Tylko w 2017 roku rynek produktów do pielęgnacji wzrósł o 9%. I rośnie dalej, a jego tempo jest zawrotne: w 2024 roku ma być dwa razy większy niż jeszcze całkiem niedawno, w 2012 roku. Pielęgnacja cery, skóry i włosów stała się na przestrzeni ostatnich lat wręcz obsesyjna - dziewczyny codziennie na forach i facebookowych grupach wymieniają się wskazówkami dotyczącymi najlepszych kremów pod słońcem, a blogi, Instagramy i kanały na YouTube otagowane #skincare osiągają rekordowe liczby odsłon. 

Uzależnieni od pielęgnacji

Młodzi ludzie skupiają się na pielęgnacji jak nigdy dotąd. Chcą wiedzieć, jakie są składniki kupowanych przez nich produktów i skąd dokładnie pochodzą. Sprawdzają, czy mają w sobie witaminę C, kwas hialuronowy, ekstrakt z owoców żurawiny. Czy są eko i wege. Ale przede wszystkim gonią za idealną cerą i dokumentują każdy krok swojej pielęgnacji w internecie. 

Tam zresztą wykluło się już nawet pojęcie "skincare addiction", czyli uzależnienia od pielęgnacji skóry.

Pod tą nazwą gromadzą się w sieci osoby, głównie dziewczyny, które straciły głowę dla kremów, maseczek, maści i peelingów. Wymieniają się adresami najlepszych sklepów z olejem kokosowym, zdradzają, jak piorą poduszki, by nie uczulały skóry twarzy oraz wymieniają pielęgnacyjnymi trikami.

I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie dwie rzeczy: presja i niewiedza

Pielęgnacyjny rollercoaster 

Szesnaście milionów zdjęć na Instagramie pod hasztagiem #nomakeup. Bohaterki sieci i kolorowych magazynów, nawołujące do pokazywania się bez makijażu. A jeśli cera jest problemowa? Wtedy trzeba ją naprawić. Zaczyna się maraton pielęgnacyjny, bardzo często bez znajomości własnej skóry i odpowiednich dla niej produktów. Więc tak: Rezygnujemy z makijażu, a pielęgnacja to dla nas podstawa. Tylko jeśli wcześniej tysiące kobiet nosiły źle dobrany podkład, który przecież jest widoczny na pierwszy rzut oka, to czy dobiorą sobie właściwy krem do twarzy? 

-Ludzie bardzo często przesadnie oczyszczają swoją skórę lub stosują nieodpowiednie preparaty. Na przykład ci z cerą tłustą i łojotokową, zamiast wybrać produkty odnawiające barierę naskórkową, stawiają na te o działaniu matującym i złuszczającym. To bardzo wysusza skórę, co w konsekwencji... nasila łojotok i trądzik - mówi dr Ivany Stanković, specjalista dermatolog -Nadużywane są peelingi, zwłaszcza enzymatyczne. Słyszymy o ich świetnym działaniu przeciwzmarszczkowym, więc stosujemy je jak najczęściej, co mija się z ich przeznaczeniem: pielęgnacyjnie powinno się je nakładać na skórę twarzy tylko raz w tygodniu. W przeciwnym razie produkt może wysuszać, nasilać łojotok i powodować trudne do usunięcia przebarwienia.

Zgubne są też wszelkie maseczki do twarzy - wiele osób używa ich ze względu na modę, nie patrząc zupełnie, czy są dobrane do ich rodzaju skóry czy wieku. To kończy się bardzo często reakcjami alergicznymi. Niebezpieczeństwa wynikające z pielęgnacji są zwykle skutkiem niewiedzy. 

I cóż, dajemy się zwariować. Kupujemy koreańskie kosmetyki przeciwzmarszczkowe, bo są modne, ale zapominamy o tym, że Azjatki nie starzeją się tak szybko, jak Europejki. Używamy tego oleju kokosowego do twarzy, chociaż nie jest dla nas odpowiedni i wysusza lub zatyka naszą skórę. Trzymamy naturalne kosmetyki w szafce, mimo że zdarza się, że te uczulają bardziej niż "chemiczne". W wieku dwudziestu lat stosujemy kremy dla trzydziestolatek ze względu na ich doskonałe składniki, a twarz "zdzieramy" gruboziarnistym peelingiem - akurat dużo się o nim mówi. Skupiamy się bardzo na markach, ich designie, przesłaniu, ale koniec końców okazuje się, że kupiony przez nas produkt... nie działa. Zamiast gładkiej skóry mamy na policzkach trzy nowe wypryski, naskórek schodzący płatami i popękane naczynka. A przecież u koleżanki, która go poleciła, wszystko szło bez zarzutu. 

Ciemna strona #skincare

Nadmierna i nieodpowiednia pielęgnacja może szkodzić. Powodów jest kilka: produkty, których używamy, zupełnie nie mogą być stosowane razem, bo działanie jednego wyklucza drugie. Czasem kosmetyków jest zwyczajnie za dużo - skóra szaleje, bo nie wie już, czy ma się w tym momencie skupić na złuszczaniu, chłonięciu składników odżywczych czy pływaniu w tłustym kremie. Najczęściej specyfiki są jednak źle dobrane, a każda cera to przecież indywidualna sprawa.

Prawda jest taka, że jeśli przesadzimy z pielęgnacją, rzadko możemy się uratować samemu. Wtedy pozostaje zwrócenie się do dermatologa, który zastosuje odpowiednie leczenie i dobierze produkty odpowiadające naszej skórze - dr Stanković
 

Czy można w takim razie używać produktów pielęgnacyjnych z Instagrama i nie bać się, że skóra nagle podziękuje nam setkami wyprysków? Czy stosowanie serum The Ordinary, olejku ekologicznej polskiej marki czy kremu na noc z drogerii jest bezpieczne? Nie ma w nich nic złego, jeśli tylko są dobrane - najlepiej pod okiem specjalisty. Najważniejsze, to poznać własną skórę i wiedzieć, co naprawdę do niej pasuje. Wtedy nie będziemy potrzebowali do szczęścia żadnego #nomakeupchallenge.