyczy to jedzenia, mody i kosmetyków, staram się nie wspierać masowej produkcji. Niestety większość rzeczy produkowanych na skalę globalną traci na jakości a przede wszystkim wiąże się często z wyzyskiem lub cierpieniem. W wielu przypadkach nie jesteśmy w stanie zweryfikować trasy, jaką przebyła ta rzecz i tego, czy została wyprodukowana w sposób humanitarny.

Kupujesz też ubrania z drugiego obiegu.

Obieg vintage jest wspaniały. Często chodzę z moją przyjaciółką Kasią, ona ma wspaniałe oko i dzięki niej udało mi się wyszperać wiele pięknych rzeczy. Podoba mi się koncepcja wymianek i dawania ubraniom drugiego życia. Po co mają leżeć w szafie 30 lat, skoro mogą się przydać komuś innemu?



 

Jesteś też zwolenniczką naturalnych kosmetyków i olejków eterycznych, czy odkryłaś ostatnio coś ciekawego?

Jestem zapachowym freakiem! Uwielbiam naturalne oleje eteryczne. Są o wiele droższe od tych perfumowanych, ale są też o wiele trwalsze i niesamowicie wydajne. Poza tym mają działanie lecznicze, a to jest dla mnie szczególnie ważne.

Masz swoje sprawdzone źródła?

Tak. W kosmetyczne ELLE polecałam olejki od marki dōTERRA. Mam od nich naturalny olejek Patchouli. Używam też olejku Kadamb, który dostałam od przyjaciół z Varasi. Będę męczyć mojego tatę, który jest teraz w Indiach, żeby przywiózł mi większy zapas.

A jeśli chodzi o kosmetyki?

Ciągle eksperymentuję z nowymi kosmetykami, ale trzymam się polskich firm. Moim hitem jest marka Purite, mają wspaniałe produkty, np. dezodorant w kremie. Świetne są też kosmetyki Miya. Od nich stosuję eliksir na noc i oliwkę do zmywania makijażu. Używam też produktów Naturativ, szczególnie krem BB z filtrem. Wspaniałe są też kremy iossi np. Krem regenerujący aksamitna róża i masło do ciała Spice of India. Moim największym odkryciem jest teraz olejek do kąpieli od Aromatherapy Associates. Pachnie obłędnie!

Masz swój ulubiony zapach?

Bardzo jestem przywiązana do perfum Toma Forda „Patchouli Absolu". Mogę śmiało powiedzieć, że to jest mój zapach! Udało mi się też stworzyć własne perfumy, z czego jestem bardzo dumna. To jest w ogóle śmieszna historia. Kiedyś od przyjaciółki z Paryża dostałam świeczkę, miała tak wspaniały zapach, że zapalałam ją na sekundę, a potem gasiłam. Potem siedziałam z nosem w tej świeczce i sobie ją wąchałam. Chciałam mieć ją jak najdłużej, więc tak ją oszczędzałam. Potem znajomy, Michał, właściciel perfumerii Mo61 stworzył perfumy na wzór tej świeczki. Od tej pory zakochałam się w ogóle w idei konstruowania perfum i swoich zapachów. To wspaniały proces.

Czy udało się odszukać świeczkę?

Nie, ale po latach okazało się, że w Mo61 właśnie jest zapach identyczny do tego, którego poszukiwałam- Aldehyd. Zapachowy odlot.

Oprócz tego, że piszesz drugą książkę i grasz w serialu „Barwy szczęścia", jesteś prezeską Fundacji Małgosi Braunek "Bądź" i organizujesz trzeci Kongres Medycyny Integralnej.

Chciałam skorzystać z okazji i podziękować wspaniałym osobom, które są zaangażowane w działalność fundacji i z którymi współorganizuję kongres. Jestem szczęściarą. Bez nich nie byłoby fundacji i wszystkich akcji, które organizujemy. Pierwsza edycja to było szaleństwo. Porwaliśmy się z motyką na księżyc. Byłam kłębkiem nerwów. Teraz widzę, jaki postęp zrobiliśmy w ciągu tych dwóch lat. Mamy mały zespół więc nad kongresem pracujemy cały rok, ale dzięki temu jesteśmy przygotowani i w stanie zaprosić wspaniałych prelegentów.

Co nas czeka w tym roku?

Cieszę się bardzo, w tym roku po raz pierwszy przedstawiamy perspektywę ajurwedyjską! Przyjeżdża do nas z Indii dr Dr Partap Chauhan, uznany ekspert z dziedziny ajurwedy z Jiva Insitute. Będzie Dr Fahri Saatcioglu, profesor biologii molekularnej i komórkowej z Uniwersytetu w Oslo, który zajmuje się wpływem medytacji i oddechu na zdrowie. Cieszę się, że możemy ściągnąć wykładowców najwyższej klasy, którzy świadczą swoją pracą, że dialog pomiędzy medycyną niekonwencjonalną, a nauką. Ze strony naukowej będziemy mieć dr Annę Wójcicką, która jest założycielką Warsaw Genomics, wiec będziemy mówić o wpływie genów na odporność. W części wykładowej pojawi się dr Elżbieta Dudzińska, która jest moją idolką. Ma niesamowicie rozległą wiedzę na temat zdrowia w ujęciu holistycznym. Śmieję się zawsze, że powtarzam jak papuga wszystko, co powie (śmiech). Będzie mówić o wpływie prawidłowego i nieprawidłowego oddechu na zdrowie. Oprócz tego będzie też z nami Wojciech Eichelberger i wielu innych wspaniałych prowadzących.

Czy działalność w fundacji traktujesz jako misję?

Mogę śmiało powiedzieć, że to nadaje mojemu życiu sens. Czuję w działalności ogromną misję, ale to też źródło niesamowitej wiedzy i niekończącej się inspiracji. Widzę ogromne rozwarstwienie w naszym społeczeństwie i tu dostrzegam dużą rolę fundacji w zapełnieniu luki pomiędzy osobami, które są bardzo świadome zdrowotnie, a osobami, które dalej nie mają dostępu do wiedzy a tym samym nie mają pojęcia o tym, jak wziąć odpowiedzialność za własne zdrowie. Potrzebna jest ogromna zmiana na poziomie dostępu do prozdrowotnych rozwiązań. Jeśli nie będzie nacisku społecznego to te zmiany nie nastąpią. Zmiana na poziomie systemu wymaga ogromnej determinacji, osobiście wolę działania oddolne, w ramach fundacji spotykając się z ludźmi, organizując wydarzenia, akcje edukacyjne a w ramach moich prozdrowotnych poszukiwań przeprowadzając wywiady. Na storytel.com prowadzę podcasty - "kierunek zdrowie" w którym pytam specjalistów na temat ich metod i "Jestem i będę", gdzie w ramach projektu fundacyjnego o tej samej nazwie prowadzę rozmowy z osobami, które przeszły przez kryzys zdrowotny. Rozmawiamy o tym, co się w ich życiu zmieniło, czego się nauczyli i jak to na nich wpłynęło. Muszę przyznać, że ciągle płaczę przy tym projekcie... ale w taki dobry sposób. Mam wrażenie, że na swojej drodze cały czas spotykam prawdziwych bohaterów.

Czy masz swoje miejsce na ziemi, w którym odpoczywasz i czujesz się bezpiecznie?

Zdecydowanie są to Dębki. Mogłam się prawie tam urodzić. To jest miejsce, do którego jeździmy z rodziną. Kiedy tam jestem, czuję się połączona z naturą – z wydmami, z drzewami, z piaskiem i dźwiękiem morza. Nawet nie muszę do niego wchodzić. Wystarczy, że słucham...