Orange Warsaw Festival 2017: dzień 1

Tor Wyścigów Ślużewiec ponowie stał się mekką fanów muzyki. To właśnie tam zorganizowano kolejną edycję Orange Warsaw Festival. Podczas dwóch dni na głównej scenie przewiną się gwiazdy światowego formatu. Pierwszego dnia mieliśmy okazję zobaczyć i posłuchać występów Kodaline, Years & Years, Kings of Leon oraz Martina Garrixa.

Orange Warsaw Festival 2017 zaczęliśmy od koncertu chłopaków z Years & Years. Popularni muzycy z Wielkiej Brytanii występowali już na festiwalu organizowanym przez Alter Art, a konkretnie na Open'erze w 2015 roku. Wtedy londyńskie trio rozgrzało publiczność do czerwoności na scenie namiotowej. Jak było tym razem na main stage Orange'a? Równie dobrze! Fanki szalały (i to nie tylko w pierwszych rzędach), a szczęśliwej Ani z Poznania udało się nawet dostać na scenę, gdzie odśpiewała z Olly'm "Ready For You". Wokalista zaśpiewał nawet kilka taktów z "Dark horse" Katy Perry i "Hotline Bling" Drake'a. Po tym duecie polska fanka zrobiła jeszcze sobie selfie z 26-latkiem na tle festiwalowego tłumu. Na pewno setki dziewczyn jej zazdrościły. Grupa zaprezentowała głownie swoje największe przeboje z albumu "Communion", m.in. "Desire", "Shine", "Eyes Shut", czy słynny "King", ale Olly Alexander zapewnił, że następnym razem podzieli się nowym materiałem. Szkoda tylko, że ich show było tak wcześnie, gdy słońce jeszcze świeciło, a część fanów próbowała dostać się na teren festiwalu. 

WE LOVE YOU POLAND!!! Dziekuje

Post udostępniony przez Years & Years (@yearsandyears)

Jeśli chodzi o Kings of Leon, to ta grupa nigdy nie zawodzi. Nie muszą tańczyć, bawić publiczności dowcipami, czy flirtować z publicznością - ich muzyka (zwłaszcza grana na żywo) zawsze się obroni. Przyzwyczailiśmy się już, że Caleb Followill jest małomówny, a swoje emocje woli przekazywać poprzez piosenki. Amerykanie zaprezentowali nam miks, swoich najlepszych utworów. Oprócz legendarnych już singli "Sex on Fire", czy "Use Somebody", przy których tłum szaleje od lat (i chyba nie zamierza przestać) usłyszeliśmy także "Walls", "Crawl", "Radioactive", "Pyro", "On call", "Closer" (w trakcie tej piosenki Matthew Followill grał na gitarze ustami), czy finałowy "Waste a moment". Co ciekawe, cała grupa pojawiła się w białych stylizacjach, a zaprezentowane wizualizacje na telebimach były tak wciągające, że część osób na pewno stała jak zahipnotyzowana. Panowie, mamy do was prośbę - nigdy się nie zmieniajcie, bo jesteście perfekcyjni! Nawet zmasowany atak komarów wam nie przeszkodzi. 

Na koniec pierwszego dnia, na głównej scenie Orange Warsaw Festival 2017 pojawił się Martin Garrix. Jeśli ktoś myślał, że na jego secie zostanie jedynie garstka entuzjastów, to mamy dla was złą wiadomość - Holender przyciągnął większy tłum niż Kings of Leon. Naprawdę, nie kłamiemy! Co więcej, był ogień - i to literalnie. Garrix chyba nie lubi powiedzenia "less is more", więc jego występy naszpikowane są różnymi "dodatkami". 21-latek grał na scenie na tle wielkiego, podświetlanego krzyża (co na to Francuzi z Justice?), a oprócz kolorowych laserów, buchały płomienie, pojawiły się nawet fajerwerki oraz deszcz konfetti. Napięcie rosło już od pierwszych minut, a tłum mimo zmęczenia (całym dniem w pracy/szkole i wcześniejszymi koncertami) dawał z siebie wszystko. Bez wytchnienia. I tak było do końca.

#ellesummerbeats @orange_warsaw_festival #ootd @touspolska #jewellery #rings #jeans #concert #ellepl

Post udostępniony przez ELLE Poland (@ellepolska)

Orange Warsaw Festival 2017: dzień drugi

Orange Warsaw Festival 2017 był również jubileuszową edycją tej imprezy. W trakcie całego weekendu na warszawskim Służewcu bawiło się ponad 55 tysiący osób, a bilety na pierwszy dzień wyprzedały się do końca. A jak było w sobotę? Przybyło trochę mniej ludzi, ale fani bawili się równie świetnie.

Two Door Cinema Club pojawiło się na głównej scenie tuż po 19. Panowie rozbujali wszystkich przy swoich największych hitach, ale to była dopiero zorgrzewka przed Imagine Dragons. Zespół mający w naszym kraju status kultowego zachwycił fanów muzyki swoim występem już w zeszłym roku w Łodzi. W Warszawie było równie świetnie. Wokalista chętnie komplementował polską publiczność, co więcej, muzycy ujawnili premierowy materiał z nadchodzącego albumu. Dan Reynolds przyznał także, "że zbyt długo czekał, aby tu wrócić", a wiele wskazywało, że koncert zostanie odwołany ze względu na problemy z gardłem Amerykanina. Na szczęście Imagine Dragons zdecydowali się zagrać Orange Warsaw Festival 2017 - byłaby to wielka strata, gdyby nie udało im się pojawić na głównej scenie.

Sporo działo się również na Warsaw Stage. Raper Miuosh, którego możecie znać z utworu z Katarzyną Nosowką, zjawił się w towarzystwie FDG Orkiestry, a występujący po nim You Me At Six pokazali, że Brytyjczycy potafią grać rocka w stylu jak z najlepszych kalifornijskich scen. Było to mocne uderzenie, którego fani ewidentnie potrzebowali. Nawet na prośbę wokalisty Josha Franceshiego mężczyźni podnosili swoje partnerki "na barana" przy jednej z piosenek. 

Ten wieczór należał jednak do Justice - to był ich pierwszy występ w Warszawie. Gaspard Augé i Xavier de Rosnay pokazali, że francuskie electro nadal nie ma sobie równych. Usłyszeliśmy legendarne już "D.A.N.C.E", czy "Fire", ale w zupełnie innych odsłonach. Justice nie idzie na łatwiznę i lubi zaskakiwać. Nadal mają w sobie zadziorność, którą ukryli w kompozycjach zawartych na ostatnim albumie studyjnym, zatytułowanym "Woman". Duet poruszył cały tłum, a scenografia (podświetlone wzmacniacze Marshall!) oraz światła inspirowane latami 80. był pokazem na najwyższym poziomie. Inni mogą się od nich uczyć jak zrobić fenomenalne show. Żałujcie jeśli nie widzieliście tego koncertu!

Dzięki Orange Warsaw Festival! Widzimy się za rok.